Baza wojskowa owszem daje miejsca pracy i inwestycje - tylko że te miejsca
pracy i inwestycje mają jakąś istotną wartość na terenach raczej niebogatych,
takich leśno-rolniczych, popegeerowskich itp. pozbawionych bogactw naturalnych
i oddalonych od wielkich miast. Popatrzmy gdzie były lokowane wielkie bazy
wojskowe, poligony, te wywodzące się jeszcze z czasów niemieckich (pruskich),
potem nierzadko służące wojskom radzieckim - leżą na naszych ziemiach
zachodnich i północnych (na tzw. ziemiach odzyskanych, np. Bory Dolnośląskie,
Pomorze Środkowe itd.). To są obszary, gdzie utrata wartości nieruchomości z
tytułu sąsiedztwa bazy i ograniczeń od niej (np. bomboskład) praktycznie nie ma
znaczenia, bo to i tak byłyby lasy albo pola i nie zamieniałyby się w osiedla
jak np. Borówiec. Baza na takich obszarach w żaden sposób nie hamuje inwestycji
cywilnych bo i tak by ich nie było. A za to baza zapewnia tym nie za bogatym
obszarom stały dopływ środków z budżetu centralnego - na płace, na żywność i
całą pozostałę obsługę dla kadry, na sprzątanie i mnóstwo innych usług i robót
(na rozrywkę też). To wszystko z podatków płaconych przez te bogatsze obszary
(wielkie miasta, ośrodki przemysłowe) - tak w uproszczeniu mogłoby wyglądać
solidarne państwo - nie przeszkadza się rozwijać bogatym (nie stawia im w
miastach baz F16), a z ich podatków wspiera regiony uboższe - ale płacąc im za
pracę, a nie jak teraz że na obszarach popegeerowskich są tylko zasiłki a
wojsko (=miejsca pracy) ucieka, za to w wielkim mieście (gdzie jest jeden z
najniższych wskaźników bezrobocia) funduje się bazę F16 (i miejsca pracy od
niej) a blokuje się rozwój miasta cywilnego - trzeba cały czas utrzymywać w
środku miasta Ławicę, nie można budować wieżowców powyżej stu iluś metrów itd.
Nieprzypadkowo dla Poznania najbardziej stracony był wiek dziewiętnasty - były
to czasy rewolucji przemysłowej, wiek pary i elektryczności, niebywały rozwój
miast, powstanie wielkiego przemysłu, kolei itp. - a tymczasem Poznań
zamieniony w olbrzymią twierdzę pruską (ile to miejsc pracy!, ile inwestycji!,
ile cegielni na tym zarobiło!) niemal zatrzymał się w rozwoju i w rankingach
dużych miast Rzeszy leciał na łeb na szyję - gdzieś na ostatnie miejsca. Coraz
bardziej oddalał się od nas Wrocław, który, i tak będąc większym od Poznania,
nie miał takich ograniczeń (wystarczy popatrzeć na dworzec wrocławski i
porównać go z naszym, który jest wielokrotnie przebudowywanym budynkiem z XIX
wieku, zbudowanym ze względu na twierdzę za miastem - do dzisiaj się nie zrósł
z centrum - stąd są Wolne Tory, bo przecież miasto miało już nigdy nie wyjść
poza linię ulicy Kościuszki). I przez wiek dziewiętnasty Poznań i cała
Wielkopolska były źródłem ludności dla Zagłębia Ruhry i wielkich miast
niemieckich - Berlina, ale również Wrocławia i Szczecina. Bo w Poznaniu
prawdziwe, "cywilne" miejsca pracy nie mogły się rozwijać - np. HCP aż do I
wojny światowej to była karłowata fabryczka przy ulicy Strzeleckiej, tam gdzie
szpital onkologiczny.
To wszystko zaczęliśmy nadrabiać po powstaniu wielkopolskim - dopiero od tego
czasu mamy w Poznaniu uniwersytet (a od jak dawna ma go Wrocław?), mamy targi,
mamy duży przemysł.
A teraz w wieku dwudziestym pierwszym Poznań znowu ma żyć w cieniu "twierdzy" -
wielkiej bazy lotniczej na Krzesinach. A lotnisko albo będzie mieć nadal na
Ławicy (takie wiejskie się zrobi), albo trzeba je będzie wynieść hen daleko za
miasto - jak w XIX wieku dworzec. A Wrocław już dawno wyprowadził samoloty
cywilne na lotnisko pierwotnie wojskowe (też poniemieckie), oddalone od centrum
miasta mniej więcej jak nasze Krzesiny - jakoś tam wojsko poszło miastu na rękę.
Zakładki