2 WRZEŚNIA 1939 R. - ZWYCIĘSTWA POWIETRZNE Z LOTNISKA OPERACYJNEGO W DZIERZNICY (Są tu one podane według typów zestrzelonych samolotów ; nie są tu może czasem przedstawione wg faktycznej kolejności ich uzyskania, lecz przypuszczalnej i obarczonej zapewne błędami). 1)-Do-17 rozpoznawczy. 3 P-11 w swym locie patrolowym - w północnym rejonie Poznania, w porze rannej (7.00-8.00), w rejonie zwanym Biedruskiem, zaatakowały klucz 3 rozpoznawczych Dornierów. Po dość energicznie przeprowadzonych atakach naszych samolotów, jedna z wrogich maszyn została w powietrzu zapalona, po czym, po niedługiej chwili spadła na ziemię, ulegając zniszczeniu w obszarze : Morasko - Nowa Wieś - Umultowo. Nieprzyjacielską załogę - która wyskoczyła ze spadochronami - pojmali Polacy z Moraska, za co później, Niemcy dokonali w tej miejscowości licznych aresztowań i wymierzyli kilka przypadków kary śmierci. 3 P-11 - zadowoliły się tylko tym jednym zwycięstwem i dokonały parokrotnego okrążenia mocno dymiącego pobojowiska, po czym obrały kierunek lotu nad Swarzędz, zapewne wracając do Dzierznicy. X1)-Do-17 bombowiec. W jednym z "oficjalnych" dokumentów londyńskich, odnoszących się do dnia 2 września i do zasadzki w Kobylem Polu - jest na końcu podana informacja, że pierwsze zwycięstwo na froncie armii miał odnieść ppor. pil. Mikołaj Kostecki. Drugiego września, przebywał on od świtu do pory obiadowej na zasadzce Kobyle Pole. Lotnisko to ma przypisywane m. in. 2 Do-17, z których w porze wczesno - rannej, rozpoznawczą wersję tego samolotu, około godz. 6.00, mógł w płd. - wsch. rejonie Swarzędza (po walce znad stacji kolejowej Poznań Wschód) zestrzelić właśnie ów wymieniony tu pilot. Gdyby faktycznie tak było, to innego Dorniera, w wersji bombowej, w porze południowej (~ 12.00), po walce powietrznej stoczonej w północnej stronie Poznania - zapewne zestrzelił pilot z Dzierznicy, w swym locie patrolowym do rejonu Poznania. Jedna z P-11, latająca po kręgach nad Swarzędzem i Antoninkiem na dużym pułapie lotu, na widok dość odległej grupy niemieckich samolotów, skierowała się na płn. - zach. Niemiecka eskadra bombowców typu Dornier - nadlatywała nad Poznań z północnego kierunku. Nad Naramowicami został dość szybko odbity w prawo (w bok od swej grupy), ostatni bombowiec niemiecki. Odtąd już walka toczyła się w układzie sił 1 na 1. Pozostałe samoloty zdołały zrzucić bomby na Cytadelę, Dworzec Główny i na Ławicę - choć tam - mało skutecznie. Z atakowanego wciąż Dorniera - który wpierw zaczął z lekka dymić, a niebawem coraz silniej, a ostatecznie przemienił się w lecącą kulę ognia - zaczęli skakać ze spadochronami niemieccy lotnicy. Chwilę później, nieprzyjacielska maszyna zachwiała się w locie i runęła ku ziemi, rozbijając się na płn. - zach. od Ławicy, a z południowej strony Baranowa (w południowej okolicy jeziora Kierskiego). Polski samolot - po parokrotnym okrążeniu punktu dymiącego pobojowiska, obrał kurs wschodni, na Swarzędz. 2)-Do-17 rozpoznawczy. Lecący pojedynczo Dornier - od strony Piły i Obornik, w porze już przedwieczornej, zaatakowany został w północnej stronie Poznania przez jedną latającą na dużym pułapie lotu P-11 (zapewne w locie patrolowym północno - wschodniego sektora Poznania). Po stosunkowo długiej i bardzo widowiskowej z ziemi walce powietrznej - mającej czasem charakter prawie że kołowej, zestrzeleniu uległ niemiecki samolot rozpoznawczy typu Do-17. Z minimalnie już dymiącej niemieckiej maszyny - jej załoga skakała ze spadochronami. Samolot ten spadł na ziemię, ulegając rozbiciu, pomiędzy nieistniejącymi obecnie wioskami : Glinno i Gliniecko. Polska "jedenastka", po parokrotnym okrążeniu owego miejsca upadku na ziemię - obrała kurs na Swarzędz (gdzie nie było już o tej porze w tamtej okolicy żadnej zasadzki myśliwskiej). Był to już 3 - ci z kolei niemiecki dwusilnikowy samolot zestrzelony w północnej stronie Poznania przez P-11 (rano rozpoznawczy Do-17, a w porze około południowej - He-111J, zaś czwartego : He-111, przed południem zestrzeliła polska artyleria przeciwlotnicza, a zaraz po nim - drugiego He-111, który wpadł do wody jeziora Kierskiego). Większą część owych załóg, w kilku nieodległych od siebie miejscowościach - schwytali Polacy, za co później zapłacili licznymi aresztowaniami, a niekiedy i swoim życiem, zamordowani w okrutny sposób w Forcie VII, lub w obozie w Żabikowie, dokąd następnie przewożono polskich więźniów. 3)-Do-17 bombowiec. Lecąca od strony południowej (z kierunku Wrocławia), trójka bombowców typu Do-17, ścigana była od okolicy Spławia przez jedną P-11, która co rusz strzelała z rożnych stron do wybranego, prawoskrzydłowego Dorniera. Nad miejscowością Nowa Wieś (koło Zalasewa), ostatni samolot niemiecki zaczął dymić, po czym nagle runął do ziemi, rozbijając się na ugorze Zielińca (na płn. - wsch. od Zielińca, a na płn. - zach. od Swarzędza). Niemiecka załoga zginęła. Ów zestrzał miał miejsce w porze przedwieczornej, gdy nie działały już zasadzki rejonu Swarzędza. Polski samolot nie okrążał miejsca upadku na ziemię swej ofiary, lecz zawzięcie ścigał pozostałe 2 bombowce w kierunku północnym, które w okolicy Kicina zaczęły pozbywać się swych bomb. Efekty dalszej walki nie są już znane. 4)-He-111. W porze południowej (~12.00 lub minimalnie już po), nad rejonem Gębarzewa i Żelazkowa (płd. rejon Gniezna), zaobserwowano grupkę Heinkli (~ 6-7 ich sztuk), gdy leciały nad górną, wierzchołkową częścią białych chmur kłębiastych, na wysokości powyżej 3000 m. Ostatniego bombowca, z dość rozpierzchłej ich grupki, zawzięcie co rusz ostrzeliwał bardzo zwinny, niczym jaskółka w locie, pojedynczy polski samolot myśliwski. Z dużego pułapu lotu, został on zaraz posłany ku ziemi, znad Żelazkowa. Spadał stamtąd już w płomieniach i w chmurze dymu. Po paru dalszych kilometrach lotu, runął na las leśniczówki Krzyżówka (w płn. - zach. części lasu, niedaleko Lubochni, ~ 10 km na płd. - wsch. od Gniezna). Jego załoga zginęła w komplecie. Polski pilot myśliwski wcale nie miał zamiaru okrążać jego punku runięcia na las, lecz upatrzywszy innego niemieckiego bombowca, ostrzeliwał go krótkimi seriami po okolicę jeziora Ostrowickiego. Efekty tej następnej jego akcji, nie są już znane. Nie wiadomo tu też, od jakiego rejonu toczyła się owa gonitwa powietrzna, czy znad Pobiedzisk?, czy znad innej, wcześniejszej pod poznańskiej miejscowości. 5)-He-111. W porze południowej (nieco już może po godz.12.00), 3 nasze myśliwce z Dzierznicy przeprowadziły śmiały i bardzo energiczny atak (od strony słońca), nad południowo - zachodnią stroną stacji kolejowej w Nekli, na drugiego z Heinkli He-111, pozostającego się o około 200 m z tyłu za swym samolotem prowadzącym. Tuż za stacją , a więc nad Kokoszkami, ów bombowiec zaczął dymić, wpierw nieznacznie, a po dalszych kilku km lotu - coraz to mocniej. W okolicy Słomowa (płn. rejon Wrześni) - jego prawy silnik mocno już się palił. Stamtąd też, ów silnie dymiący niemiecki samolot zaczął obniżać lot, szykując się do twardego, przymusowego lądowania w terenie przygodnym. Na spodzie swego kadłuba "szorował" ponad 150 metrów po polu Grzybowa (w płd. - wsch. stronie tej wioski), unieruchamiając się w zaroślach z płd. strony historycznego grodziska w Grzybowie (podobnego do tego w Gieczu). Polski klucz myśliwski przez kilka minut kręcił w powietrzu rożne kręgi nad rejonem Nekli, Barczyzny i Zasutowa, po czym, po upewnieniu się, że niemiecka maszyna zakończyła już swój lot, szykował się do podejścia do lądowania od strony toru kolejowego w Kokoszkach. Niemiecką załogę pojmali niebawem polscy żołnierze do niewoli. Wrak bombowca przez wiele minut, dość długo się tam wypalał. Przeleżał on w tym miejscu przez cały okres wojny (Niemcy, z reguły takowe wraki wywozili, począwszy od 1939 roku na złom, ten z jakichś przyczyn - zapewne bardzo dużego zniszczenia od ognia, był im chyba mało już opłacalny). 6+1X)-1 He-111 (a może nawet i 2 He-111). W porze południowej zapewne ~ godz. 12.00 -13.00, nad lasami rejonu Noskowa - Radomic - 2-3 polskie myśliwce toczyły energicznie walkę powietrzną z grupą Heinkli. Po paru skutecznych atakach naszych bardzo zwinnych w powietrzu samolotów, jeden z bombowców (w południowej stronie Radomic) zaczął dymić, a niebawem mocno już palić się w powietrzu. Nasze 2 (minimum) samoloty (tutaj świadkom zdarzeń dość mocno zawężały obserwację owego powietrznego starcia - dość wysokie drzewa w okolicy Radomic) - zajęły się zaraz innym, drugim pobliskim bombowcem wroga. Jak jeden z naocznych świadków zdarzeń - były żołnierz z Podolskiej BK podaje w internecie, że gdzieś na lasy (w rejonie kilku jezior, nazywanych popularnie "Babskimi" - rozciągające się w kierunku zachodnim, po drogę z Iwna do Gniezna), Niemcy ponieśli "straty" (co tu zapewne może oznaczać liczbę większą od 1), a zatem kto wie, czy tam nie spadły na owe lasy (po wschodniej stronie drogi z Kostrzyna, poprzez Iwno i Łubowo - do Gniezna, może 2 albo nawet aż 3 (?) nieprzyjacielskie bombowce. A oto informacja z Internetu : Ogólnopolski miesięcznik ODKRYWCA. Forum II RP - Wojsko Polskie 1918-1939. Pierwszy zestrzał 3/III Dyonu i 9. pułk ułanów - 1. 09. 39 myśliwcy (Forum dyskusyjne). Gebhart/3669/87 2007 08-09 15:33,00 9 Pułk Ułanów Małopolskich. Edinburgh 1947. "Dnia 2 września pułk wypoczywa na postoju, gdzie wymienia gorsze konie z poboru u okolicznych kolonistów niemieckich. Dnia tego obserwujemy po raz pierwszy ciężką ale zwycięską walkę powietrzną lotników polskich z niemieckimi bombowcami, które pomimo przewagi liczebnej, zostały przez naszych myśliwców zaatakowane i ze stratami wróciły na zachód". "(...) 2. IX. 9. p. uł. miał mp w Człopach, Jezierzu, Czachórkach i Wagowie (...)". 7)-He-111. W porze popołudniowej, nad drogą z Brzeźna do Kostrzyna, samotny polski myśliwiec ścigał 6 niemieckich Heinkli (znad lasów okolic Nekli), wykonując co rusz śmigłe zwroty swą maszyną. Przed okolicą Kostrzyna, owe dwa niemieckie klucze bombowe skręciły nieco w prawo, kierując się nad Kobylnicę. Wkrótce ostatni nieprzyjacielski samolot został odbity od swej grupki w prawo i zaczął umykać znad okolicy Biskupic - nad Pobiedziska. Nasz zwrotny myśliwiec - atakował go aż do skutku. Nad stacją kolejową w Pobiedziskach, z lekka dymiący bombowiec skręcił nieoczekiwanie na północ. Jednakże, coraz to bardziej dymił w locie a potem już palił się. Ze stosunkowo dużego pułapu lotu - ponad 2500 m - runął w końcu do ziemi na odległości ~ 10-11 km od Pobiedzisk, ulegając zniszczeniu w pobliżu Łagiewnik Kościelnych. PZL-ka, po paru okrążeniach (wykonanych na nieco niższym pułapie lotu) - skierowała się nad czerniejewsko - nekielski las, biorąc kurs na Neklę. 8)-He-111. Zaatakowany w porze późniejszego już jakby popołudnia (~ godz. 16.00 - 17.00 : trudno tu precyzyjnie podawać czas - mogą przecież być pomyłki określenia czasu od jednej do paru godzin, a tym samym może być i inna faktyczna kolejność zestrzelenia poszczególnych tu podawanych samolotów) jeden z dwu lecących znad Poznania w kierunku Kórnika bombowców typu He-111, uległ dość szybkiemu zestrzeleniu. Pojedyncza nasza "jedenastka'' dokonała wpierw ataku czołowego, a następnie, po wykonaniu zwinnego zawrotu bojowego, zaatakowała z lekkiej przewagi wysokości - drugi, pozostający w tyle samolot niemiecki, a po paru dalszych swych - niczym jaskółka - manewrach, zapaliła jemu jeden z silników. Działo się to nad okolicą Marlewa i Czapur, a więc nieco na południe od Starołęki i Poznania. Niemiecka załoga opuściła pokład samolotu, a po wylądowaniu ze spadochronami na ziemi - dość szybko została pojmana do niewoli przez polskich żołnierzy. Bombowiec ten spadł, ulegając zniszczeniu, w polu Gądek. Polski pilot zwycięzca - po parokrotnych okrążeniach upadku na ziemię swej ofiary, skierował się wpierw na płn. - wsch., nad Swarzędz, a stamtąd obrał kurs nad Paczkowo i Kostrzyn (zasadzka w Kobylem Polu została wcześniej zlikwidowana, w porze poobiedniej). X2)-He-111. W porze jakby późniejszego już popołudnia, He-111, lecący pojedynczo nad linią kolejową z Poznania do Gniezna (na odcinku Pierzyska - Gniezno), był zajadle atakowany nad rejonem Gniezna i na wschód od Gniezna - po okolicę przystanku kolejowego w Jankowie Dolnym, przez pojedynczą polską PZL-kę. Leciał on tam nad torami kolejowymi na stosunkowo niskim pułapie, niecałych 200-100-50 metrów i z lekka już dymił. Nad południowym, wysokim nasypem kolejowym (w bardzo malowniczej, położonej w dużym zagłębieniu - dolinie jeziora Wierzbiczańskiego), oddalił się nieco na południe i nagle zniknął obserwatorom z ziemi za przeszkodami terenowymi (i z oczu ludzi jadących pociągiem w kierunku Inowrocławia) z pola obserwacji. Co się z nim stało - to nie bardzo wiadomo. Mógł spaść nawet do wody jeziora, ugrzęznąć w jakimś bagnie, czy "schować" się za jakimiś rozciągającymi się tam na większych odległościach krzaczyskami i kępami drzew. Według pisanego na bieżąco w 1939 roku pamiętniku nauczycieli ze szkoły w pobliskim Jankówku, w okolicy tej miejscowości miało ulec zestrzeleniu "kilka" niemieckich samolotów. Z reguły takim mianem określa się "coś", jako minimum 3. Z tamtejszej okolicy znane są jedynie 2 takowe : ten tutaj wspominany i z dnia 4 września Ju-52, jako zestrzał 4 myśliwców z Dzierznicy, który uległ zniszczeniu, po upadku w duży staw w Jankówku. W przypadku owego Heinkla, to nie udała się tutaj "sztuka" odpowiedzi na pytanie, czy polski samolot myśliwski na pewno był z lotniska podstawowego w Dzierznicy, czy może wykonywał jakiś lot, np. patrolowy nad linią kolejową z Gniezna do Pobiedzisk z zasadzki myśliwskiej z Gębarzewka (czy może wracał już z jakiegoś pościgu w stronę Poznania), nie wykluczając nawet tej z Nałęcza - Żydowa, działającej tam do godziny 15.00. 9)-Hs-126. Wg paru świadków zdarzenia z Poznania, jak też i "informatorów" stamtąd, w porze około południowej (przed godz. 12.00), samotna polska P-11-tka, w zachodniej stronie miasta, dopadła pojedynczo lecącego obserwacyjnego Henschla Hs-126 i po paru skutecznych, celnych seriach ogniowych, zdołała go zestrzelić, posyłając go ku ziemi w tamtejszej stronie Poznania. Niemiecka załoga, z bardzo delikatnie dymiącego samolotu, zdołała uratować swe życie, wyskakując ze spadochronami, lecz dostała się wnet do polskiej niewoli, schwytana przez paru polskich żołnierzy. Natomiast samolot ten, mimo że był ostrzeliwany dalej przez polskich żołnierzy z ziemi, spadł na Górczynie, przy ulicy Sielskiej, na sad owocowy, na terenie przy klasztornym, nie ulegając zbyt dużym uszkodzeniom przy upadku na owocowe drzewa (i nie spalił się przy tym). Polski pilot zwycięzca - po sporym obniżeniu pułapu swego lotu - wykonał kilka kręgów powietrznych, po czym wzbił się dość wysoko w górę i obrał kurs wschodni (na Swarzędz). Zapewne wcześniej odbywał on lot patrolowy do obszaru powietrznego Poznania. X3 U )-Hs-126, uszkodzony w locie w 10 %. Wg danych niemieckich, w porze około południowej, polski samolot myśliwski, gdzieś na południowy wschód od Poznania, ostrzelał niemieckiego obserwacyjnego Henschla Hs-126. Niemcy potem oszacowali jego uszkodzenia na 10 %. Czy byłby to może inny samolot tego typu (co tu wyżej podany jako zestrzelony nad Poznaniem, czy nie ?) - nie jest to wiadome. Także nie jest znane lotnisko działania bojowego owego myśliwca (a więc czy był on na patrolu wschodniego sektora powietrznego Poznania, czy może startował do swego lotu bojowego z zasadzki, np. z Płaczek koło Śniecisk ?). Natomiast nie jest znana walka powietrzna z takim typem samolotu z zasadzki z Kobylego Pola (aczkolwiek zupełnie tej zasadzki nie można też wykluczać). 10)-Bf-110. W kołowej walce powietrznej, toczonej chyba jeszcze w porze przed południem, na bardzo niskiej wysokości, rozpoczętej nad strefą powietrzną wielkiego jeziora Powidzkiego, poprzez Gorzykowo - Czeluścin - Gulczewo, uległ w końcu zestrzeleniu niemiecki dwu silnikowy ciężki samolot myśliwski, typu niszczycielskiego. Końcówkę swego lotu miał w polu Psar Polskich (pomiędzy Słomowem a owymi Psarami). Los niemieckiej załogi nie jest dobrze wyjaśniony ; wg niektórych przypuszczalnych informacji - mógł tam nawet i ktoś zginąć. Nasza PZL-ka - z niezbyt dużego pułapu lotu, okrążała punkt swego zwycięstwa, po czym obrała kurs lotu nad las, na zachód. Samolot ten utkwił przednią częścią swego kadłuba w ziemi i podpierając się na dwu silnikach, sterczał podwójnym statecznikiem w górze. Niemcy, po wkroczeniu 10 września do Wrześni, po kilku dniach, rozmontowali wrak samolotu na podstawowe, główne zespoły, po czym przewieźli je samochodami na bocznicę kolejową (na rampę załadunkową, tuż przy wschodnim wyjściu z dworca kolejowego we Wrześni, gdzie o kilka - kilkanaście metrów, na odkrytej platformie kolejowej był jeszcze wywieziony z Dzierznicy wrak samolotu PZL-11a, z pod skrzydłowym numerem identyfikacyjnym 8. Liczni informatorzy i świadkowie z Wrześni - upierali się, że na pewno nie był to rozpoznawczy Dornier Do-17. Wszyscy mówili tu o dwu silnikowym niszczycielu Bf-110. 11)-Bf-109. Gdy około godz. 12.00, niemiecki pojedynczy Messerschmitt Bf-109 przelatywał tuż pod dolną podstawą chmur kłębiastych nad miejscowością Spławie, wówczas to z górnej, wierzchołkowej części chmur cumulus runął na niego niczym jastrząb, działający w pojedynkę poznański samolot myśliwski. Nasz pilot zdołał jedynie wówczas oddać jedną, nieco dłuższą serię ogniową ze swych km-ów, gdyż polski samolot zaraz zaczął się zostawać z tyłu. Po chwili niemiecki samolot z lekka zadymił, po czym zmniejszając wysokość a także i prędkość lotu - skręcił w lewo, a jego pilot wypatrywał jakieś pole do przymusowego wylądowania. Uczynił to przy skrzyżowaniu ze sobą 2 dróg (w tym warszawskiej), przy ulicy Polnej w Swarzędzu (na płn. - zach. skrzyżowania i obecnego terenu zabudowanego oraz na zachód od drogi do Kobylnicy ; zaś w południowo - zachodniej stronie tego skrzyżowania znajdowała się Szkoła Podstawowa Nr 2 w Swarzędzu, a więc owe tzw. "twarde" lądowanie odbyło się na płn. - zach. od tej szkoły). Nasz samolot dokonał paru okrążeń, po czym odleciał w stronę Paczkowa. Przed samosądem Polaków - niemieckiego pilota niebawem obronił polski żandarm o nazwisku Szlapczyński. Nieco pokrwawionego jeńca - eskortował pieszo do znajdującego się o ~ 1 km Rynku w Swarzędzu. Tam obandażowano mu rany i zakrwawienia, a o godz. 16.00 był on przesłuchiwany w jednej ze swarzędzkich restauracji w Rynku. Miał być asem myśliwskim z wojny w Hiszpanii i chciał się spotkać z polskim pilotem, który go tak niespodziewanie zestrzelił. 12)-Bf-109. W nieco podobnych okolicznościach, został zestrzelony drugi samolot identycznego typu, kilkadziesiąt minut później. Tym razem jednak, nad cumulusami wykonywały lot dwa nasze myśliwce. Pojedynczy samolot niemiecki leciał tuż pod dolną podstawą białych chmur kłębiastych, nad magistralą kolejową ze Środy do Jarocina. Po jastrzębim ataku z góry dwu naszych myśliwców (przy dłuższej ich serii ogniowej nad stacją kolejową Sulęcinek) - znad Solca zaczął zaraz dymić, po czym, po niedługim czasie - runął do ziemi, grzebiąc w swych szczątkach swego pilota. Miejscem jego upadku było pole w obszarze miejscowości : Aleksandrow - Chocicza, a więc na południowy - zachód od Nowego Miasta nad Wartą. Polska para myśliwska - parokroć okrążyła punkt, z którego wydobywał się dym i odleciała w kierunku północnym, nie zmniejszając swej wysokości lotu w pobliżu Środy i Mącznik. 13)-Ju-52/3m. W porze popołudniowej, może nawet już późniejszego popołudnia, zaobserwowana została walka powietrzna 2 P-11 z jednym Junkersem Ju-52, w połowie odległości pomiędzy Żninem a Wągrowcem. Po dość widowiskowych atakach jednej naszej "jedenastki", ów niemiecki duży samolot zaczął dymić z jednego z trzech swych silników. Swą finalną końcówkę lotu miał w polu, w płd. - zach. stronie Wągrowca. Dokładnej jednak nazwy miejscowości nie udało się zlokalizować, bowiem nieliczni świadkowie i informatorzy zdarzeń z 1939 r. zostali spotkani w innych powiatach niż wągrowiecki : m.in. w pow. gnieźnieńskim - podczas prowadzonych poszukiwań lotnisk i pobojowisk lotniczych na obszarze Wielkopolski. Jeden ze spotkanych informatorów z powiatu wrzesińskiego, podawał datę zestrzelenia tegoż Junkersa jako dnia "3 września" (podczas poszukiwań, nie raz zdarzały się nieprawidłowe określenia dat, które szło skorygować dopiero przy większej ilości napotkanych świadków zestrzeleń, a nie zawsze tak szczęśliwie się zdarzało - margines błędów dat - niestety - tu istnieje). X4)-1 samolot nieustalonego typu. W dniu 2 września, w porze chyba nieco przedpołudniowej (a może już południowej), w południowo - wschodniej stronie Jarocina, została zaobserwowana walka w układzie sił 1:1, pomiędzy dwoma samolotami typu górnopłat (pomiędzy Żerkowem a Pyzdrami), a więc zapewne pomiędzy obserwacyjnym Hs-126 a polską P-11 (mało prawdopodobne, by owym drugim górnopłatem mogła być obserwacyjna "Czapla", a tym bardziej dość powolny "Lublin" R-XIIID). Toczona ona była dość dynamicznie. Jednakże jej efekt końcowy nie był dobrze zaobserwowany, ze względu na coraz to bardziej wzrastającą odległość do nich, rzędu wpierw od 4-6 km a ostatecznie do 8-10-12 km (z 10 km, tego typu samoloty mają na tle przezroczystego powietrza wielkość na tle nieba, zaledwie 1. mm i to oglądanego z odległości 1 metra ; są już zatem bardzo trudne do obserwacji, zwłaszcza gdy żaden z nich nie dymił w locie i nie wykonywał później różnych akrobatycznych ewolucji, a szczególnie, gdy już oddalały się swymi tyłami od obserwatora, zaś przy nieco mniejszej przezroczystości powietrza, są już one dość trudno zauważalne). W okolicy Pyzdr twierdzono, że w sobotę 2 września, jakiś jeden niemiecki samolot miał po zestrzale lotniczym wpaść w rozległe, bardzo duże bagna rzeki Warty, widoczne na płd. - wsch. od mostu na Warcie (z południowej strony Pyzdr). Nie szło w zasadzie ustalić żadnych okoliczności faktu jego zestrzelenia ani również rodzaju i typu (należałoby tam na bardziej dogłębne jego poszukiwania poświęcić z parę dni i to w samych Pyzdrach, nie mówiąc już o okolicach, w promieniu do ~ 10 km, by napotkać tam jakichś świadków zdarzeń z 1939 roku). Nie można wykluczyć, że mógł to być wspominany Hs-126, ewentualnie jakiś inny samolot (nie wyłączając nawet np. "przypadku" Ju-52, przy dniu 4 września). Być może, był to zestrzał Hs-126, dokonany z zasadzki myśliwskiej z Jankowa, o kryptonimie "Kalisz" - wymieniony w tzw. "nieoficjalnej" dokumentacji londyńskiej, a nie jakikolwiek zestrzał lotniczy z Dzierznicy. A więc jest to przypadek niewyjaśniony, nierozstrzygnięty i niepewny co do wielu jego aspektów. Okrążenia punków pobojowisk z powietrza przez P-11: Były wykonywane : lp 1, X1, 2, 7, 8, 9, 10, 11, 12. Nie odbyły się : lp 3, 4, 5. Nie wiadomo: lp 6+1X ,X2, X3 U, 13, X4. Przypadki dalszego pościgu P-11 za niemieckimi samolotami (po fakcie wcześniejszego zestrzelenia jednego z nich) lp 3, 4. Nie wiadomo : lp : 6+1X. Źródła informacji: 1-Wg źródeł londyńskich - z Dzierznicy, został zestrzelony 1 He-111. 2-Pisemne oraz ustne : lp 1, 2, 6, 7, 8, 11. 3-Pisemne, pośrednie, ukryte ("zawoalowane") : lp X1, 6+1X (w tym "ów 1X"), X2, 9. 4-Tylko ustne : lp X1, 3, 4, 5, X2, 10, 12, 13, X4. 5-Tylko pisemna (ze strony niemieckiej) : lp X3 U. 6-Pisemna z internetu : lp 6+1X (m.in. "ów 1X"). 7-Pisemne, ukryte ("zawoalowane"). W dniu 4 września 1939 roku, w jednej codziennej gazecie warszawskiej, na pierwszej stronie, podana została informacja, że 2 września, do godz. 16.00, poznańscy piloci myśliwscy zestrzelili w okolicy Poznania 6 niemieckich samolotów) : zapewne lp 1, X1, 9, 11 (piątym był He-111J -Kobyle Pole), a szóstym - rozpoznawczy Do-17 - zestrzał kpt. pil. J. Zaremby (który spadł na terenie zasadzki myśliwskiej w Kobylnicy). Dnia 2 września, z Dzierznicy osiągnięto podobny wynik sukcesów bojowych jak w pierwszym dniu wojny : do 14 samolotów, choć w jednym przypadku nie jest na 100 % pewne, czy P-11-tka, która to zestrzeliła bombowca w południowej okolicy jeziora Kierskiego, nie była może z Kobylego Pola. W paru przypadkach nie udało się wyjaśnić niektórych aspektów zestrzeleń. Nie można też wykluczyć, że nie pominięto tu jakiegoś nieznanego zestrzału (czy choćby tylko przypadków uszkodzeń), zwłaszcza poza zasięgiem wzroku napotykanych świadków zdarzeń. W drugim dniu wojny, z Dzierznicy, odbywano dużo lotów patrolowych w rejon Poznania, gdzie samoloty danego klucza myśliwskiego, mając ze sobą łączność radiową, krążyły na pułapach 4000-3000 metrów, nad następującymi rejonami : Swarzędza - Antoninka, Kobylnicy - Ligowca, Krzesin - Gądek. Patrole 2 (rzadziej 3) samolotowe, latały nad liniami kolejowymi z Poznania do Jarocina, do Konina i z Poznania do Gniezna. Nieprzyjacielskie formacje samolotów były atakowane zarówno przez 1, 2 lub 3 polskie maszyny ; nie stosowano ataków przez większe ilości P-11. Piloci z Dzierznicy, najwięcej samolotów zestrzelili nad rejonem Poznania, gdyż 5 oraz w trójkącie linii kolejowych Poznań - Września - Gniezno : 4-5 samolotów. Najbliższymi zestrzeleniami mogły tu być : 1-2 He-111 z lasów nekielsko - czerniejewskich oraz Bf-110 z Psar Polskich - Słomowa. Najdalszym z Dzierznicy zestrzałem lotniczym - zapewne był trójsilnikowy Junkers, z rejonu Wągrowca. Niemieckie samoloty - spadały też na ziemię poza obrębem dużego trójkąta linii kolejowych Poznań - Jarocin - Gniezno. Pierwszym zestrzelonym samolotem zapewne był rozpoznawczy Do-17 z Moraska, a ostatnim bombowiec Do-17 z Zielińca koło Swarzędza. Z lotniska głównego - odbyto też kilka startów alarmowych, na dźwięk i widok samolotów wroga (kierunek lotu nieprzyjacielskich samolotów w danym momencie - wskazywano wstępnie zaraz po starcie z ukrycia z dzierznickiego parku, za pomocą długiej, sygnalizacyjnej białej płachty, którą to zaraz po oddaleniu się P-11 - szybko zwijano), a dalej - już za pomocą informacji z radiostacji naziemnej. Posiadano tam dwie radiostacje samochodowe, z których jedna, wysunięta na zachód, informowała drugą, o nadlatujących samolotach znad Kostrzyna - Czerlejna - Gułtów i z innych stron. Ponadto na wszystkich kierunkach od dużego parku, były wystawione posterunki obserwacji powietrznej, a żołnierze obserwatorzy - mieli polową łączność telefoniczną oraz posiadali lornetki polowe. W Dzierznicy, bywały też chwile, że w tamtejszym parku nie było żadnego samolotu na czatach (zwłaszcza w godz. ~ 13.00 do 15.00 z minutami), gdyż albo były one mocno rozśrodkowane po wielu zasadzkach, albo ich resztki (2-3 P-11, z tego 1 samolot po przylocie z Mącznik), odbywały zadania bojowe w powietrzu. Wtedy to obronę Dzierznicy przejmowała w umówiony sposób, zasadzka typu OPL, z Gułtów. Tegoż dnia, w oparciu o doświadczenia z piątku, działano dużą ilością zasadzek, rozmieszczonych podobnie jak wcześniej, w trójkącie Poznań - Gniezno - Jarocin. W paru przypadkach - działano nawet pojedynczym samolotem. Dało to tym razem wielką ilość zwycięstw, gdyż określanych liczbowo na minimum 22 (2 razy więcej, niż we wczorajszym dniu). Na zasadzkach bywały po 2, 3, 4 samoloty, ale w porze obiadowej i popołudniowej, z braku samolotów, to nieraz operowała z nich tylko 1- na P-11. Na największej zasadzce, w Jankowie, gdzie było 5 samolotów, startowały na przemian to 3, to tylko 2 myśliwce, nigdy natomiast - całym tamtejszym zespołem. Po południu, cały czas bawiono się z Luftwaffe w tzw. "kotka i myszkę"", co rusz to zmieniając miejsca chwilowych, jednorazowych miejsc zasadzek. Możliwe, że i była minimum jedna zasadzka więcej (w godz. ~ 14.00-16.00), której to nie udało się wytropić, zlokalizować, a tym samym już wszelki ślad po niej zaginął na zawsze. Drugi dzień wojny okazał się najbardziej owocnym dniem, gdy chodzi o liczbę uzyskanych zwycięstw przez całość sił dywizjonu, zwłaszcza z dużej sieci zasadzek. Takich wyników - znów nie miał żaden z innych polskich dywizjonów. W sobotę, 2 września - Luftwaffe także nie udała się (pomimo ich wielkich starań), sztuka wykrycia żadnego z poznańskich lotnisk polowych, na których przebywały jakieś nasze samoloty. W piątek, pierwszego dnia wojny, Niemcy stracili w dwu mniejszych trójkątach linii kolejowych 11 swych samolotów, z tego w tym z Gnieznem - 8, a w tym z Jarocinem - 3 (1 Do-17 - był tam zestrzałem z Mącznik). Tutaj także rozpoczynały się pościgi i pogonie za niedużymi grupkami bombowców, z których to zazwyczaj spadał do ziemi - na większych już odległościach, ostatni z atakowanych samolotów. Na swych mapach, niemieccy sztabowcy, zaznaczyli niebezpieczny dla siebie rejon blisko Nekli (w tym zapewne i okolice Gułtów - Giecza - Chłapowa - Targowej Górki - Podstolic), a więc całą zachodnią stronę Wrześni oraz pobliże Środy). Wobec grążącego niebezpieczeństwa załogom bombowców (z dniem 2 września) - rejon stacji kolejowych pomiędzy Gułtowami - Neklą - Podstolicami i Wrześnią nakazano pokonywać na pułapach przekraczających 3000 m na maksymalnych możliwych prędkościach lotu, stąd też nieco słabsze były rezultaty działania w tymże obszarze "dzierznickich" myśliwców. Najbardziej owocnymi w zestrzelenia godzinami były : od około 11.00 do ~ 13.00, w których to zestrzelono 7-8 samolotów, a więc połowę ze wszystkich w tymże dniu (gdy w Dzierznicy były 3 klucze myśliwskie). Luftwaffe bombardowała w drugim dniu swej agresji, nieco już mniej skutecznie lotnisko w Ławicy, oraz znane im, nieużywane przez polskie samoloty lotnisko w Mierzewie a ponadto wschodni rejon stacji kolejowej w Swarzędzu (tu prawdopodobnie w związku z atakiem naszych P-11) oraz wrzesiński węzeł kolejowy, głównie rejon dworca (1 września, bombardowali oni nieczynne lądowiska polowe na płn. - zach. od Gniezna - w Działyniu, lotnisko trasowe dla awaryjnych lądowań samolotów pasażerskich w Marzeninie (w rejonie Wrześni) oraz pobliże lotniska byłej już Pułkowej Szkoły Pilotażu w Śnieciskach, a 1 Ju-87 - nieużyte bojowo lotnisko w Mierzewie, po odłączeniu się od 2 innych Junkersów, bombardujących stację kolejową we Wrześni. Ponadto odbyli nalot na Wierzchowiska (Wierzchowiska - Ćwierdzin), niedaleko Witkowa (to ostatnie miało tam nieproszoną "wizytę" trójki myśliwskich, jednosilnikowych Messerschmittów, które to dookoła, przez kilka minut, zabawiały się w południe w strzelanie do ziemi ze swej broni pokładowej). W pierwszy dzień wojny, niemieckie Heinkle bombardowały niemalże "pod nosem lotniska w Dzierznicy" - dwie najbliższe stacje kolejowe : w Nekli i w Podstolicach, gdzie w porze południowej jeszcze stały pociągi po wyładunkach wojsk Podolskiej Brygady Kawalerii ; na szczęście bomby zrzucane z dużej wysokości, znoszone północno - wschodnim wiatrem, spadały w pola, z południowej strony torów stacyjnych. Tak więc ochrona wszystkich poznańskich polowych lotnisk przez te 2 dni wojny była bardzo skuteczna. Nic też Luftwaffe nie przyniosła wysyłka ekspedycyjna w rejon Wrześni - Podstolic 3 szturmowych dwupłatów, mających za zadanie wykryć i zniszczyć w zachodnim rejonie Wrześni zasadnicze lotnisko poznańskich myśliwców (w owych to południowych godzinach, zaraz po 13.00, na szczęście dokonano bardzo dużego rozśrodkowania samolotów P-11 w obszarze Kostrzyn - Nekla - Września - Środa, gdzie na lotnisku w Dzierznicy były tylko 2 P-11, a 23 inne - aż na 9 zasadzkach), a po odtworzeniu gotowości bojowej maszyn (czyli po uzupełnieniu głównie paliwa - benzyny lotniczej oraz taśm amunicyjnych), wysyłano je natychmiast w powietrze przeważnie na loty patrolowo - rozpoznawcze jednego z 3 trójkątów linii kolejowych (2 "małych", tworzących trzeci - "duży"). Taka taktyka ciągłego "wiszenia" w powietrzu, miała zapobiegać jakiemuś niespodziewanemu atakowi z nieoczekiwanego niekiedy kierunku na główne lotnisko dyonu, w tym przez nurkujące bombowce typu Ju-87, które to mogły pojawić się głównie od strony Jarocina (lub znad okolic Wielunia, Kalisza, zaś na końcu - być może z nad Środy, czy jak 1 września - nawet i znad Wrześni, nie wykluczając, że nawet może i znad Miłosławia). Wszystkie zasadzki miały być już od pierwszego dnia wojny uczulone na ów tajny niemiecki samolot nurkujący, bardzo nowoczesnego typu i rodzaju. Stosowano wtedy tzw. metodę swobodnego polowania w powietrzu, z uwzględnieniem niespodziewanych i szybkich ataków od strony słońca. I tak - najlepszą metodą - aby szybko dostrzec połyskujące już w promieniach słońca dość odległe jeszcze nieprzyjacielskie samoloty, były loty wykonywane z południowej strony linii kolejowych, takie jak : przed południem - przy torach z Gniezna do Poznania, zaś w południe nad torami - z Jarocina do Gniezna (późniejszym zaś popołudniem - z dalszej już odległości, po zachodniej stronie owej magistrali kolejowej), po południu - z Poznania do Jarocina, a w godzinach od ~ 9.00 do niemalże 17.00 (a nawet i później - gdy oczekiwano powrotu znad Konina i Wrześni wcześniej niekiedy przepuszczanych grup i grupek lotnictwa bombowego) - nad południową stroną pojedynczego toru z Wrześni do Poznania (i w odwrotnym kierunku). Tą metodą przechwytywano sporo grup i grupek nieprzyjacielskich samolotów, przelatujących i operujących nad lasami od Wrześni - Psar po Neklę i Radomice oraz Iwno i Wagowo, a także w okolicy Kostrzyna - Swarzędza, gdzie Luftwaffe obrywała (po północnej stronie jednotorowej linii kolejowej), właśnie tam "dość tęgie baty". W porze zachodu słońca oraz już na wieczornym, jasnym, bezchmurnym tle nieba - dobrze były widoczne w powietrzu samoloty nad Kostrzynem, Swarzędzem, Poznaniem i strefą Biedruska (a także i rano - gdy pojawiały się one znad Poznania, Biedruska czy od strony Kobylnicy lub Biskupic), co również umiejętnie wykorzystywali myśliwcy z Dzierznicy, działający z zaskoczenia, niekiedy odbywający tylko samotny lot. Przez większość godzin dnia - działali oni tak, by skrywanie się w blasku słońca było ich atutem i sprzymierzeńcem w nagłym, błyskawicznym ataku ze stosunkowo niedużej odległości otwarcia skutecznego ognia do upatrzonego celu powietrznego (większe ilości P-11, jak okazywało się to pierwszego dnia wojny - były stosunkowo szybko zauważane). Gdy żadne niebezpieczeństwa od strony Jarocina się więcej już po południu nie pojawiły,już po godzinie 15.00, w Dzierznicy były 3 normalnie funkcjonujące klucze myśliwskie P-11, zaś na 6 ciu zasadzkach - znajdowało 16 samolotów (3 w Gębarzewku, w tym 1 uszkodzony, 2 w Kobylem Polu, w tym jeden niesprawny a drugi zaginiony, 2 w Puszczykowie Zaborzu, 3 w Gułtowach, 1 w Płaczkach i 5 w okolicy Kalisza). Patrole popołudniowo - przedwieczorne przyniosły kilka nowych zwycięstw powietrznych, zwłaszcza nad rejonem okolic Poznania, (a może i Gniezna ?, czy też w innych okolicach ziemi poznańskiej ? - do których to podczas zbierania informacji - nie udało się dotrzeć). Najbardziej obfitującą porą dnia w zwycięstwa powietrzne, były tym razem godziny przed 12.00 do popołudnia, a zwłaszcza - gdy w Dzierznicy było dużo, gdyż 9 - 7 P-11 w godz. przed 11.00 do prawie 13.00 (na zasadzkach było wtedy 16 P-11: 4 w Kobylem Polu, 2 w Puszczykowie Zaborzu, 3 w Gułtowach, 2 w Płaczkach - z których to wówczas 1 samolot odleciał do Mącznik i 5 w majątku Janków - zwanym "Goliszewskim", gdyż w płn. stronie Kalisza były 2 miejscowości zwane tak samo jako Janków). Po obiedzie - wysłano 7 samolotów na 3 zasadzki : 2 - w północny rejon Żydowa, 3 - do "Kobylnicy" i 2 - do małego, liściastego, wysokiego i gęsto zadrzewionego lasku rejonu Iwna - Libartowa - pomiędzy warszawską trasą drogową a linią kolejową. Dlaczego akurat o tej porze dokonano tak wielkiego rozśrodkowania samolotów - nie jest to dobrze wyjaśnione ; w samej Dzierznicy mówiono o dużym dla niej jakimś niebezpieczeństwem ze strony Luftwaffe, po przesłuchaniu jednej wcześniej zestrzelonej niemieckiej załogi (jakoby we Wrześni - tu nie wiadomo czy zestrzelonej w pierwszym już dniu wojny, czy dopiero w drugim - a być może był to i jakiś zestrzał tu nie znany i nie wspomniany), zanim jeszcze pojawiła się trójka szturmowych dwupłatów typu Henschel Hs-123), gdzie twierdzono, że Luftwaffe jest już na tropie lotniska poznańskiego dyonu w dość bliskim rejonie Nekli, które to niebawem zostanie "zmiecione" z powierzchni ziemi (a więc nie ukrywali oni tu już swych niecnych zamiarów, za ponoszone swe dość znaczne straty w tym rejonie Wielkopolski).