"Those who would give up essential Liberty, to purchase a little temporary Safety, deserve neither Liberty nor Safety."
https://www.flickr.com/photos/170784558@N08/
128 prawdziwych samolotów bojowych czy to jest za dużo dla kraju w naszym położeniu ? Na zamienniki bez dużej wartości bojowej wydamy niewiele mniej a jak ciężko z kasą to zawsze można odpuścić połowę Apaczy, Boeing jakoś to przeżyje w tym wypadku.
Skoro F-15 jest 4-5 razy bardziej skuteczniejsze to może wystarczy ich 16? Tak samo F-35 może też jest 10 razy lepsze od FA-50 więc zmniejszy do 16 sztuk. W ten sposób wystarczą nam 32 samoloty... Tylko, że to nie jest takie proste, a jak aktualny konflikt pokazuje głównie to ważna jest ilość... Co oczywiście też jest uproszczeniem.
Ale kto powiedział, że priorytetem? Ja tylko stwierdziłem fakty. Poza tym pomysł ma swoje mocne strony. Tylko ja już jestem zmęczony braniem tego co najdroższe. Poza tym patrząc jak negocjujemy kontrakty to po co się ograniczać. Zapłaćmy za opracowaniem czegoś w rodzaju MLU do F-22 i zamówmy 64 F-22EX. Przecież jesteśmy bogatym krajem w trudnym położeniu i możemy sobie pozwolić na szastanie pieniążkami.
Tak jakby ktoś nie zauważył do czego zmierzam. To uważam, że zakup powinien być optymalny i maksymalnie wykorzystywać pieniążki jakie na niego przeznaczymy w stosunku do wartości bojowej. Bo nie mamy tech pieniążków nieograniczonych, a dziura w budżecie jest rekordowa...
Relacja koszt efekt zawsze powinna być jednym z głównych priorytetów. Oprócz samolotów pilnie ogromnych pieniędzy potrzebuje też MW (okręty podwodne i nawodne), dla WL podpisano już sporo drogich kontraktów na czołgi, Patrioty, Apacze, artylerię, a jeszcze trzeba by Borsuki zamówić w miejsce bewupów. Do tego jak celnie podsumował beaviso dwa różne typy wsb mają Francja (oba własnej produkcji), Niemcy, Włochy, UK i Hiszpania, gdzie EF2000 też jest "ich". W tym kontekście nasze trzy docelowe typy (z FA-50) z proponowanym czwartym F-15 wyglądają kuriozalnie.
Pracę w Mińsku oraz Swidwinie dalej idą pełna para aby przyjąć kolejne FA-50, więc decyzja o kontrakcie musi być podjęta szybko. Szkolenie pilotow też przecież wymaga czasu
Po prostu wszystko co jest wynajdywane jako argument „za” zakupem FA-50 można określić „dorabianiem teorii” do uzasadnienia tego zawartego z niejasnych przyczyn kontraktu (Bo Błaszczak chciał zapunktować przed wyborami? Bo miała miejsce transakcja wiązana? Bo obiecali łatwy kredyt?) Na pewno nie prowadzono prac analitycznych nad pozyskaniem lekkiego samolotu bojowego, ten Fafik wyskoczył zupełnie z d.
M.
Ale dużo ludzi nie może albo nie chce tego pojąć i będzie tego bronić z uporem godnym lepszej sprawy.
Potwornie trudno jest powiedzieć, co się widzi, gdy się patrzy na AIM-9L i 9M, bo z wyglądu, w sensie konstrukcji, kształtów, one są identyczne. AIM-9M dostał „ubranko” starszego brata 9L, a tylko skorygowano mu system naprowadzania.
Zadania w rozróżnieniu 9L od 9M nie ułatwia nawet kolorystyka. Jak pokazują zdjęcia z Falklandów sama tylko Wielka Brytania kupiła AIM-9L w dwóch wykonaniach lakierniczych głównej części kadłuba – w białym i w szarym Light Compass Ghost Gray. Białych 9M nie ma, ale za to wszystkie 9M są w identycznej barwie Light Compass Ghost Gray, więc diabeł za tym nie trafi, co się widzi, gdy się patrzy na te kpr.
Do air policingu 9L jest beznadziejny, wbrew propagandowym gadkom gen. Nowaka, więc prawdopodobnie widziałeś 9M. Trochę trudno byłoby uwierzyć, że w 2022 roku Belgowie używaliby czegoś gorszego niż AIM-9M-7, czyli takiego, który przyzwoicie sprawdził się nad Irakiem. AIM-9L jest dobry, ale do maniery ruskich Su-27/Su-35, gdy kogoś przechwytują w międzynarodowej przestrzeni powietrznej i gdy podlatują do kabiny pilotów przechwyconego samolotu i przechylają Su o 30 stopni, żeby pokazać, co mają pod skrzydłami. Do tego AIM-9L jest idealny :-)
A skąd w ogóle wziął się pomysł pozyskania w taki czy inny sposób Sidewindera 9L a nie 9M?Wszyscy gadają o 9L a pomijane są nowsze i lepsze 9M.Wszystkie dostępne poszły już/pójdą na Ukrainę?
Z tym samolotem "górnego piętra to też nie ma co przesadzać że jest aż tak niezbędny.Pułap maksymalny podobnie jak prędkość maksymalna to wartość "katalogowa" podawana dla konfigurcji gładkiej czyli bezużyteczna.Po podwieszeniu uzbrojenia i zbiorników wartość ta znacząco spada.Żaden obładowany bombami czy rakietami Su 30/34/35 nie wdrapie się raczej na 15 czy 16 km.A F35 z 6x AIM 120 w komorze prawdopodobnie osiągnie pułap maksymalny bo masowo to raptem 900 kg a oporu nie stawia żadnego.Tak że lepiej dokupić F 35 które w zupełności powinny wystarczyć niż mnożyć typy i problemy z tym związane.A posiadanie 4 typów każdy do czego innego to zaprzeczenie idei wielozadaniowości.
Zresztą w takim samym stopniu dotyczy to EF 2000 i F 15 które całe uzbrojenie przenoszą na zewnątrz i praktycznie zawsze mają podwieszone zbiorniki bo bez nich zasięg/promień działania/długotrwałość lotu są niewystarczające a które to maszyny są wymieniane w kontekście "górnego piętra"Ich przewaga nad F35 może wcale nie być tak duża jak wynikałoby to z suchych danych na papierze.
Najprawdopodobniej tak. W naszym regionie jest państwo leasingujące od lat eskadrę myśliwców, utraciła już dwa z nich i to bez wojny.
https://www.tgc.eu/publikacje/leasin...h-obronnych-2/
Myśliwce to przynajmniej z założenia mają wracać z misji. Rakiety z założenia są jednorazowe, dlatego mnie trochę ten lizing zaskoczył - tak jakby zapałki lizingować:P
Się wziął z całego tego zakupu FA-50 z pistoletem przyłożonym Polsce do głowy przez południowokoreańskie władze, bo sam KAI byłyby na to za krótki. Wziął się z tego, o czym mówią Edycie Żemle wojskowi sygnaliści znający zakup FA-50 od kulis. Nikt przy zdrowych zmysłach na front wschodnioeuropejski nie kupiłby samolotu uzbrojonego w AIM-9L, chyba że takich mamy oficerów SP, którzy nic nie czytają, nie interesują się najnowszą historią lotnictwa myśliwskiego i jego techniki, broni itp., a robotę traktują jako coś od 8.00 do 16.00 i cześć pieśni.
Od samego początku ta sprawa śmierdziała na 1000 km. Czy to przypadek, że gdy środowisko ludzi mających jakieś pojęcie o lotnictwie (z wyjątkiem rzecz jasna Defence24 karmionego reklamami KAI) dowiedziało się, że Polska kupiła FA-50 to była eksplozja zdziwienia, a za chwilę oburzenia i wściekłości? Nie przypadek.
W historii zakupów dla polskiego lotnictwa wojskowego w III RP nigdy nie było takiej goebbelsowskiej propagandy, jak teraz na rzecz FA-50. Mediom MON całkowicie nałożono kaganiec na cały zakres tematyczny związany z FA-50. „Polska Zbrojna” wybrała sobie cztery postaci z SP, z którymi przeprowadza się wywiady na temat FA-50, a te postaci… wiadomo, przecież nie wyrażą jakichś wątpliwości co do tego samolotu, tylko cieszą się, że on jest w Polsce. Gen. pil. Ireneusz Nowak, ppłk inż. Marcin Boruta (23. BLT), mjr pil. Jacek Stolarek (23. BLT), kpt inż. Małgorzata Urban (dowódca klucza eksploatacji samolotów 23. BLT) – niech ktoś spróbuje przeczytać lub usłyszeć z ust tych czterech postaci jakąkolwiek wątpliwość co do posiadania FA-50 w SP.
Gdzie jest normalna „Polska Zbrojna”, której psim obowiązkiem jest profesjonalizm i obiektywizm, a nie takie żałosne materiały o FA-50, jakie tam robi Ewa Korsak nie mająca pojęcia, gdzie samolot ma przód, a gdzie tył?
Jeśli chodzi o media państwowe/wojskowe żyjemy w patologicznym państwie na wskroś przeżartym propagandą i zakazem polemizowania z zakupem FA-50. A przecież tak nie było i być nie musi. W „Polsce Zbrojnej” pod rządami Marii Wągrowskiej i Wojciecha Kiss-Orskiego sytuacja była skrajnie odmienna. Każdy mógł polemizować z każdym, żołnierze mogli się skarżyć na wszystko, nie było żadnych świętych krów z MON czy WP, a to, że MONowi to się nie podobało to nikogo w redakcji nie obchodziło, bo to było normalne dziennikarstwo. Sam na łamach tamtej „PZ” ciąłem się z jednym z byłych (cywilnych) wiceministrów ON, który wygadywał bzdury na temat wczesnej fazy lotnictwa wojskowego w III RP i przetargów na sprzęt lotniczy; wygadywał bzdury o rzeczach, których nie był świadkiem, a ja byłem. Ale to taki typ, który „zna się” na wszystkim, co wojskowe, ego ma niebotyczne, a dodatkowo to on jest ojcem słowa „oszołom”, tzn. na jego widok z „nocy teczek” w Sejmie to słowo powstało.
Psim obowiązkiem „Polski Zbrojnej” jest publikować artykuły o FA-50 mówiące o tym, co porusza się w tym wątku tego forum. Widział ktoś kiedyś coś takiego? Skoro zapytałeś o AIM-9L – widział ktoś kiedyś w mediach MON, albo wśród ludzi SP, jakiekolwiek słowo krytyki na jego temat? Panuje tylko obrzydliwe tchórzostwo i oportunizm. Panów pilotów Nowaka i Stolarka należy jedynie zapytać: Czy wysłaliby panowie swoich synów na wojnę z ruskimi za sterami FA-50 uzbrojonego w AIM-9L?
Może tak być, bo Ukraina to jest i długo będzie worek bez dna. Ona wchłonie każdą ilość 9M, bo już to robi. Po raz pierwszy Ukraina dostała AIM-9M latem 2023 roku, a przecież nie do samolotów tylko do FrankenSAMów. Nikt niczego na ten temat nie mówi, ale skoro od roku AIM-9M idą na Ukrainę to być może okazało się, że ich głowice „czytają” temperaturę silników cruise'ów i da się je zwalczać tymi 9M.
W związku z tym USA na pewno mają zakiszone dla Ukrainy 9M, a jeśli wybory wygra pani Harris to zakiszenie się powiększy i na rynku nie będzie do kupienia zbyt wielu 9M.
Podobne pytania należy stawiać w świetle planowanego radaru dla FA-50PL. Bo to jest odrębny skandal, czy wręcz afera.
W kontekście tego, że dopiero za cztery lata zaledwie ma się okazać, czy ewentualnie da się, albo i nie da się, zintegrować ten samolot z AIM-120 to instalacja radaru PhantomStrike w FA-50PL jest jak instalacja silnika z Lamborghini w Syrenie Bosto.
Warto połączyć sobie trzy informacje, żeby uświadomić sobie, że FA-50 będzie samolotem polskich pilotów-samobójców.
1. Jak oświadczył wiceminister ON Paweł Bejda (PSL), pan najwyraźniej oderwany od informacji z wojny na Ukrainie, polskie FA-50 będą broniły Warszawy. A to ci ciekawostka. Przed czym? Tego już pan wiceminister ON nie sprecyzował. Pewnie ktoś mu podpowiedział, że tak trzeba mówić o FA-50. A ponieważ przed ruskimi Su-35, Su-24, Su-34, Tu-22, Tu-95 i Tu-160 polskie FA-50 nie będą Warszawy broniły to pozostaje tylko jedna możliwość, że będą stolicy broniły wyłącznie przed ruskimi cruise'ami i dronami w rodzaju Shahedów. Innej możliwości nie ma.
● Łączymy informacje.
2. Według oficjalnych danych ukraińskich z sierpnia 2024 roku, od początku wojny Rosja wystrzeliła na ukraińskie cele niemal 10 tysięcy rozmaitych rakiet i cruise'ów oraz 14 tysięcy dronów. Nie ma żadnych podstaw do twierdzenia, że w przypadku wojny Rosji ze ścianą wschodnią NATO, w tym z Polską, byłoby inaczej. Będzie tutaj leciał deszcz cruise'ów i dronów z materiałami wybuchowymi HE. Nawet jeśli się założy, że polskie FA-50 będą mogły odpalać AIM-9M i 9X to nie ma takiej siły, żeby Polska skombinowała sobie dziesiątki tysięcy tych kpr, aby dać je polskim samolotom do walki z cruise'ami i dużymi dronami w typie Shahedów. Piloci FA-50 będą zmuszeni do walki z cruise'ami tak, jak alianccy piloci walczyli z V-1 oraz identycznie, jak robią to teraz piloci ukraińscy z braku kpr, czyli po prostu walczą z cruise'ami ogniem działek, w której to sytuacji trzeba podejść do cruise'a niebezpiecznie blisko, wielokrotnie bliżej niż by się strzelało pociskiem rakietowym pow-pow. I trzeba wówczas narazić się na bliski kontakt z wybuchem atakowanego obiektu i z deszczem odłamków z tego wynikających.
● Łączymy informacje finałowo.
3. Kilka dni temu portalowi „Breaking Defense” ukraińscy wojskowi ujawnili ciekawą i nową informację, że podczas walk ukraińskich pilotów z cruise'ami utracono cztery samoloty – dwa MiG-29 i dwa Suchoje. Do tej pory Ukraina oficjalnie potwierdzała, że tylko dwa MiG-i-29 nie przetrwały eksplozji atakowanych przez nie obiektów. Teraz okazuje się, że od wybuchów cruise'ów lub Shahedów poszły do ziemi już cztery ukraińskie myśliwce, a – jak też powiedzieli wspomnianemu portalowi Ukraińcy – silnie podejrzewa się, że piątym tak zniszczonym samolotem był F-16 ppłk. Mesa poległego 26 sierpnia 2024 roku.
Co to wszystko oznacza? Oznacza, że polskie F-16 i F-35 w razie „W” będą walczyły luksusowo i profesjonalnie w ramach całej sieciocentryczności NATO i polskiego systemu IBCS oraz będą wykonywały zadania typowe dla elity sił powietrznych, natomiast polskie FA-50 będą stanowiły lotniczą wersję „mięsa armatniego” wykonującego najpodlejszą robotę ze śmiertelnym zagrożeniem w każdym wylocie bojowym. Będą musiały walczyć dokładnie na obecną modłę ukraińską i nigdy nie będą miały tego poczucia bezpieczeństwa, że zawsze wystarczy dla nich AIM-9M i 9X, żeby z dużego dystansu mogły uchronić się przed niszczącym wybuchem atakowanego obiektu powietrznego. Będą musiały z bliska używać działek i będą przy tym niszczone, tak jak ukraińskie MiG-i, Su oraz, jak się podejrzewa coraz bardziej, F-16 ppłk. Mesa.
Pan wiceminister ON Paweł Bejda to dopiero potrafi nalać otuchy w serca pilotów FA-50.
To, co powiedział Bejda to tak, jak gdyby wiedział, że żadnych AIM-120 na FA-50 nigdy nie będzie i cały ten kit o tych kpr można sobie wsadzić między baśnie.
Zakładki