O górnych powierzchniach skrzydeł była dyskusja dosyć dawno temu:
http://lotnictwo.net.pl/10-lotnictwo...zachownic.html
Mimo upływu ponad 10-12 lat od tamtej dyskusji nadal podpisuję się pod każdym słowem, które wtedy napisałem. Jeśli czegoś żałuję, to tylko tego, że wypowiadałem się zbyt dyplomatycznie i delikatnie. Niektórzy koledzy byli bardziej dosadni w swoich wypowiedziach. Nic na to nie poradzę, wtedy musiałem w całym moim życiu być bardziej dyplomatyczny i rozważny w wypowiedziach. Dzisiaj już nie muszę, jeśli pominąć mój zielony kolor na forum.
Jeżeli mowa o tej samej osobie, to ów kolega nie wypadł dobrze w tamtej dyskusji. Argumenty miał słabe i od początku pachniały mi one ideologicznym nawiedzeniem i chęcią narzucenia otoczeniu swojej jedynie słusznej wizji, niechby po trupach. Niestety, chodziło przy tym o sprawę kompletnie nieistotną merytorycznie, że tak powiem. W gruncie rzeczy jest obecnie całkowicie nieważne, czy malujemy szachownice na górnych powierzchniach, czy też nie malujemy. W początkach lotnictwa było inaczej, miało to swoje znaczenie, ale w tej chwili jest to przede wszystkim kwestia gustu. Można tak, a można siak. I jest to temat zastępczy, ponieważ są na świecie sprawy ważniejsze. Znacznie bardziej spodobałoby mi się, gdyby autor tamtego wątku poświęcił swoją energię na przywrócenie szachownicy w takiej formie, jaka była malowana na polskich samolotach od zarania polskiego lotnictwa niezależnie od ustroju politycznego i zakrętów historii i jaką inni nawiedzeni - sami siebie definiujący jako wielcy patrioci - zabrali naszemu lotnictwu. Na to mu jakoś nie starczyło odwagi. Wolał nam wszystkim oświadczyć, że ma w czterech literach, na jakich samolotach będą się szkolić polscy lotnicy i czy w ogóle będą mieli na czym latać, bo jego wizja jest dla niego najważniejsza, a reszta to... Tutaj można zacytować gospodarza Palivca, if ju noł łot aj min.

Nie po drodze mi z takimi osobnikami i na to też nic nie poradzę, aczkolwiek dopuszczam możliwość, że przez tyle lat zdążył zmądrzeć.
Zakładki