Zobacz kanał RSS

suter odleciał :-)

Podsumowanie PPL(A)

Oceń wpis
przez w dniu 05-03-2020 o 11:40 (2293 Odsłon)
No i stało się, kurs ukończony, egzamin zdany, czekam tylko na przesłanie upragnionego papierka z jedynego słusznego urzędu. Wieść gminna niesie, że jest szansa, że wyrobią się do gwiazdki. Tylko której ? Żarty żartami, ale już po zakończeniu szkolenia może pora na małe podsumowanie.

Egzamin jak egzamin, stresowałem się jak diabli, wszak w tym dniu miało się okazać czy Państwo zaufa mi na tyle, żeby wręczyć dokument pozwalający samopas bez jakiegokolwiek nadzoru instruktora kręcić śmigłem nad Polską. Obowiązkowa powtórka z teorii, dziesiątki razy powtórzony obchód przedlotowy, komunikacja, procedury, potem staranne wyrysowanie trasy, obliczenia, wyważenie maszyny, wypisywanie papierków. Wreszcie nadszedł ten dzień. Od rana na podwyższonej adrenalinie i ciśnieniu, co chwilę sprawdzanie pogody. Wszystko gra, tyłek w auto i wio na Ławicę, tam reszta obliczeń, złożenie planu lotu i …oczekiwanie. Jak to w lotnictwie chciało by się powiedzieć. Ale w końcu nadszedł ten moment i polecieliśmy. Co do samego lotu to pewne czynności mogłem zrobić lepiej, ale egzaminator nie miał większych zastrzeżeń i po zakończonym locie i wyłączeniu silnika z uśmiechem pogratulował zdania egzaminu. HURRRAAAA!!!! A stres z minuty na minutę w trakcie lotu malał, tak że w końcowej fazie już sam do siebie się uśmiechałem z zadowoleniem .

A tak w statystykach przedstawiają się dokonania z kursu. W trakcie szkolenia i razem z egzaminem wylatałem łącznie 42 godziny i 4 minuty z czego 10 godzin i 14minut samodzielnie, pozostałe z instruktorem/egzaminatorem. Zawsze mnie ciekawiło jakim cudem piloci są w stanie podać ile dokładnie czasu spędzili w powietrzu. Liczą to? No tak liczą, teraz wiem nawet jak. Bajer tkwi w tym, żeby zapisać czas rozpoczęcia kołowania i wyłączenia silnika, reszta jest zwykłym dodawaniem i odejmowaniem. W ramach powyższego czasu łącznie wylatałem 5 godzin i 3 minuty w samodzielnych lotach nawigacyjnych, a najdłuższy lot obył się na odległość 230 mil morskich, czyli 425 kilometrów z lądowaniami na 2 lotniskach innych niż lotnisko odlotu – pamiętny fantastyczny lotny dzień No i na koniec jeszcze równe 5 godzin symulatora, ot tak się udało.

To tylko szkolenie do licencji pilota turystycznego, tak więc liczby nie powalają na kolana, poza tym każdy pilot zaczynał z zerowym nalotem, ale emocje jak najbardziej prawdziwe i powalające, przynajmniej mnie. Mnogość wspomnień, wzlotów i… udanych lądowań , atmosfera lotniska za którą tak przepadam, widoki, poznani ludzie, a także duma z samego siebie, że w końcu doprowadziłem kolejne marzenie do końca. To marzenie, które zrodziło się jeszcze za dzieciaka, kiedy mogłem tylko oglądać z ziemi przelatujące nad Trzcielem samoloty, te duże, te małe, a niekiedy także te wojskowe. Kosiaki SU-22 nad moja mieściną zawsze powodowały wystąpienie gęsiej skórki, wszędzie , a w pamięci mam jeszcze kosiaki MiGów 21, tak, tak, mam aż tyle lat. A nie tak całkiem dawno sam mogłem być powodem, dla którego ludziska w moim mieście zadzierali głowy do góry, jedni zastanawiając się co za oszołom po ichnim niebie lata i bezczelnie mąci powietrze, a inni z zazdrością, że też by tak chcieli.

Tak czy inaczej emocje związane z kursem i z lataniem były tak silne, tak głębokie i fantastyczne, że po pierwszym locie chciałem kilka słów o tym napisać. I tak powstał pierwszy odcinek, w zasadzie samo się napisało, miało być kilka słów, że fajnie i w ogóle, a wyszedł „elaborat”. Początkowo wyłącznie FB i tam się okazało, że się spodobało, to po kolejnym też kilka słów nabazgrałem. W końcu pomyślałem o przeniesieniu swojej radosnej twórczości na jakiegoś bloga, niech inni też mają, a co. No a gdzie było by lepiej niż tu . I tak od lotu, do lotu opisywałem podniebne wojaże, doświadczenia i przeżycia. Tym większą frajdę miałem z przelewania wspomnień na e-papier, że opisując, myślami wracałem do tamtych chwil, widoków i emocji i przeżywałem lot na nowo. Super zabawa!

Dziś można by rzec, że to koniec pewnego rozdziału. Coś się dokonało i to tyle. Na tą chwilę. Kolejne wpisy, tfu! loty już planuje. Koniec jednego rozdziału jest przecież początkiem kolejnego, książka życia jaką dla mnie jest lotnictwo dopiero zaczęła się pisać i mam nadzieję, że jeszcze sporo rozdziałów przede mną. Jak tylko pochwycę papier w łapska to zapisuje się na loty nocne. Cóż to będą za przeżycia, już nie mogę się doczekać, zawsze uwielbiałem świat z wysoka, a w nocy owiany on jest… Dobra, dobra, zostawię to na właściwy moment, ciekawe czy mi przymiotników wystarczy . W międzyczasie być może jakiś lot rekreacyjny to tu to tam. Zobaczymy. Zapewne już nie będę opisywał każdego lotu. Sporo elementów się powtarza i nie ma sensu pisać o tym samym, ale jakieś ciekawe momenty z lotów, nowe doświadczenia, obserwacje czy przeżycia będą nadal.

Dziękuję wszystkim za śledzenie bloga, odwiedziny, komentarze i lajki. Przyznam, że nie spodziewałem się aż takiego zainteresowania. Już przy pierwszych stu odsłonach pierwszych wpisów byłem zdziwiony, dla mnie to było aż sto . A potem więcej i więcej. To niesamowicie motywuje i sprawia jeszcze więcej frajdy z całego tego zamieszania zwanego lotnictwem.

Dobrze więc, kończymy na tą chwilę, ale to nie koniec na zawsze…

Wszystkiego dobrego i do następnego.

Ps. A tak wyglądał mój szczęśliwy dziób po zakończeniu lotu egzaminacyjnego

blogs/suter/attachments/5437-podsumowanie_ppl-imag2333.jpg
myszygon, tango fox, vader and 5 others like this.

Umieść "Podsumowanie PPL(A)" do Facebook Umieść "Podsumowanie PPL(A)" do Digg Umieść "Podsumowanie PPL(A)" do del.icio.us Umieść "Podsumowanie PPL(A)" do StumbleUpon Umieść "Podsumowanie PPL(A)" do Google

Kategorie
Bez kategorii

Komentarzy

  1. Awatar tango fox
    • |
    • permalink
    No to lataj "nisko i powoli" Gratuluję
    suter likes this.