Zobacz kanał RSS

suter odleciał :-)

SutAir Airlines – zabieram pasażerów.

Oceń wpis
przez w dniu 16-08-2021 o 14:12 (562 Odsłon)
Nadszedł wreszcie długo wyczekiwany moment kiedy to mogę wreszcie tak po prostu zadzwonić, wynająć maszynę i zabrać kogoś na wspólny przelot to tu to tam. Laszowanie na C152 na Żernikach nareszcie zakończone, pobłogosławiony przez samego szefa, to można fruwać. Trochę czasu to zajęło to fakt. Na początku wydawało się, że lotnisko jak inne, ogarniemy samolot i… i nie tak szybko panie pilot, tu albo porządnie, albo wcale, dlatego też lotów z instruktorem musiałem odbyć dość sporo. Piszę o tym nie żeby się pożalić, że tam tacy nie mili i nie pozwalają rozwinąć skrzydeł i w ogóle ble, ale dlatego, że z każdym kolejnym lotem przekonywałem się, że z tym laszowaniem nie będzie lekko i jaki to ma wpływ na mój rozwój lako pilota. Najwyraźniej żaden ze mnie orzeł przestworzy, bardziej ledwo wróbel, ale za to uparty 😉. O ile lot samolotem, zakręty i inne rzeczy były w porządku, o tyle lądowania nie zawsze szły tak jak bym sam chciał, a żeby wylądować na Żernikach musisz, po prostu musisz zrobić to niemal „w punkt”, bo jak już wspomniałem w jednym z poprzednich wpisów albo S11 i skarpa, albo betonowy płot z którym też za cholerę nie chcesz poznawać się bliżej. Innymi słowy to lotnisko nie ma bufora w postaci kilkudziesięciu metrów trawy za pasem na których w razie czego się zatrzymasz, nie wybaczy błędów, jest w moich oczach lotniskiem bardzo wymagającym. Tym bardziej chciałem właśnie tam latać 😊. Z tego też powodu kolejne loty to w zasadzie już tylko szlifowanie podejść do EPZE, ale w końcu opanowałem i to i kto wie, może właśnie tam nauczyłem się lądować…😉.

Tak czy inaczej radocha wielka bo teraz mogę pokazać ludziom co ja takiego widzę w tym lataniu, dzielić się moją pasją, „moim” światem i wrażeniami, samemu obserwując ich reakcje w kokpicie i cieszyć radością pasażerów, którzy mają możliwość zobaczenia pól, lasów, łąk, miast i wsi z zupełnie innej perspektywy. Teraz rzeczywiście mogę poczuć się jak pilot, którym zawsze marzyłem być 😊.

Opracowałem sobie nawet na tę niebywałą okazje trasę widokową. Niby nic szczególnego, zwykły lot dookoła komina i to dosłownie, tego w Mosinie, ale jest już co podziwiać. Własne podwórko jak się okazuje może być równie pasjonujące i niesamowite, choć pod jednym warunkiem – widziane z góry. Do rzeczy. Po starcie z Żernik pierwszy kierunek na Kórnik zobaczyć co u Białej Damy słychać. Jak do tej pory nie miała zastrzeżeń, tak sądzę, bo żaden pasażer nie z tego świata nie nawiedził mnie w kokpicie, nie miałem też omamów nocnych związanych z tym tematem. Nie żebym w ogóle nie miał, ale to po napojach wysoce uduchowionych. Tak czy inaczej lot rozpoczyna się z „wysokiego C”, rynek w Kórniku i zamek z wieżyczkami i fosą dookoła, z powietrza prezentują się absolutnie fenomenalnie razem z sąsiadującym jeziorem. Jedynie arboretum kórnickie lepiej jednak zwiedzać i podziwiać z dołu. Zieleń tego parku prezentuje się super z powietrza, ale kto był ten wie jak tam pięknie wszystko wygląda na ziemi. Ten jeden raz lepiej zostać na powierzchni planety miast unosić się ponad drzewami. Natomiast dalej już zdecydowanie perspektywa ptaków i tych żywych i stalowych jest stanowczo lepsza i niesamowicie cieszy oczy rozmaitością form i niecodziennością napotkanych widoków.
Po Kórniku dalszy lot przebiega wzdłuż malowniczo położonych jezior tworzących jeden poprzerywany ciąg wodny, który widziany z góry skrzy się w promieniach słońca, a same jeziora rzeźbią abstrakcyjne kształty urozmaicając krajobraz i ciesząc oko widokami dostępnymi wyłącznie z tej perspektywy. Następnie po prostej wzdłuż tychże jezior dolatujemy do rzeki Warty i tu jak się okazuje dla moich pasażerów małe zdziwienie. Ja mówię, że to co widać to rzeka Warta, w odpowiedzi słyszę pytanie: cooo, ten strumyk?? No tak, perspektywa robi kolosalną różnicę 😉. Warta może i nie jest największą i najszerszą rzeką w Polsce, ale widziana z góry przypomina małą rzeczkę leniwie wijącą się miedzy polami. Żebym jeszcze leciał na jakieś absurdalnej wysokości, ale to tylko tysiąc stóp, czyli około 300 metrów nad terenem, niewiele a jednak już to wystarczy do kompletnej zmiany postrzegania świata.
Lecimy dalej w kierunku Śremu podziwiając fantastycznie wijący się pośród pól, zagajników i zachwycających rozlewisk wspomniany wyżej ciek wodny. Zupełnie jak z wypraw Sir Davida Attenborough, brakuje jeszcze tylko taplających się w wodzie hipopotamów i głosu Krystyny Czubówny mówiącej: młody samiec niepostrzeżenie skrada się do niczego nie podejrzewającej samicy…😜 Tak czy inaczej najlepsza wersja programów „Polska z góry” bo w wersji osobistej, z pełną panoramą i jakością obrazu spotykaną jedynie w ludzkim oku.
Po dolocie do Śremu kolejne zdziwienie na twarzach pasażerów bo miasto, nie takie znowu małe wygląda jak bałagan w pokoju roztargnionego przedszkolaka, blokowiska niczym klocki Lego, inne zabudowania i parki jak porozrzucane elementy innych zestawów zabawek, a samochody i TIRy wyglądają jak zabaweczki kupione niedawno w pobliskim zabawkowym. Most na Warcie po wschodniej stronie miasta wyglądem przypomina deskę rzuconą w poprzek strumyka, który można by przeskoczyć małym susem. Aż chciało by się rzec: Ah ta perspektywa! Fantastycznie wygląda jezioro Grzymysławskie ciągnące się z północy na południe lub na odwrót 😉. Długie, urzekające położeniem i kształtem z mariną śremską wyglądającą z góry jak z folderów reklamowych najlepszych wakacji zapiera dech i zadziwia tym, że to tylko najbliższa okolica, pobliskie podwórko, a jakże pięknie to wszystko z góry wygląda.
Następnie zahaczamy jeszcze o Czempiń, gdzie przy odrobinie szczęścia może udać się lot wzdłuż linii kolejowej Poznań-Wrocław obok pociągu, którego pasażerowie być może przyglądają się stalowemu ptakowi lecącemu przez chwile razem z nimi. Potem już powrót do Żernik jeszcze mijając Mosinę z wystającym, charakterystycznym kominem mającym według źródeł 150 metrów wysokości, a wyglądającym z góry niczym wbity w ziemię i pomalowany na biało-czerwono ołówek.

Te wszystkie nieprawdopodobne obrazy przewijające się dookoła latadełka, sama świadomość lotu i unoszenia się w przestworzach powoduje u pasażerów nieznikający i szczery uśmiech od ucha do ucha. Widać na ich twarzach ten fantastyczny zachwyt, a czasem i euforię spowodowaną unoszeniem się nad ziemią. Fantastyczne jest to, że takie mega pozytywne wrażenia mają także Ci, którzy już lecieli nawet kilka razy liniowcem, a to w podróż służbową czy też charterem na wakacje, a spowodowane to jest tym, że tu wysokość jest dużo mniejsza i wyraźnie widać miasta i miasteczka, linie kolejowe, drogi i samochody i mnóstwo, mnóstwo zapierających dech w piersiach pejzaży, a chmury jeśli są, wydają się niemal na wyciągnięcie ręki rzucając w tym samym czasie na ziemię abstrakcyjne cienie leniwie pełznące przez polską krainę.

No cóż to ja zabieram się za planowanie kolejnych tras, zapewne dłuższych, ale też bez dwóch zdań tak samo widowiskowych i wywołujących gęsią skórkę na skórze pasażerów i mojej.

Wszystkiego dobrego i do następnego.

Ps. Tak to wygląda z góry, ale to tylko filmiki…


frik, tango fox, Pzlm28 and 2 others like this.

Umieść "SutAir Airlines – zabieram pasażerów." do Facebook Umieść "SutAir Airlines – zabieram pasażerów." do Google

Kategorie
Bez kategorii

Komentarzy