Na takich pseudo lotniskach to tylko przenośne ŁUCZ-e z odpowiednimi numerkami.Od tego była i jest struktura organizacyjna -dawniej w pułkach, a teraz w bazach, choć podobno już w niektórych jednostkach z zupełnie innym sprzętem.
Jak rozwiązana była sprawa oświetlenia pasów startowych i podejść do lądowania na lotniskach przebazowań? Chodzi mi o takie miejsca jak np. Bednary, Kąkolewo, Pieniężnica, Sniatowo czy Płoty. W latach 80-tych trafiłem na moment do Wilczych Lasek, Borska i Konarzyn ale nie interesował mnie ten temat. Zresztą to nie były czasy dobre do zadawania zbyt szczegółowych pytań. Wiadomo iż na lotniskach zapasowych prowadzone były także loty nocne i w nieciekawych warunkach atm. Jakiego oświetlenia używano? Było zamontowane na stałe czy też przenośne, jak na DOLach?
Na takich pseudo lotniskach to tylko przenośne ŁUCZ-e z odpowiednimi numerkami.Od tego była i jest struktura organizacyjna -dawniej w pułkach, a teraz w bazach, choć podobno już w niektórych jednostkach z zupełnie innym sprzętem.
...i córko!
Nie ukrywam że nazwa nieco mi obca. Czy te ŁUCZ-e były zestawem świateł tylko krawędziowych, czy też można z nich było ustawić jakieś proste podejście? PozdroZamieszczone przez o matko!
Owszem, cały komplet-podejścia, zbliżania, krawędziowe, horyzont startu-lądowania
...i córko!
Dlaczego używasz negatywnie wartościującego określenia? Przecież to były normalne lotniska z taką różnicą, że infrastrukturę ubezpieczenia lotów miały z definicji nie rozmieszczoną na stałe, lecz rozwijaną w miarę potrzeb. W pełni sezonu ruch w interesie był w Pieniężnicy albo innych Wdzydzach większy niż w obecnych stałych bazach lotniczych.Zamieszczone przez o matko!
Z tym że niektóre lubiano mniej, inne bardziej. Z reporterskich wędrówek lat 80-tych po lotniskach wojskowych (stałych) pamiętam, że np. KonarzynyZamieszczone przez JacekB
Broczyno i Wilcze Laski nie cieszyły się sympatią z powodu braku jakiejkolwiek infrastruktury bytowej, całkowity prymityw i oddalenie od najbliższej namiastki kultury. Bo warto wiedzieć, że jednak sporej części braci lotniczej nie wystarczała do szczęścia flaszka siwuchy! Najbliższe miasteczka, jak Okonek lub Czaplinek, określano jakoś tak dziwnie, że nie potrafię tego powtórzyć. Coś o miejscach w których psy tak dziwnie szczekają...![]()
Z kolei już nieżyjący, fantastyczny pilot z 45 LED, wtedy w stopniu kapitana, ś.p. Krzyś Kwiek (na marginesie - jakie on cuda potrafił wyczyniać na MiGu-21!!! Sporo napatrzyłem się na wyczyny pilotów amerykańskich. Owszem, potrafią polatać, ale przy Krzyśku to są szkolne wprawki. Lotnisko w Modlinie jest wąskie, ale on potrafił tak "zaciąć" MiGa, że wyrabiał się z nawrotem pomiędzy pasem a zagajnikiem od północnej strony. Jakieś 600 metrów. I nie leciał na klapach i z wypuszczonym podwoziem!), a więc Krzyś bardzo chwalił sobie (jeszcze z czasów służby w Goleniowie), Płoty i właśnie Wdzydze Kieszewskie, jeśli dobrze pamiętam. Też daleko od kultury, ale raj dla grzybiarzy i wędkarzy.
...co m.in. opisywał Andrzej (a może Stanisław) Polak, w swoich pamiętnikach z lat służby najpierw na Iłach-28 a poźniej maszynach transportowych (Li-2, Ił-14, An-12). Tytułu też nie pamiętam. Pozycja wydana na pocz. lat 70-tych. Wspominał o lotach Iłem-14 z "lotniska do przebazowań nieopodal Dziwnowa". Wg. obecnego stanu wiedzy, mogły to być Sniatowo, ew. Płoty. Wielokrotnie musiał długo czekac, aby wcisnąć się pomiędzy startujące i lądujące LiMy, których piloci, jeśli już udało mu się poderwać swego "słonia", dla zabawy potrafili podlatywać tak blisko, iż czasem rozmijało się to z rozsądkiem.Zamieszczone przez JacekB
Raczej Wdzydze Tucholskie - Wdzydze Kiszewskie są z drugiej strony jeziora. Można też spotkać się z nazwą Borsk.i właśnie Wdzydze Kieszewskie
To jednak było 21 z okładem, lat temu. Nie wiem dlaczego utkwiły mi w pamięci Wdzydze Kiszewskie? Ale skoro jednak Tucholskie - przyłączam się. Borska raczej nie wymieniał :>Zamieszczone przez Grzegorz5710
Borsk to taka mała wioska zaraz przy samym lotnisku - w nim skręcasz z drogi głównej.
Tak jest - to musiał być Borsk. Sprawdziłem na Google Earth. Jest tam od zachodu spore jezioro, stosunkowo blisko progu pasa. A Krzyś wspominał że przy lądowaniach znad wody, czasem potrafiło mocno rzucać. W Płotach jest tylko wąska rzeczka.Zamieszczone przez Grzegorz5710
Witam kolegów po małej przerwie spowodowanej szpitalną reanimacją. Nazbierało się trochę tego na forum. I dobrze, przynajmniej mam co czytać mimo, że w moim ulubionym wątku Su-7 panuje jakaś dziwna cisza.
Właśnie tak było. Wspomina się czasami te przebazowania siłami pułku (i nie tylko) na lotniska zapasowe. Szczególnie przebazowania do Broczyna utkwiły mi w pamięci. Zawsze po powrocie, długo opowiadano różne historie, które z czasem stawały się legendami. Wracając do tematu. Dowodzenie oraz utrzymanie takiego lotniska w odpowiedniej gotowości spoczywało na KLZ (Komendzie Lotniska Zapasowego). Dowódcy i szefowi KLZ podlegał pluton żołnierzy, których wyznaczano do służby (w określonym czasie gdyż następowały tzw. podmiany) ze wszystkich specjalności i pododdziałów pułku. Na KLZ znajdował się podstawowy sprzęt (podkreślam wszystkich służb) umożliwiający przyjęcie pierwszej partii lądujących samolotów. Wiadomo, że przed i za lecącymi samolotami podążały kolejne rzuty powietrzne i kołowe, które stopniowo przejmowały rolę KLZ. Przynajmniej raz w roku w czasie "przejścia" dokonywano przeglądu i konserwacji całego sprzętu będącego na wyposażeniu KLZ. Z mojej specjalności płatowca i silnika były to podstawowe narzędzia, wodzidła, drabinki, podnośniki itd. Jednym słowem upchana po czubek cała przyczepa. W związku z tym, że na KLZecie znajdował się MPS, to również paliwa wymieniano na letnie i zimowe (zawartość płynu "I").Jadąc ze dwa lata temu trasą Bydgoszcz Szczecinek coś mnie ciągnęło aby skręcić w lewo i zobaczyć lotnisko w Broczynie. Szkoda pisać co zobaczyłem, gdyż koledzy zapewne się domyślają.Zamieszczone przez JacekB
Pozdrawiam Kacper
Koledzy czy w obecnych demokratycznych i natowskich czasach polskie SP korzystają z takich lotnisk![]()
W latach 70-tych ćwiczenia na śmigłowcach wykonywano w Kroczewie k/ Modlina na Mazowszu ( 7 km ). Bazą był Modlin. Tak mi opowiadał kolega , który wtedy latał na smigłowcach. Kroczewo było zarezerowane dla wojska na czas konfliktu. Teren był własnoscią A.M.W.
Jak to nazwać ( czy lotniskiem zapasowym ) , niestety nie wiem.
pzdr
Czy aby na pewno takie nazwisko?
A zapasy nie miały mieć rozbudowanego zaplecza socjalnego, nie były przystosowane z założenia do stałego pobytu dużej ilości ludzi, były to lotniska polowe. Ci, którzy na nich służyli rzeczywiście traktowali to jak zsyłkę. Chociaż znam jednego komendanta, który chciał uciec od cywilizacji. Warunki do życia miał tam całkiem normalne, jednorodzinny domek itp.
Ostatnio edytowane przez Zwieroboj ; 18-12-2009 o 11:47
Zapewne chodzi o śp. Krzysztofa Sieka pilota modlińskiej eskadry doświadczalnej ( 45 LED )
Zakładki