W związku z drugą katastrofą mam czasem wyrzuty sumienia: to ja na łamach jednego z czasopism o tematyce militarnej rzuciłem pomysł wprowadzenia dwusilnikowej - a więc bezpieczniejszej w lotach nad wodą Irydy do lotnictwa morskiego, zamiast Iskier i Lim-ów. Niestety - w czasie szkolenia pierwszej grupy pilotów z mar-woju doszlo do tragedii. Jak pamiętam, opinie o przyczynach katastrofy mjr. Chudzika i kmdr. Mieszkowskiego również nie były zgodne. Przedstawiciele przemyslu twierdzili, że zawinił pilot, który wykonując figurę odwróconą nie przestawił statecznika (latając wcześniej na MiG-21 przyzwyczajony do automatycznej zmiany położenia), a kiedy się zorientował w pomyłce, bylo już za późno. Nie najlepszej jakości fotele VS-1 klasy 0/100 nie dały im żadnej szansy... Protokół rozbieżności spisany po zakończeniu śledztwa był grubszy niż protokoły producenta i użytkownika ( tzn. nie ustalono wspólnego stanowiska!)! Dla wojskowych katastrofa była darem nieba. Dzięki niej okrzyknęli Irydę latającą trumną, wynaleźli setki wad i usterek, na czele ze słabą awioniką i wysoką pr. lądowania. Ostrzono sobie zęby na eks-niemieckie Alpha-jety, których ostatecznie nie dostaliśmy. Prawdziwą tragedią była śmierć mjr. Chudzika - wiekiego entuzjasty samolotu Iryda. Latał na wszystkich jej wersjach, włącznie z eksportową - z silnikami Viper i oceniał ją jako samolot niezły, choć wymagający dopracowania. Jak mówił kpt. D.K. -"on kochał ten samolot"...
Niestety - wraz z programem Iryda zmarły także polskie silniki K-15 i D-18 oraz wiele innych.







35Likes
LinkBack URL
About LinkBacks
Odpowiedz z cytatem

Zakładki