Jedno z takich zdarzeń miało miejsce na lotnisku na Bemowie gdzie stacjonował 1 PLM OPL „Warszawa”. Podczas jednego z lotów kluczem (formacja czterech samolotów) jeden z pilotów ppor. Dunal zderzając się ze swoim prowadzącym ppor. Grundmanem uszkodził ster wysokości, stracił panowanie nad samolotem i spadł na ziemię. Z relacji świadków wynikało, że
próbował się katapultować jednak z powodu małej wysokości i odwróconego położenia samolotu nie zdążył otworzyć spadochronu.
Innym razem podczas startu jeden z MiG-ów zgubił końcówkę dyszy silnika. Pilot nie zdając sobie z tego sprawy odbył lot narzekając na małą moc silnika. Kolejny taki przypadek zdarzył się podczas jednego z lotów, w którym pękła skrzynia agregatów, z której wyciekł olej. Samolot stracił moc a pracujące na sucho elementy zaczęły się topić. Pilot na minimalnej mocy, nie wiedząc, co jest przyczyną awarii „dociągnął” na lotnisko gdzie mechanicy powiedzieli mu, że silnik mógł pracować jeszcze maksymalnie prze trzy minuty.
Niecodzienny przypadek zdarzył się por. pil. Andrzejowi Dobrzenieckiemu. Podczas lotu instruktorskiego z młodym pilotem na MiG-15UTI wprowadzili samolot w korkociąg i nie mogli go z niego wyprowadzić. Zgodnie z instrukcją Dobrzeniecki wydał polecenie opuszczenia samolotu. Zajmując miejsce w drugiej kabinie musiał zrobić to pierwszy. Wyskoczył, a szkolony pilot wbrew rozkazowi nie katapultował się, wyprowadził maszynę z korkociągu i powrócił na lotnisko. Spowodowało to liczne docinki kolegów i niewybredne komentarze złośliwców. Jednak to właśnie dzięki temu, że instruktor się katapultował, uległo zmianie wyważenie samolotu, nastąpił nowy układ siły nośnej i dzięki temu samolot wyszedł z korkociągu.
Kolejny wypadek miał miejsce 2 sierpnia 1966 roku podczas przebazowywania 39 PLM OPK (MiG-19P) na lotnisko zapasowe w Kamieniu Śląskim. Podczas startu samolot kpt. pil. Eugeniusza Nasiorowskiego stracił ciąg, zboczył z pasa i zaczął sunąć po pasie trawy w kierunku przygotowanych do startu samolotów. Pilot
próbował poderwać maszynę, jednak zbyt mała
prędkość spowodowała, że samolot spadł na skrzydło z wysokości ok. 10 metrów. Maszyna zapaliła się i mimo akcji strażaków pilot zginął w płonącej maszynie.
W tym samym roku podczas przeszkalania się na nowy typ samolotu (MiG-19) ppor. pil. Zbigniew Kopacz przez pomyłkę, będąc na pasie uruchomił dźwignię chowania podwozia, które schowało się podczas startu. Samolot zaczął szorować dziobem o pas w efekcie czego zapalił się. Uratowano pilota, jednak maszyna zastała stracona.
Zakładki