Tak, poważny niestety
Kolejny wypadek w niedługim odstępie czasu tym razem chyba poważniejszy:
https://www.bielsko.info/wiadomosci/...-bielsko-biala
Tak, poważny niestety
Wyglada na to, że ten sam https://aviation-safety.net/wikibase/161815
Na zdjęciach KM PSP widać zadziwiające dla tego typu różnicowe wychylenie steru wysokości...
Bez wątpienia, ale jeśli stało się to przy uderzeniu w ziemię, to daje wyobrażenie o sile uderzenia - żeby ściąć te kołki czy tam trzpienie na połączeniu napędów to trzeba "przyłożyć wektor". Jeszcze gdyby dynamicznie jedną połówkę szarpnąć w dół a drugą w górę to na długim ramieniu może by tam coś się uszkodziło, ale przy tym samym kierunku działania siły to naprawdę musiało być walnięcie...
jak to jest możliwe że w piękną słoneczną pogode z instruktorem na pokładzie puchacz zabija jedną osobe ? - w tym szybowcu nie ma się co zepsuć...
Życie pokazuje, że jest to możliwe. Nawet w locie po kręgu w załodze uczeń-pilot z instruktorem (Warszawa - Babice) może tak się zdarzyć - wtedy zginęli obaj.
https://dlapilota.pl/wiadomosci/pols...z-znowu-poluje
Bo Puchacz to inny ptaszek niż Bocian, który dużo wybaczał nawet wyślizgi na czwartym.
Po pierwsze to nie Puchacz zabija, skończyć należy z pokrętną logiką. Ktoś coś nie dopilnował i później fizyka robi swoje. Czynnikiem przeżycia załogi w takiej sytuacji jest to co zrobili lub zaniechali. Przy przeciągnięciu na wysokości poniżej 100m próba wyprowadzenia zawsze kończy się przyłożeniem centralnie kabiną pod katem 60-70stopni nie dając prawie żadnych szans szczególnie pierwszemu załogantowi. Po drugie konstrukcja laminatowa, niezwykle wytrzymała ale absorbująca niewiele energii podczas wypadku i w związku z tym powodująca powstanie przyspieszeń przekraczających wartości , które powodują wielonarządowe wewnętrzne uszkodzenia ciała. Jedynym ratunkiem wydaje się zaniechanie jakiejkolwiek próby wyprowadzenia a nawet próba stabilizacji i jest szansa, że pierwsze trafi w glebę skrzydło. Co tu się stało raport powinien odpowiedzieć na nurtujące wszystkich pytania.
Prokuratura w oświadczeniu pisze, że szybowiec wykonywał zadania na awaryjny manewr wyczepiania, czyli wyczepili się nisko i musieli zrobić obrót o 180 stopni, żeby wylądować z wiatrem na ziemi.
Dlatego się po prostu dziwie czemu do tego doszło z instruktorem na pokładzie. Nie zliczę ile razy opieprz dostawałem że najpierw maska a dopiero zakręt. Poza tym jak latałem na korkociągi jak chyba każdy kto się na nim szkolił i doskonale zna tą cisze i miękkie stery więc tymbardziej dziwi że instruktor nie zauważył symptomów utraty siły nośnej... - nie jednokrotnie schodziłem na hamulcach do czwartego i zastanawiam się co trzeba zrobić żeby utracić siłę nośną i to z doświadczoną osobą na pokładzie...
Ok, załóżmy że to prawda. Jak w takim razie wytłumaczyć statystyki zdarzeń z Puchaczem? Ktoś kiedyś liczył i niestety Puchacz ma te statystyki mocno odbiegające od innych szkolnych szybowców w przeliczeniu na egzemplarz i liczbę operacji. Gdzie w takim razie leży problem? Bo w tym i kilku innych przypadkach można powiedzieć, że bardzo, naprawdę bardzo doświadczony instruktor nie daje rady w tych zdarzeniach. Mam wielką nadzieję że ten instruktor będzie miał szansę wyjawić tę tajemnicę....
Osobiście stawiam na błędy w programie szkolenia - znaczy archaiczny system szkolenia na drewniane dwumiejscówki, który nijak się ma do szkolenia na Puchaczu, a przynajmniej wykazuje niebezpieczne luki.
Nie znam tych statystyk może mógłbyś przybliżyć? Pamiętam, że jakieś 20 lat temu był artykuł w Przeglądzie Lotniczym w tym temacie, ale odnosił się bardziej do wypadków za granicą, gdzie faktycznie szybowce szkolne miały inne charakterystyki przeciągnięcia. Wynikało to z kolei z faktu, że generalnie na zachodzie szkolenie w akrobacji, nie było elementem obowiązkowym. Puchacz z kolei był projektowany do kręcenia akrobacji, co było elementem naszego programy szkolenia do licencji. Nie zmienia to faktu, że jest to bardzo dobry szybowiec do szkolenia podstawowego (w przeciwieństwie do np. PW-6, który jest za szybki, ale też na nim szkolą). Oczywiście poczciwy Bocian wybacza więcej, ale też można go przeciągnąć.
Program szkolenia nie ma tu nic do rzeczy. On jest archaiczny i w ogóle nie przystoi do syllabusa z Part SPL, ale w tym przypadku to raczej nie miało znaczenia.
Jeżeli to faktycznie był lot na sytuacje niebezpieczne (przerwane ciągi), to wiadomo, że margines błędu jest dużo mniejszy. Dużo zależy od tego jak jest przeprowadzane ćwiczenie (np. tolerancja błędu ucznia przez instruktora, czy instruktor wie na jakiej wysokości nastąpi przerwanie ciągu etc.). A jeżeli to miał być lot egzaminacyjny to np. dopuszczalna tolerancja mogła być jeszcze niższa.
Generalnie, to gdybanie na podstawie artykułów z gazet jest bez sensu.
A jeśli chodzi o doświadczonych (wiekiem) instruktorów....może to co napiszę będzie kontrowersyjne, ale uważam z wiekiem dobrze sobie pewne rzeczy odpuścić. Bo szkolenie podstawowe to jest niezła orka (piszę to jako instruktor) a zmęczenie ma spory wpływ na prędkość reakcji czy ogólnie percepcję. Jeśli dodamy do tego jakąś chorobę, którą zataimy przed orzecznikiem (ktoś tu wspomniał wyżej wypadek z Bemowa sprzed kilku lat) to zaczyna się robić nieciekawie.
Pisane takich wywodów w kontekście tego wypadku jest mocno nie na miejscu - zakładam, a w zasadzie jestem pewien, że nie znasz instruktora - uczestnika tego wypadku...
Myślę, że w całej Polsce jest najwyżej kilku z większym doświadczeniem. Co do statystyk - były w angielskiej prasie, nie pamiętam nazwy, ale w BGA lub SSA znajdziesz coś na ten temat. Sam pamiętam mniej więcej 10 wypadków, w których ginęły 2 osoby załogi Puchacza i poza jednym przypadkiem zawsze to był korek na niskiej wysokości..
Oczywiście, że to nie szybowiec czy samolot zabija, chociaż są szybowce czy samoloty trudniejsze i łatwiejsze albo mające specyficzne cechy i mały albo większy margines błędu. Uważam jednak, że 100 m to dużo miejsca, aby poprawny szybowiec używany do szkolenia podstawowego wyprowadzić z początkowej fazy przeciągnięcia. Ale gdy ktoś przeciągnie szybowiec, doprowadzi potem do przepadnięcia albo zerwania się w korkociąg i reaguje dopiero gdy szybowiec zaczyna obrót autorotacyjny to 100 metrów raczej będzie zbyt mało.
Czasem charakterystyka terenu wokół lotniska powoduje powstawanie rotorów tu i ówdzie, które potrafią trochę dokuczyć. Szkoląc się na jednym z lotnisk w Polsce i to wcale nie położonym w górach, instruktor zwracał na to uwagę i zalecał większą prędkość w 4 zakręcie w związku z możliwością wystąpienia rotoru w pewnych warunkach.
Zakładki