Być może wkładam kij w mrowisko, ale jak w każdej branży, jest pewna ilość ludzi którzy zdobywszy wszelkie uprawnienia po prostu na tym zarabiają i to jest uzasadnione. W końcu po to zdobywa się jakąś wiedzę, by z niej korzystać i na niej zarabiać. Nie ma się tu z czymkolwiek kłócić. Ale tak obserwując przez lata moją branżę (IT) i czerpiąc z forów/programów/seriali lotniczych (typu Katastrofy w przestworzach) nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wielu wypadków można by uniknąć, gdyby piloci... bardziej się interesowali lotnictwem. To może być krzywdzące i nieuzasadnione (nie znam zbyt wielu pilotów ;-) Natomiast takie odnoszę wrażenie. Akceptuję fakt że ludzie są tylko ludźmi, ale także uważam, że pasjonaci robią wszystko by znać każdy najdrobniejszy szczegół w zagadnienia które ich interesuje. Weźmy IT - typowy administrator ciągle się rozwija, czyta większość biuletynów bezpieczeństwa, wdraża to na administrowanych systemach. Czy podobnie robi pilot? W sensie zdobywania wiedzy i czytania nawet tych mniej ważnych biuletynów FAA, Boeinga, czy Airbusa? Teoretycznie tak właśnie powinien robić (ale pewnie wtedy nie miałby prywatnego życia), ale czy wszyscy tak robią? Czy jeśli podzielimy pilotów czy jakichkolwiek innych ludzi z innej branży na lepszych i gorszych, to czy jeśli ktoś przejdzie testy dopuszczające, to znaczy że poradzi sobie z większością problemów, czy może zaistnieć sytuacja gdzie kompletnie się pogubi (np. jak załoga AF447)?
Spokojnie, nie zamierzam nikomu umniejszać ani niczego wytykać. Ot, pytanie - nieco może prowokujące, ale jestem bardzo ciekaw odpowiedzi. Np. czy ktoś z pilotów regularnie czyta NASA Callback reports, które możemy tu czytać dzięki uprzejmości bodajże AllOver?![]()
--
Leszek A. Szczepanowski
Chyba znam innych adminów.
A co do zainteresowania - ilu znasz kierowców co chodzą poćwiczyć wyprowadzanie z poślizgów (nie mylić z połowaniem golfa na ręcznym).
Co do analogii do kierowców - 99% samców uważa że są lepszymi kierowcami niż średnia. Ciekawe jak to jest u pilotów i czy dopuszczają do siebie myśl, że mogliby schować podwozie przed przyziemieniem, przejechać po pasie silnikami, odejść na drugi krąg i rozbić samolot, bo im się pozycja pstryczka pomyliła, czy jednak uważają że takie rzeczy to mogą się tylko jakimś pakistańczykom co licencje kupili na targu przydarzyć![]()
IMO jednak odsetek pilotów przychodzących do roboty, by odrobić pańszczyznę jest mniejszy niż w ogóle populacji. Dla większości to jednak pasja, biorąc pod uwagę, jakich wyrzeczeń wymaga.
Co nie znaczy, że nie trafiają się mendy, które potrafią pokazać faka spoterowi podczas kołowania.
Poza pasją jeszcze jest smykała techniczna. I moim zdaniem tak kolorowo to raczej nie wygląda. Może być tak, że ma dobrze opanowaną sztukę pilotażu, ale teraz jest dużo większa komputeryzacja, mnogość systemu i to też są umiejętności które człowiek miał lub nabył. Jeśli ich nie ma to może w sytuacji awaryjnej mieć mniejsze możliwości zrozumienia sytuacji. I może być odwrotnie, gość super rozumie wszystko, ale nie do końca daje radę jak słońce zajdzie, a chmury zasłonią horyzont. Więc to kwestia możliwości danej osoby, czasem pasji, czasem poczucia tego czy chce się być profesjonalistą czy może zarabiać na życie i być w różnych miejscach na świecie..
W mniejszej skali popatrz na kierowców zawodowych. Jeden naprawi samochód w trasie, a drugi wzywa serwis żeby żarówkę wymienić... Życie, są różni ludzie. Poza tym, często jest tak, że ktoś jest pozytywnie zajarany przez 5-10 lat a potem w skrócie patrzy kiedy ta emerytura już będzie, jeszcze jak się trzeba "użerać" z tymi młodzikami co wszystko wiedzą lepiej![]()
A najlepiej jeszcze powinien pracować za darmo, bo przecież realizuje swoją pasję
Mam nadzieję, że godzina publikacji jest swoistym usprawiedliwieniem tego posta...
Biorąc pod uwagę liczbę wypadków należy zakładać, że system nie opiera się na zaufaniu do zaangażowania tysięcy pilotów. Wynikiem niskiej wypadkowości jest opracowanie ścisłych procedur, których skrupulatne wykonywanie jest bezwzględnie egzekwowane.
Nawet najlepsze procedury nie opiszą całego życia i wszelkich możliwych opcji, a - niestety - są tacy, którzy próbują to robić kosztem logiki i doświadczenia. PROCEDURY winny być takim „przewodnikiem”, który wyznacza ogólny kierunek, do którego wracamy w chwili zawahania. Tworzenie szczegółowych procedur typu: „lewą ręką sięgamy do prawej kieszeni” to proszenie się o kłopoty.
Gdybym nie pracował w lotnictwie od lat 90 ubiegłego wieku to pewnie bym uwierzył![]()
heliHansa - Grzegorz Ziomek
"Największe zagrożenia dla Polski to nacjonalizm i klerykalizm"
Jerzy Giedroyc
„…No i zwykła głupota”
Grzegorz Ziomek
PS. Nie (z)noszę TRUMPek…
Warto pamiętać, że piloci liniowi co pół roku zaliczają szkolenie na symulatorze. Pewne rzeczy są tam praktycznie zawsze (typu awaria silnika w okolicach V1/Vr/V2), ale katalog tego na co wpadnie instruktor nie jest zamknięty. Więc niejako co pół roku każdy pilot liniowy musi się choć trochę podszkolić i przygotować do sytuacji, których nie spotyka w codziennej pracy. Czy typowy administrator IT co pół roku ma obligatoryjny test z radzenia sobie z różnymi awariami i ich nietypowymi kombinacjami? I od zaliczenia tego testu zależy czy będzie mógł normalnie pracować?
--
Leszek A. Szczepanowski
Kurdę. myślałem że absurdalność tego tematu powiązana jest z godziną o jakiej został założony, a tu jednak...
Bo sprowadza się do próby uzasadniania wyimaginowanej tezy poprzez "wrażenia" i analogie które nie występują.
Rozumiem, że w rozważaniach pomijamy istnienie działów bezpieczeństwa u przewoźników, wydawanych przez nich biuletynów i ogólnie całego SMS, a opieramy się na poczytności postów AllOvera?
Właśnie o tym chcę poczytać. Ale zadałem proste pytanie i obwarowałem je od razu klauzulą że nikomu niczego nie zarzucam i nie umniejszam. Jeśli zatem odnoszę złe wrażenie, to napisz to i tyle (w sumie wygląda na to że to już napisałeś).
--
Leszek A. Szczepanowski
Może dlatego, że to tak jakby w samolocie każdy miał swoje stery albo za każdy element samolotu byłby odpowiedzialny inny pasażer. Ponieważ administrator jaki by nie był i tak najsłabszym ogniwem na końcu i tak jest użytkownik. Ale wracając na ziemię, takiego "typowego" administrator to też jeszcze nie spotkałem. Tacy co przeglądają biuletyny, podatności itd to są w działach bezpieczeństwa np. w bankach. I to nie jest typowy administrator.
Jasne. To może w tej sposób:
Myślę, że w każdej branży jest tak, że pracownik podchodzący do wykonywanego zawodu z pasją, będzie "lepszym" pracownikiem (tu pojawia się pytanie, czy taki któremu monotonia daily job i użerania się "z systemem" zniszczy pasje nie stanie się frustratem i co wtedy...). Ale też jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, gdy dojdzie do sytuacji odwrotnej i przyczyni się to do zaistnienia problemu. Od każdej reguły są wyjątki. Lotnictwo jest jednak branżą na tyle mocno obwarowaną procedurami, że jest ono "wystarczająco bezpieczne" nawet gdy pilot sam nie siedzi w biuletynach bezpieczeństwa producentów etc. Poniekąd robi to za niego sztab ludzi (dział safety, polecam poczytać o Safety Management Systems jeśli wątek intryguje), który jeśli faktycznie pojawi się coś istotnego nakazuje odpowiednie szkolenie/wydaje biuletyny wewnętrzne. Ten aspekt też jest bardzo mocno sformalizowany i podlega regulacjom międzynarodowym.
Co więcej, nawet gdyby w tych biuletynach czy tam innych forach w ramach zgłębiania swoich pasji pilot wyczytał rzeczy które jego zdaniem poprawiłyby jakość pracy, to wielce prawdopodobne że nie mógłby ich stosować ot tak wg własnego widzimisię, bo obowiązują go wewnętrzne przepisy i instrukcje linii, których zobowiązany jest przestrzegać. Nie jest też sam w kokpicie. Stąd w tym aspekcie analogie do innych zawodów nie są moim zdaniem właściwe.
Pomijam w ogóle wątek tego, czy jest na świecie wystarczająco dużo "pilotów pasjonatów" chętnych do pracy w liniach, żeby zasilić nimi wszystkich istniejących przewoźników i tego czy piloci mają czas na to żeby we własnym zakresie robić jeszcze dodatkowe researche (już abstrahując od tego czy bezpieczniej bym się czuł z "pilotem wyrobnikiem", który między lotami właściwie wypoczywał, czy z "pilotem pasjonatem", który w przerwach między robieniem 160h w liniach ciśnie longhaule we Flight Simulator i zarywa noce czytając biuletyny NASA).
Zakładki