Jak latałem z Niemiec czy Londynu, to mniej więcej 1/3 paxów na dalekich lotach była z lokalnych krajów, druga 1/3 była z kraju docelowego i pozostałe 1/3 to transfery z innych krajów. To na mojej
próbie. Jeśli myślisz, że turyści/biznes lecący dziś do Londynu, Paryża, Frankfurtu/Monachium zaczną nagle latać z jedną przesiadką więcej, to się mylisz.
Linie z silniejszych gospodarczo i atrakcyjniejszych turystycznie krajów (przynajmniej PRowo), mają tą przewagę, że co najmniej połowa samolotu jest zajęta przez ludzi lecących z/do tych miejsc.
LOT by musiał transferów zebrać z 80%, dać dobry rabat za niedogodność lotu z (dodatkową) przesiadką. Polska to nie Bliski Wschód, leżący między 3 kontynentami. Nawet tam, gdzie przecinają się drogi wielu podróżnych, taki DXB jest tylko trochę większy niż FRA, LHR (ale już nie jako LON), czy CDG. Wielkość tych hubów bierze się m.in. z ich siły gospodarczej i turystycznej, ale też lokalnego i zasobnego w €/Ł "dobre, bo polskie". Ci ludzie nie przerzucą się nagle na CPL.
Zakładki