Może nie do końca temat związany z Ukrainą ale rosjanie potwierdzili udany test rakiety z napędem jądrowym 9M730 Buriewiestnik.
Rakieta konstrukcyjnie jest iracjonalna w zastosowaniu ale jednak po kilku spektakularnych katastrofach kolejna próba się powiodła. Spędziła w powietrzu 15 godzin.
Nowa broń Putina przeszła testy. "Pocisk, który może lecieć bez końca"
No bo rzeczywiście nie ma. Tylko nie wiadomo czy dlatego że to trudne czy bez sensu. Trzeba by się zastanowić jak można tego użyć. Na pierwszy rzut oka w porównaniu do ICBMków nie ma - pewnie tańszy ale łatwy do zdjęcia.
Widzę potencjalnie dwa scenariusze:
1 - coś na kształt kryzysu kubańskiego to strzelamy, latamy w kółko i mówimy "my już zaczęliśmy, inwestycję w konflikt poczyniliśmy bo nie wrócą, teraz zanim je zezłomujemy za kołem polarnym to wy musicie ustąpić". Zagrywka psychologiczna może i warta uwagi, ale tracisz element zaskoczenia.
2 - to będzie tak tanie, że załaduja na to wszystkie głowice co nie są na ICBMkach i nawet jak co 20 przejdzie to ok...
3 - nikt nie wie - po prostu coś im wyszło bez analoga w mirie i teraz będą się zastanawiać do czego to w zasadzie służy.
Właśnie to jest największa tajemnica dla tego pocisku. Kiedy zostaje uruchomiony reaktor. Reaktory nie działają natychmiast a więc musi się go uruchamiać jakiś czas przed odpaleniem. Ze względu na masę raczej na pewno nie ma osłon antyradiacyjnych więc obsługujący są narażeni na promieniowanie. Następna sprawa nad którą eksperci się zastanawiają to co steruje tym pociskiem. Elektronika jest nieodporna na promieniowanie. Czyżby znów powrót do lamp? I na koniec fakt, że miejsce gdzie uderzy pocisk czy to zakładany czy ze względu na defekt zostaje skażone. Rosjanie mają też torpedę o napędzie jądrowym o nazwie Poseidon. Ma "nieskończony zasięg"
Que?![]()
Part of the Army Nuclear Power Program, SL-1 was a prototype for reactors intended to provide electrical power and heat for small, remote military facilities, such as radar sites near the Arctic Circle, and those in the DEW Line.[2] The design power was 3 MW (thermal)...Useful power output was 200 kWelectrical and 400 kW for space heating.[3]
On January 3, 1961, at 9:01 pm MST, an operator fully withdrew the central control rod, a component designed to absorb neutrons in the reactor's core. This caused the reactor to go from shut down to prompt critical. Within four milliseconds, the core power level reached nearly 20 GW.
Z tym posejdonem (status 6) to przypadkiem nie jest tak, że jego najbardziej wiarygodny dowód istnienia to wycięknięty w kacapskiej telewizji prospekt trzymany przez jakiegoś kacapskiego generała?
Otóż to. Czyli jeszcze przed odpaleniem będzie promieniował, co zostanie wykryte przez satelity. Miejsce odpalenia będzie znane, a cała trasa lotu będzie monitorowana. Łatwo zaatakować wyrzutnię, albo pocisk w locie jeszcze nad rosyjskim terytorium. Pocisk może też mieć awarię "sam z siebie". Miejsce rozbicia zostanie skażone radioaktywnie, chociaż trudno określić, jak silnie. Ruscy pewnie to kalkulują i jeśli będą chcieli zrobić z tego pocisku coś więcej niż propagandowy straszak (co już osiągnęli), to będą musieli rozważyć, czy podwozić wyrzutnię pod sam nos Ukraińców, żeby załatwić sprawę szybko i jak najmniej ryzykować skażeniem na swoim terenie (tylko w takim wypadku po co im taki duży zasięg?), albo odpalać gdzieś na tyłach, dając przeciwnikowi dużo czasu na reakcję, a swoim obywatelom małe szanse, jeśli będą mieli pecha i wynalazek spadnie akurat niedaleko nich (a Ukraińcy już wiedzą, jak atakować bazy na tyłach).
Akurat reaktor to jak pisano można odpalić dość szybko.
Co do samego burewiestnika to wiele wskazuje że będzie to taki kuzniecow - więcej z nim problemów niż pożytku i największe szkody wyrządzi samym kacapom. Co do skażenia, to zdaje się co najmniej jeden start wyszedł im "pa ruskuj" i zgruzowało co najmniej 4 specjalistów (kacapy rozpowszechniały plotkę że "konwencjonalnie" ich pocharatało) z rosatomu i co najmniej jednego nurka który miał potem brać udział w odzyskiwaniu tego i ten już od promieniowania, więc raczej solidnie skaziło.
To, że uwielbiam "Pilota" Davisa i "Norton N22" Crichtona, nie robi ze mnie specjalisty od lotnictwa ani wypadków lotniczych.
Zawsze istnieje możliwość, że był jego lot był niewidzialny... bo się nie odbyłAle jeśli nie leciał przez obszary monitorowane "naszymi" radarami a optymalnie ajłaksami to każdy pocisk manewrujący będzie trudny do wykrycia. A nam jeden to się nawet pod bydgoszczem się objawił. Z wykrywaniem go przez promieniowanie w czasie rzeczywistym to byłbym ostrożny. Zwłaszcza nad kacapskim terenem. Z satelit widzimuy online? Bo przecież "sniffera" nie wyślemy a nawet jak to będziemy tylko wiedzieć że coś "świeci" ale czy teraz czy wcześniej i gdzie dokładnie to nie.
Akurat od kilku dni zaznajamiam się po raz pierwszy w życiu z prozą S. Lema, konkretnie "Opowieści o pilocie Pirxie". Czytam tam o rakietach z napędem jądrowym a tu proszę co się dzieje w świecie rzeczywistym. Jak młodzież internetowa powiedziałby dekadę temu - "Ja p..lę, ale faza".
Oby ten nowy system uzbrojenia pozostał wynalazkiem o dyskusyjnej wartości praktycznej (bo co do propagandowej, to skuteczność jest bezdyskusyjna).
Podobnie się słuchałem Odysei kosmicznej gdzie autor 50 lat temu wspomina o rakietach, które będą po starcie lądować i będzie je można wykorzystać ponownie... Czasem tak myślę, że ludzkość poza wymyśleniem smartphonów to niewiele posunęła się na przód od czasu lądowania na księżycu... Taka tam dygresja...
Dotychczasowa dyskusja pachnie mi nagromadzeniem nieporozumień.
Chodzi wprawdzie o rakietę skrzydlatą, a więc co do samej idei nie jest to niby nic nadzwyczajnie nowego w zakresie uzbrojenia. Całkowicie nową jakość ma dawać zasięg tego urządzenia. Przy zastosowaniu napędu jądrowego zasięg takiego aparatu jest ew. ma być praktycznie nieograniczony. Może on lecieć dowolnie długo, zmieniając kurs i wysokość w taki sposób, aby wlecieć nad wraże terytorium z kierunku, na którym nie ma obrony przeciwrakietowej i skutecznie dotrzeć do celu.
Jakkolwiek makabrycznie to brzmi, nie jest to pocisk na „zwykłą” wojnę. Ani ukraińską, ani europejską, ani inną podobną. To jest (ma być) jedna z broni zagłady, „doomsday weapon”, „оружие судного дня” albo jak tam jeszcze będziemy ją w dowolnym języku nazywać. Przeznaczona jest przede wszystkim dla USA. Po to się wymyśla taką broń, aby ją zawczasu odpalić. Niech sobie gdzieś tam krąży, a w chwili, gdy inne rakiety po obu stronach już trafiły albo zostały unieszkodliwione, ma uderzyć głowicą jądrową na przykład w superwulkan w parku Yellowstone. Analogicznie rolą „Posejdona” ma być spowodowanie stosownego tsunami, które zaleje przeciwnika. I tak dalej. A potem niech się dzieje co chce. Czy będzie gdzieś po drodze takie czy inne skażenie, zagrożenienie itd. nie ma to najmniejszego znaczenia.
Czy, względnie jak ten wynalazek działa lub będzie działać, to jest odrębne zagadnienie. Za mało wiemy, żeby móc to przesądzić.
Naszła mnie taka ostatnio myśl.
Skoro ten pocisk leciał 15 h.to musiał gdzieś spaść? ,a nic o tym się nie mówi.
Określili go jako "latający Czarnobyl" czy wiadomo gdzie upadł i skaził ziemię ?
Nazwanie go "latającym Czarnobylem" może zawierać w sobie pewną dozę czarnego humoru, bo akurat awaria w Czarnobylu najbardziej zaszkodziła samej elektrowni i ludziom wokół...
Zakładki