9Likes
-
7
Post By pawel111
-
1
Post By jtf2
-
1
Post By pawel111
-
WRO-AMS-CUN-AMS-WRO, czyli Jukatan KLMem
Polecamy

Olaaa
!
Minęło trochę czasu, od kiedy pisałem poprzednią relację na tym forum. Tym razem postanowiłem się podzielić wrażeniami z podróży do Meksyku, a konkretniej do kurortu Playa Del Carmen nieopodal Cancún. Był to wypad mocno rodzinny, gdyż polecieliśmy tam na niecałe 2tygodnie z babcią "odwiedzić" rodziców, którzy postanowili zrobić sobie 1,5 miesięczne wolne w Meksyku.
Kupno biletów poszło dość szybko i odbyło się dość późno. Około 3 tygodnie przed wylotem kupiliśmy bilety KLMem z WRO do CUN przez AMS. Koszt wyszedł około 4200 zł za osobę w dwie strony iw tych terminach była to opcja najtańsza z WRO (było 500 zł w dwie strony taniej LH, ale powrót 23 godziny).Z perspektywy czasu okazało się, że opcja przez Niderlandy była wtym okresie nieco bezpieczniejsza, niż Lufthansa/Discover via FRA. Nie mówię, że Lufa jest marnym przewoźnikiem czy coś. Jednakże zarówno rodzice, jak również siostra z narzeczonym mieli przeboje lecąc przez Niemcy. Rodzice nie zdążyli na przesiadce, więc polecieli do EWR, tam nocleg w hotelu i dopiero następnego dnia dolecieli UA. Siostra miała jeszcze ciekawiej. Najpierw zamiast rano do FRA, to polecieli wieczorem do WAW, tam nocleg, który ostatecznie musieli ogarnąć na własną rękę. Rano następnego dnia przylecieli do FRA ale przez zbyt długie oczekiwanie na zajęcie miejsca przy rękawie nie zdążyli na rejs do CUN, więc... Dostali hotel i polecieli dzień później i niewiele brakło, a dołożyliby jeszcze przesiadkę w LIS. Dolecieli więc 2 dni później :twisted: . Może po prostu pech? Ale do rzeczy.
Od razu wybaczcie proszę połączone słówka w całej relacji. Pisałem wszystko na komputerze, teraz wkleiłem na forum i posklejało ich trochę, a naprawianie zajęłoby mi pewnie pół nocy
1.02
Dzieńprzed wylotem babcia przyjeżdża do mnie przenocować, żeby dziadek nie musiał jej specjalnie po nocach wozić. Jako, że wylot to AMS zaplanowany jest na godzinę 6:30, to wstajemy o3 nad ranem, szybkie śniadanie, opakowanie ostatnich rzeczy iidziemy na autobus linii 206 na lotnisko (całe szczęście mieszkamprzy przystanku Dworzec Autobusowy z którego ta linia odjeżdża,więc nie trzeba się bawić w taksówki), dojeżdżamy 4:35i od razu kierujemy się do odprawy bagażowej. Ta mija sprawnie,gdyż przy stanowiskach pusto. Idziemy więc od razu do kontroli bezpieczeństwa i czekamy ponad godzinę na boarding, który zaczynasię chwilę po godzinie 6:00.Dzisiejszy lot KL1270 obsłuży 7-letni Embraer 175 o znakachPH-EXH.

Przyodprawie online przydzielone nam zostały miejsca 11A i 11B. Okej,nie powiem że złe,zresztą już zbytnio wyboru nie było, więc stwierdziłem, że mogązostać.

EmbraerKLM ma dość cienkie ale całkiem wygodnefotele.

Okołogodziny 6:20 drzwi zostają zamknięte, za moment standardoweprocedury, pushback, kołujemy dość szybko na drugi konieclotniska, wjeżdżamy na pas 29 i około godziny 6:35 od razu ruszamyz kopyta.
Jakieś20 minut po starcie załoga rozdaje mały poczęstunek. W zestawiejest napój do wyboru (kawa, herbata, woda, sok) oraz bardzo dobrakanapka z białym serkiem oraz pomidorem. Nie mam zbytniodoświadczenia w lataniu liniami typu legacy, więc się niewypowiem, czy to dużo jak na niespełna 2 godzinny lot :p.

Jako,że słońce dopiero wschodzi, to za oknem nie widać zbyt dużo, alezawsze coś
.

Obłożeniejest naprawdę dobre. Zdaje się być raptem kilka miejsc wolnych wcałym samolocie. Podróżnie trwa jakoś długo. Około wpół do 8 rozpoczynamy zniżanie,które trwa dość krótko, po drodze widzimy otulone światłamizabudowania, typowe dla Niderlandów kanały i dokładnie o 7:52 (23minuty przed planem) siadamy na pasie 27, zjeżdżamy speedwayemzaraz za krzyżówką i jeszcze kilka minut kołujemy dostanowiska.


Pozaparkowaniu czekamy jeszcze chwilę, po czym wysiadamy doelektrycznych autobusów lotniskowych, które podwożą nas doterminala.



Mimo,że wylot do CUN mamy niemalże na drugim końcu lotniska, to układAMSjest tak zrobionyiłatwy w poruszaniu się, że w około 20 minut udaje się namprzejść kontrolę paszportową oraz dotrzeć do gate, kurdenie pamiętam akurat xD, bodaj D34.


Poprzyjściu zajmujemy miejsca na ławkach i cierpliwie czekamy. Naszsamolot już stoi przy rękawie. Dzisiejszy rejs KL689 obsłużyrównież ok. 7-letni Dreamliner 787-9 o znakach PH-BHI nazwanyładnie"Lavender"

Boardingrozpoczyna się około godziny 9:25, a więc 40 minut przedplanowanym wylotem. Tak jak we Wrocławiu, tak również tutaj,wzywani jesteśmy według przydzielonych stref (w naszym przypadku naoba odcinki przypadła strefa 4). Całe szczęście podczas odprawyonline udało mi się wyrwać miejsca przy ostatnim dostępnym zadarmo rzędzie "przy oknach" (wolne było kilka rzędówm.in. Economy comfort oraz dodatkowo płatnych - nie mam pojęcia zaco – economy, aleza miejscami economy comfort
).Szczęśliwe miejsca, to 40A i 40B, czyli czwarty rząd odkońca.




Chwilępo 10 drzwi zostają zamknięte, idzie pushback i rozpoczynamykołowanie. To trwa dość długo, gdyż startować mamy dopiero z36C - jeszcze za autostradą. Ostatecznie po ponad 10 minutachkołowania wyjeżdżamy na pas i około 10:30 od razu ruszamy ipodczas wznoszenia nacieszamy się widokiem a niderlandzkiemiasteczka.


Pierwszyraz lecę Dreamlinerem i faktycznie wydaje się być cichszy, fajnieoświetlony i te przyciemniane okna. Wadą są jednak te półkibagażowe, z których po otwarciu bagaże często wypadają. Przyboardingu jakiś plecak się wysunął i spadł prosto na głowękobiecieczekającej na przejście do swojego fotela. Miejsca na nogi za tocałkiem sporo, skoro nawet ja, 190-centymetrowy wieżowiec niemalżemogę wyprostować nogi. Wprawdzie pod fotelem, ale da się :D.

Okologodziny po starcie dostajemy pierwszy obiad. Zestaw składa się zbułki (byłem głodny i nadgryzłem przed fotką :twisted:),kiełbasy z kurczaka (tak to stewka określiła) w dobrym sosie zpuree, suszone pomidory z fetą, pyszny dip serowy, oliwki ikawałek sera w opakowaniu.Do obiadu biorę sobie winko białe. Pytam się późniejstewardessy, czy będzie można jeszcze wziąć po obiedzie. Pousłyszeniu odpowiedzi twierdzącej pytam o koszt i słyszę, że zadarmo. Z relacji rodziny isiorywynikało, że u nich w Discover każde alko było płatne. Aledobra. Obsługująca naszą część stewardessa jest bardzośmiechowa.Na pytanie czy tenapoje alkoholowesąbez limitu stwierdza,że tak dopóki się nie upije, bo wtedy już mi nie da :lol:.

Lotwiększość czasu przebiega spokojnie, poza większymi turbulencjamikilka razy po drodze. Szyby niedługo po podaniu obiadu zostająprzyciemnione przez załogę w całym samolocie. Faktycznie jestciemniej w kabinie, ale ja podczas lotu nie umiem spać. Zwykle budzęsię po kilku minutach i kręci mi się w głowie xD. Dlatego u mniepodróż przebiega pod znakiem nieudanych prób spania, oglądaniaoceanu oraz obczajaniu systemu rozrywki, testowaniuokna ipiciu tego dobregowinka.




Naokoło 2 godziny przed lądowaniem dostajemy drugi obiad. Tym razemjest to coś w stylu pizzerinki, ciastko tiramisu albo coś takiegooraz sałatka makaronowa. Wszystkodobre.

Ponadtomiędzy posiłkami, mniej więcej w połowie lotu dostaliśmy kanapkiz serem żółtym oraz dobrym sosem na bazie ketchupu zdajesię.
Okołogodziny 14:30-40 lokalnego czasu rozpoczynamy zniżanie. Dolatujemynad ląd, gdzie wita nas piękny widok naCancun.

Lądowaniema się odbyć na pasie 12R, dlatego lecimy w głąb lądu, robimykółko i o godzinie 20:53 (17 minut przed czasem rozkładowym)dotykamy meksykańskiejziemi.





Jeszczekilka minut kołowania, po drodze przepuszczamy Turka lecącegorównież 787-9 do IST po czym dojeżdżamy do rękawa i po niespełna10 minutach opuszczamypokład.


Nalotnisku spotyka mnie niezbyt przyjemna sytuacja: zostaję wybrany(ech, jak zwykle :lol:)do szczegółowej kontroli bagażu. Pracowniczka służby celnejsprawdza mi wszystko bardzo dokładnie, pyta o przewożone papierosyto od razu jej mówię szczerze o 10 paczkach wkładów do Iqos(wiozłem rodzicom), ale babka nie daje za wygraną, szuka dalej,wyciąga z plecaka pudełko z dronem, otwiera, po czym... Zaczynanerwowo coś pisać na telefonie ipo chwilipokazuje mi tekst przetłumaczony z hiszpańskiego, że do Meksykunie wolno wwozić dronów. Ok, szukałem info o tym w internecieprzed wylotem i nic nie znalazłem, a tato mnie prosił, żeby goprzywieźć. Pytam więc, co teraz i słyszę odpowiedź "office.Pay!". Idę do tego „office”, celnik mnie spisuje i mówi,że mam 2 opcje: konfiskata, albo kara. Dobra, niech będzie kara. Zadrona wartego 100 zł zabuliłem1633 peso czyli około 380 zł. No cóż, można powiedzieć, żejego wartość wzrosła właśnie 5-krotnie :twisted:.
Potym wszystkim idziemy w kierunku wyjścia z terminala, po drodze idącdo kasy biletowej lokalnego przewoźnika autobusowego ADO. Jest tofirma, która oferuje sporo kursów w regionie. Do Playa Del Carmenautobusy odjeżdżają co okołopół godziny. Cena biletu to 250 peso (ok. 58 zł), czas jazdy tookoło godziny, atrasa do pokonania wynosi około 55 kilometrów.Odjazdy odbywają się z dworca autobusowego przed terminalem. Samdworzec jest ogromny a jednocześnie bardzo prosty w budowie. Przedperonami znajduje się kilka knajpek i stoisk z jedzeniem. Cenyjednak zwalają z nóg, bo 600 ml Mirindę kupiłem za 90 peso (ok.20 zł)xD.


Naszautokar postawia się z opóźnieniem, wsiadamy i wyjeżdżamy z ok.15 minutowym opóźnieniem w stosunku do rozkładu (16:45 zamiast16:30). Podróż faktycznie trwa około godziny. Po drodze podziwiamywidoki za oknem i z przedniej szyby. Pierwsze wnioski? Wszędziepolicja, kontrole autobusów przez uzbrojonych w karabinyfunkcjonariuszy. Czyli taki Meksyk o jakim słyszałem :p.


Po około godzinnej podróżydocieramy do dworca autobusowego Turistica, gdzie czekają już nanas moi rodzice. W Playa Del Carmen są 2 dworce, na którychzatrzymuje się ADO: Turistica nieopodal galerii handlowej oraz portuz którego płyną promy na wyspę Cozumel oraz Alterna, położonyjakiś kilometr na północny wschód - bliżej lotniska. Trzebajednak zaznaczyć, że na ten drugi nie dojeżdżają wszystkieautobusy z lotniska. Z dworca Turistica wychodzi się bezpośredniona 5th Avenue – tętniącą życiem turystycznym oraz najbardziejpopularną ulicę w mieście.
<zdjęcie przy dworcu>
Playa jest sporym miastem (liczysobie około 300 tysięcy mieszkańców) i z dworca Turistica doapartamentu mamy 2 kilometry, więc decydujemy się jechać taksówką.Apartament, w którym spędziemy najbliższe dni, znajduje się naprzecięciu 5th Avenue oraz Calle 42 Nte, w całkiem nowoczesnymapartamentowcu, wyposażonym również (podobnie jak większośćtego typu obiektów w okolicy) w basen na dachu.


Po przyjeździe szybko sięrozpakowujemy i idziemy zapoznać się z okolicą jak równieżpołożoną nieopodal plażą: Playa Coco.



Po krótkim spacerze wracamy doapartamentu, gdzie siedzimy jeszcze trochę przy drinku z tequili ipróbujemy nie zasnąć chociaż do 23:00 w celu uniknięcia jetlagu,co się udaje
. Jeszcze widok z balkonu. Na dole widać małąoświetloną budkę z jedzeniem. Co wieczór sprzedawana jest tamnarodowa przekąska: Marquesita, czyli taki jak by naleśnik zdodatkami: zazwyczaj z… serem żółtym i Nutellą. Jakkolwiekdziwnie to połączenia brzmi, to wbrew pozorom jest ciekawe w smaku
. Koszt takiej przekąski w tym miejscu to 60 peso (około 14 zł).


2.02
Następnego dnia udajemy się naplażę, dokładnie tą samą co dzień wcześniej, gdzie spędzamyna czilerce kilka godzin. Z apartamentu mamy tu raptem 10 minut nanogach, a samo miejsce prezentuje się bardzo pięknie…


...noo i jest bardzo bezpieczniezważając na fakt, że nieprzerwanie jeździ tu patrol złożony zquada, policjanta oraz siedzących na tylnej części dwóchżołnierzy z karabinami pilnujących porządku

Stosuje się tu równieżnietuzinkowe rozwiązania w celu ochrony różnego rodzaju pomnikówprzyrody
:

Po zjedzeniu obiadu i odpoczynkuod ciągłego słońca wybieramy się do znajomych, których rodzicepoznali podczas tego pobytu, starsze małżeństwo mieszkające odwielu lat w USA a pochodzące z Polski. Siedzimy tam 2 godziny, wmiędzyczasie idziemy na dach żeby zobaczyć sobie widoki na topiękne a jednocześnie pełne kontrastów miasto.




W drodze do swojego apartamentuspotykamy dość ciekawy absurd drogowy, a mianowicie drzewo naśrodku drogi. Widać, że Polska ma groźnego konkurenta w tego typucudach
.

3.02
Kolejny dzień spędzamy równieżw większości na plażowaniu, przy okazji również spacerującniemal 2 kilometry na cypel w obrębie Playa Punta Esmeralda.



Po południu wybieramy się zkolei do jakiejś lokalnej knajpki na obiad. Warto tutaj wspomnieć,że najlepsze miejsca do zjedzenia są raczej zdala od wspomnianejjuż 5th Avenue, gdzie zdecydowana większość restauracji jesttypowo pod turystę. Warto więc wybrać się w inne części miasta.


My idziemy do położonejnaprzeciw supermarketu Soriana restauracji El Fogón, która serwujewłaśnie typowo meksykańskie potrawy. Ja zamawiam specyfik zwanyTacos Locos. Jest to spory naleśnik wypełniony samym mięsem, a wzasadzie różnymi rodzajami mięsa. Koszt tego dania to 120 peso(ok. 28 zł), a nawet ja, człowiek zjadający 2x tyle jak inni,najadłem się tym idealnie
.

Po obiedzie idziemy się przejśćna 5th Avenue, a przy okazji mama z babcią na shopping, a ja z tatąspotkać się z jego znajomym, który od kilku lat mieszka w Meksyku,pochodzącym z Polski. Kilka fotek z tej okolicy, jak równieżGalerii Quinta Alegria, przez którą przechodzimy





Wieczorem siadamy sobie nabalkonie w apartamencie z drinkiem i obserwujemy jak… szop praczwędruje sobie po dachu budynku naprzeciw
.

4.02
Kolejnego dnia wybieramy się napierwszą, ale i zarazem ostatnią wycieczkę podczas pobytu.Zdecydowaliśmy się na jedną z kilku powodów. Przede wszystkim poto, żeby babcia jako starsza osoba bardziej na tym wyjeździe mogłaodpocząć, aniżeli jeździć po wycieczkach podczas upalnych dni.Ponadto ja sam wreszcie chciałem pojechać na taką wycieczkę,gdzie większość czasu raczej będę czillować w jednym fajnymmiejscu w ramach odskoczni od różnych ostatnich tripów pełnąparą ze znajomymi. Poza taki rodzaj wypoczynku mi się marzył wostatnim okresie, kiedy miałem bardzo dużo pracy. Ale do rzeczy.
Wycieczkę zamówiliśmy przeznasze polskie biuro podróży Rainbow Tours ze względu na babcię wogóle nie znającą angielskiego (żeby przewodnik mówił popolsku). Przy rezerwacji wycieczki na ich stronie polecam jednakrobić to na komputerze/laptopie, gdyż na telefonie przekierowałomnie od razu do płatności, po czym okazało się, że zostaniemyodebrani z hotelu … w Cancun, kilkadziesiąt kilometrów dalej xD .Dopiero kontakt z rezydentem biura skończył się zmianą miejscazbiórki na punkt położony raptem 300 metrów od apartamentu.Wycieczka wyszła około 600 zł osobę zawiera przejazd do ChichénItzá (z postojem po drodze w sklepie z pamiątkami), zwiedzaniepiramid w okolicy, postój na obiad, zwiedzanie cenoty oraz na końcumiasteczka Valladolid.
Odjazd z wyznaczonego punktuzaplanowany jest na godzinę 7:15 rano, jednakże autobus podjeżdżawcześniej, zgarnia nas (jesteśmy jedynymi osobami wsiadającymi wPlayi) i jedziemy kilkadziesiąt kilometrów do Tulum, gdzie turyściz 2 hoteli wypełniają autokar do prawie ostatniego miejsca i mniejwięcej 8:15 jedziemy do miejsca docelowego. Po krótkim pit-stopie wsklepie z pamiątkami ruszamy już prosto do Chichén Itzy. Tymrazem w autokarze pojawia się również wyjątkowy gość
rzedstawiciel Majów, który pracuje dla fundacji mającej na celuochronę tej mniejszości. Bardzo fajny gość. Na początku uczy naspodstawowych zwrotów w ich języku, później opowiada o swojejkulturze. W międzyczasie pada również nawiązanie do pamiętnego„końca świata” w 2012 roku. Mówi nam, że kiedy cały światzastanawiał się czy świat się lada moment skończy, to onisiedzieli i ładowali Tequilę
.

Do Chichén Itzy dojeżdżamyokoło godziny 9:00, chociaż podróż trwała ponad 1,5 godziny.Stało się tak dlatego, że Yucatan leży w innej strefie czasowejniż Stan Quintana Roo, w którym lezy m.in. Playa Del Carmen. Wpierwszych z nich jest UTC-07:00, zaś w drugim UTC-06:00.
Po przyjeździe dostajemy bilety,udajemy się do kontroli plecaków/toreb itd. (nie można wnosićm.in. własnych napojów) i wchodzimy do środka. Zanim dojdzie siędo głównych atrakcji, najpierw trzeba przebić się przez – jakto określił nasz przewodnik – Krupówki
. Oczywiście pojawiasię tu typowe m.in. dla Meksyku zachęcanie ludzi do skorzystania zeswoich usług. Na polskich turystów są przygotowani jeśli chodzi oteksty, nawet polityczne
.
Przewodnik opowiada nam całąhistorię, choćby o boisku, na którym próbowano przerzucić piłkęprzez niewielkie ringi zawieszone na górnych częściach ścian.Drużyna przegranych była zabijana, natomiast kapitan zwycięzcówbył… zabijany i składany w ofierze. Cudowna nagroda
.Pojawiają się też wątki poświęcania dzieci, które miały zeza,a jeśli nie było takich dzieci, to zeza u dziecka próbowało sięwytworzyć. Dobra, koniec „spoilerowania”, warto samemu posłuchaćtych historii
.
Parę fotek z Chichén Itzy:








A swoje jedno też wrzucę a co

Upał tego dnia niestesty takmocno doskwiera, że jedna uczestniczka wycieczki zasłabła. Cociekawe, przewodnik mówi nam, że już kolejny raz jest świadkiemzasłabnięcia … akurat w miejscu, gdzie wiszą czaszki.
Po zwiedzaniu mamy niespełnagodzinę czasu wolnego, po czym wracamy do autokaru i jedziemy naobiad do restauracji, gdzie czeka nas nielimitowana wyżerka trochęw stylu stołu szwedzkiego. Oczywiście kuchnia meksykańska
. Wtym również fajna zupa z limonką oraz nachosami.


Po obiedzie wsiadamy w autokar ijedziemy – dość krótko – do Cenoty Oxman zaraz pod Valladolid.Tam większość turystów przebiera się idzie się wykąpać wjaskiniowym jeziorku. Ja również. Trzeba przyznać, że wejść dotakiej chłodnej wody w czasie upału sięgającego 32-33 stopnie tojest niesamowite ukojenie
.

Jako że jest jeszcze chwila doodjazdu, to większość uczestników wycieczki kieruje sięmiejscowego baru, w którym można zamówić bardzo ciekawy drink wkokosie, a dokładniej woda kokosowa z domieszką kieliszka tequili,wódki, rumu (co kto chce). Koszt? 120 peso (ok. 28 zł). Drink rzeczjasna słaby, ale dobry
.

Kiedy jechaliśmy na obiad,przewodnik opowiadał nam ciekawostkę, wedle której Meksyk jestdrugim po USA największym krajem świata pod kątem dziennegospożycia Coli na osobę. Faktycznie, w wielu miejscach widaćreklamy tego trunku. Mało, nawet jeden z punktów kontrolnychpolicji ma logo Coli
- tak przynajmniej oceniam po fakcie,że kiedy dopiero jechaliśmy do cenoty, to tam właśnie policjanciprzesiadywali.

Po krótkiej chwili dojeżdżamydo ostatniego punktu wycieczki, czyli do miasteczka Valladolid –jednego z ostatnich dobrze zachowanych miast kolonialnych w Meksyku.Ze względu na opóźnienia w planie oraz konieczność zdążeniawiększości turystów na kolację w hotelu, czas na zwiedzanie jestograniczony do około godziny – od 16:00 do 17:00. Trzeba jednakprzyznać, że to wystarczająco, bowiem nie ma tu nic zbytnioszczególnego do zwiedzania. Podobno w okolicznym kościele znajdujesię podobizna Jezusa… w peruce zrobionej z kobiecych włosów.Wynika to z faktu, że lokalny ksiądz wierzy, iż Jezus byłkobietą. Namawia więc uczęszczające na mszę kobiety do obcinaniai oddawania swoich włosów i w ten sposób zbawiciel co jakiś czasmoże pokazać się w innej fryzurze
. Niestety, tego dnia kościółjest zamknięty i nie ma możliwości zwiedzania. Spacerujemy więctrochę po okolicy, jak również w parku.







Poza tym niedługo przed naszymwyjazdem w parku zaczyna się dziać coś ciekawego – na środekwychodzi grupa taneczna i zaczyna tańczyć jakiś lokalny taniec. Zinternetu udaje mi się wynaleźć takie info, że to ichniejszyfolklor. W każdym razie na pokaz zjawiają się spore jak na ruch wtym miasteczku tłumy.

Czas szybko mija, więc wnetprzychodzi godzina zbiórki.

Wsiadamy do autokaru i ruszamy wdrogę powrotną, po drodze zatrzymujemy się w dwóch hotelach wTulum i znów jako jedyni pasażerowie – po około 2,5h podróży –docieramy z powrotem do Playa del Carmen.
Kolejne dni, to w większościplażing oraz spacery po mieście, dlatego większość zdjęć ztego okresu mam dość podobną. Dlatego myślę, że tutaj lepiejbędzie pokazać takowe bez konkretnej chronologii.
Playa del Carmen jest miastempełnym luksusowych apartamentowców, niemniej są jeszcze miejsca,do których ta masowa turystyka jeszcze nie dotarła. Tak jestchociażby w dalszym ciągu na wschód od 5 alei. Widzimy tam m.in.dom, w którym cała kuchnia, salon są pod chmurką, a jedynie pokójsypialny pod dachem. Tempo rozwoju tego kurortu jest jednak takie, żetakie miejsca pewnie niebawem zostaną zabetonowane. Kto wie? Możemieszkańcy sami chętnie czekają, żeby swoje działki sprzedaćdużym firmom za duże pieniądze i móc dzięki temu zamieszkać wznacznie lepszych warunkach
.




Częściej jednak spacerujemy potej obleganej części 5th Avenue. Oczywiście, również tutaj jestmasowe zachęcanie turystów do wejścia do restauracji, do sklepu zpamiątkami itd. Mnie chyba jednak już po paru dniach biorą zamiejscowego, gdyż mam taką karnację, że po 2 dniach w słońcuwyglądam jak taki Meksykanin i poza powyższymi słyszę również„Cannabis? Cocain?”
.
Ciekawą rzeczą jest fakt, że wPlaya jest pełna… aptek. Naprawdę! Jest ich myślę więcej, niżŻabek w polskich miastach. Do tego duży liberalizm jeśli chodzi osprzedaż leków. Moja siostra, która jest pielęgniarką, będąctu przede mną była w ciężkim szoku, że bez recepty można tutajdostać chociażby morfinę
. Zresztą, to niejedyny fakt otutejszych aptekach, który może zaskoczyć. Można tutaj bowiemkupić płetwy, maski do nurkowania, czy również pamiątki. Samszukałem gdzie popadnie pocztówki dla mojej współlokatorki (choćstaram się i mam nadzieję, że kiedyś będzie to ktoś więcej...
), która takowe bardzo lubi zbierać, dlatego gdziekolwiek niejadę, zawsze biorę dla niej jedną. Tutaj jednak próżno szukaćtakich w sklepach z pamiątkami. Pocztówki znajdziecie jedynie…właśnie w aptekach
.
Jeśli myślicie jednak, że tobył najbardziej zaskakujący fakt o lokalnych aptekach, to Waszawiodę. Bowiem w niektórych jest nawet… darmowa degustacjatequili
. Chociaż może to ma jakiś sens, gdyby tu siępochylić nad słynnym powiedzeniem „czym się strułeś, tym sięlecz”
.

Jeśli chodzi o zakupy spożywcze,w Playi jest sporo miejsc, gdzie można się w jedzenie, picie orazważne trunki zaopatrzyć
. praktycznie na każdym rogu są sklepytypu 7-Eleven (znane w Europie) czy Oxxo, które odpowiadają naszymŻabkom. W wielu miejscach są również duże markety. Od nas jestokoło 20 minut z buta do hipermarketu Soriana oraz około 5 minut dosupermarketu Chedraui, do którego chodzimy codziennie po świeżepieczywo na śniadanie. I właśnie w Chedraui panuje bardzo ciekawyzwyczaj odnośnie pieczywa i szczerze mówiąc nie sprawdzałem, czyw innych marketach jest tak samo. Ta wyjątkowość polega na tym, żetutaj nie można tak ot wziąć sobie pieczywa do ręki, wymacać iodłożyć (jak to niektórzy w takiej Biedronce czy Lidlu robią
), tylko trzeba wziąć tacę ze szczypcami, nałożyć to cosię chce i udać się z tym do punktu gdzie wszystko zostaniezapakowane przez obsługę
.

Warto również wspomnieć, że wMeksyku są ograniczone godziny sprzedaży alkoholu. Takowy możnanabyć w godzinach 9:00-22:00 od poniedziałku do soboty oraz wgodzinach 9:00-17:00 w niedziele. Poza tymi godzinami sprzedaż takadozwolona jest tylko w dedykowanych sklepach, w których różnegorodzaju trunki nabędziemy jednak w cenach 2-3 razy wyższych. A wChedraui po takim widoku można poznać, że czas na takowe zakupyminął 

Co warto zjeść w Meksyku? Napewno popularne na całym świecie tacos, czy quesadillas, jednakżetak jak wspomniałem wcześniej, lepsze można dostać raczej wknajpach poza głównymi ciągami turystycznymi. Koleżanka z pracypoleciła mi również takie dania, jak zupa Pozole (na bazie fasolioraz szczególnego rodzaju kukurydzy) oraz chilaquiles (nachosy wpiknatnej salsie pomidorowo-paprykowej). W tych dwóch przypadkachkupiłem akurat gotowce. Niemniej były całkiem niezłe
. A taksię prezentowały:
Pozole

Chilaquiles

Wspomniałem wcześniej równieżo Marquesitas. Tak wygląda wersja z serem żółtym oraz Nutellą 

Jeśli chodzi o lokalne trunki, otequili nie będę już nic mówić, bo to temat rzeka. Jest tychmnóstwa rodzajów, w różnych cenach. Do wyboru do koloru
.Jeśli chodzi o piwka, wiele osób kojarzy zapewne Meksyk z Coroną.Jednakże to piwo nie jest tu aż tak popularne, choćby dlatego, żejest stosunkowo drogie w sklepach. Jak dobrze pamiętam, to puszkawiększa (473 ml) chodziła w granicach 35-40 pesos, czyli około 8-9zł za puszkę. Znacznie tańsze i całkiem dobre w smaku są za tobardzo popularne tutaj Modelo, jak również Indio. Cena puszki 473 wsklepach typu Oxxo/7-Eleven waha się w granicach 20-25 peso, czylijakieś ok. 4 złote puszka
.

Jeśli ktoś myśli o typowymshoppingu w sklepach ciuchami, to ceny mają dość podobne jak wPolsce, niemniej bardzo wiele ciekawych promocji można spotkać. Samkupiłem kilka mocno przecenionych rzeczy, jak koszulę z ceną zbitąz 700 peso (160 zł) na 240 (55 zł), czy spodenki za 100 peso (ok.23 zł). Raz nawet w Google mignęła mi promocja na moje ulubioneVansy które przecenione były z 1200 peso (276 zł) na 599 (138zł), gdzie w Polsce na największych przecenach widziałem je za 230zł. Okazja piękna. Szkoda tylko, że ta opcja była tylko w sklepieonline, a ja to odkryłem dzień przed wylotem
.
Sklepów z pamiątkami na 5Avenue jest cały ogrom, a ceny giftów są bardzo różne. Jest teżsporo promocji typu kup 3 za cenę XX za jedno. Część takichpunktów to małe sklepiki, a część to duże – można powiedzieć– tzw. chińskie markety, w których wybór jest przeogromny. Wniektórych takich sklepach można też zobaczyć zabytki takie, jak…dawna bimbrownica do tequili
]
Jedną z lokalnych atrakcji jestrównież wyspa Cozumel, na którą ostatecznie nie płynęliśmy.Jest natomiast dogodny transport w to miejsce. Z portu przy 5thAvenue promy odpływają średnio co 2 godziny, czas podróży wynosiokoło 40-50 minut. A tak się prezentuje port i jego okolice.




Gdyby ktoś chciał się skusićna spotting, to nieopodal portu jest małe lotniska GA, gdzie ruchjest całkiem spory. Ja jednak nie miałem okazji się tam zatrzymaćz aparatem. Trudno, innym razem
.
Co ciekawe, nie wiem jak w innychmiejscach w Meksyku, niemniej w Playa del Carmen nie istnieje cośtakiego jak system kanalizacji (ewentualnie takowy mają najwyżejjakieś duże hotele). W jaki więc sposób dostarczana jest woda dobudynków? Bardzo proste. Za pomocą cysterny która w razie brakówwody przyjeżdża i uzupełnia stan magazynowy
.

Jeszcze kilka zdjęć z tejczillowej części wyjazdu:











13.02
Niemal dwa tygodnie wycieczkiniestety bardzo szybko mijają i czas powoli szykować się dopowrotu. Dzień wcześniej zrobiłem odprawę online (w KLM można jązrobić na 30h przed wylotem). Również tym razem fajnie się udaje.Dostajemy miejsca 32J i 32K, więc również przy oknie, tylko tymrazem po prawej, ciut bardziej z przodu. Na odcinek AMS-WRO dostajemyz kolei miejsca 16D i 16F. No cóż, nie będę polemizować zsystemem, biorę to co jest, bo jest ogólnie spoko
.
Wylot mamy o 17:05, więcwstajemy wcześniej niż zwykle, wykorzystujemy jeszcze poranek iidziemy na godzinę pożegnać się z plażą.




Wracamy do apartamentu, żeby siędo końca dopakować. Jeszcze po drodze robi się mała drama, gdyżmój bagaż rejestrowany jest za ciężki o 1,5 kg, ale szybko udajesię uratować sytuację przepakowaniem paru rzeczy do plecaka
.Około godziny 13 wychodzimy, łapiemy taksówkę, których w okolicyjest multum, żegnamy się z rodzicami i ruszamy na lotnisko. ŻegnajPlayo, liczę że jeszcze tu wrócę
.



Droga na lotnisko mija dośćszybko, bo po 40 minutach jesteśmy na lotnisku. Miła pani podwozinas pod sam terminal 4, z którego odbywają się wyloty KLM do AMS.Za ten przewóz wychodzi 1000 peso, czyli około 230 zł. Nie jestźle w porównaniu do autobusu.
Na lotnisku jesteśmy niedługoprzed 14, więc jakieś 3h przed wylotem. Kierujemy się więc odrazu do odprawy. Tam okazuje się jednak, że zawieszki na bagażmusimy sobie wydrukować sami w automatach samoobsługowych. Zajmujeto krótką chwilę, po czym idziemy zdać bagaż, następnie dokontroli bezpieczeństwa, która mija całkiem szybko i przechodzimydo hali odlotów. Okazuje się jednak, że na tablicy odlotów gate’yprzydzielane są dopiero niedługo przed wylotem. Siadamy więcgdziekolwiek i śledzimy tablicę od czasu do czasu.
W końcu jakieś niecałe 2hprzed wylotem podają Gate 63. Ja jednak odkrywam ten fakt wcześniejwidząc po prostu, do którego podjechał nasz Dreamek :P . Trzebawięc kawałek przejść.


Dzisiejszy rejs KL690 obsłużyokoło 5,5-letni Boeing 787-9 o znakach PH-BHP o równie ładnej jakDreamek do CUN nazwie „Tulp” (tulipan)
.

Czas szybko mija i około godziny16:05 rozpoczyna się boarding. Dla naszej strefy nr 4. zaczyna sięjednak dopiero 16:25. Co ciekawe, w CUN nie wzywa się po kolei dotego samego wyjścia. Jest tu bowiem kilka wejść i każde jest dlaposzczególnych stref. Ustawia się więc kilka kolejek. Boardingidzie całkiem sprawnie i około godziny 16:40 siedzimy już naswoich miejscach. LF na dzisiejszym rejsie jest spory. Jeśli sąjakieś miejsca wolne, to pojedyncze.

W momencie wypychania witamy sięz A330-300 Discover, który z lekkim spóźnieniem przyleciał z FRA.

Chwilę po godzinie 17:00rozpoczynamy kołowanie i jedziemy powolutku do pasa 30L. Trwa tojednak dość długo, bo niemal pół godziny. Powodem jest bardzoduży ruch – przed nami startuje i ląduje około 10 samolotów.Również za nami całkiem spora kolejka
.

O godzinie 17:36 wreszciewjeżdżamy na pas, rozpędzamy się i niemalże po oderwaniu się odziemi kręcimy w prawo, żeby obrać odpowiedni kierunek lotu.

20 minut po starcie dostajemy pobutelce schłodzonej wody, jak również ręczniki odświeżające.Podczas boardingu siedząc przy oknie od strony słońca było mitrochę duszno, więc można powiedzieć, że trafili w moje potrzeby
.

Jako, że w Meksyku była jużniemal godzina 18:00, to i niedługo po starcie szybko zaczyna sięściemniać i nachodzi zachód słońca. Piękne widoczki

Około godziny po starcierozpoczyna się serwis i wszyscy dostajemy kolację. W standardowymmenu do wyboru jest kurczak albo jakiś wegetariański makaron. Jabiorę kurczaka. Dostaję kurczaka z ziemniakami Purée i cukinią,bułkę, do niej serek (coś się tu nie uchwycił), ciastko a’lasernik oraz fasolę z kukurydzą. Wszystko smaczne
.

Po kolacji przychodzi porapoobczajać sobie system rozrywki. Ja oczywiście znowu obczajam gryoraz mapę i parametry lotu
.


Trzeba przyznać, że tooświetlenie w kabinie 787 faktycznie robi wrażenie
.

Niedługo po kolacji gaszone sąświatła w kabinie. Pora spać
. Ja w samolocie nigdy nieumiem spać, do tego mój fotel okazuje się być uszkodzony(poluzowana regulacja oparcia oraz luźny podłokietnik). No cóż,to będzie długa noc
.

Około 2 godziny przed planowanymlądowaniem włączone zostają ponownie światłą w kabinie ipowolutku rozpoczyna się rozdawanie śniadania. Tym razem dostajemyowoce, dobry jogurcik brzoskwiniowy bodaj oraz ziemniaki z sosempomidorowym i… właśnie, to na pierwszy rzut oka wyglądało naser pleśniowy, ale okazało się, że to omlet ze szpinakiem. Niepowiem, lubię omleta ze szpinakiem, ale sery pleśniowe bardziej,więc leciutko się zawiodłem
.

Również na zewnątrz robi sięcoraz jaśniej.

Około 7:40 rozpoczynamyzniżanie. Kapitan informuje nas, że pogoda w AMS nie jestnajlepsza, jest pochmurno, mrzawka. Już z góry widać, że chmurybardzo nisko wiszą. Dlatego też dopiero kilka minut przedlądowaniem wchodzimy w te najgęstsze chmury. Ogólnie samopodejście do lądowania mało przyjemne. Widoczność marna, pada,trochę jeszcze trzepie. W końcu o godzinie 8:12 (18 minut przedczasem rozkładowym) meldujemy się na pasie 18R.

Jeszcze kołujemy trochę czasu,w zasadzie prawie całe lotnisko, więc na stanowisko postojowedocieramy dopiero po około 20 minutach.

Opuszczamy samolot i udajemy sięod razu do pirsu B, z którego ma odlatywać nasz samolot doWrocławia. Po drodze parę fotek lotniska.



Po drodze przechodzimy jeszczeprzez kontrolę bagażu podręcznego oraz laserowy wykrywacz.Pierwszy raz mierzę się tą nową technologią, ale debiut udany,nic u mnie nie wykrywają
. Teraz jeszcze kontrolapaszportowa i możemy udać się do miejsca docelowego, a konkretniejpod bramkę B4. Jest to jeden z kilku gate’ów zlokalizowanych naparterze. Co za miejsce, jeden sklepik, nic więcej
. Tuprzeczekujemy te niecałe 4 godziny, bo co tu robić.

Około 11:40 rozpoczyna sięboarding, który idzie naprawdę sprawnie, gdyż już po kilkuminutach mogą wchodzić paxy ze strefy 4. Wsiadamy w pierwszy zdwóch autobusów, które podwożą nas do samolotu. Na przywitaniezałoga rozdaje po kostce czekolady z okazji walentynek (zdjęcia niemam, bo zjadłem, zanim się w ogóle boarding skończył
). Dzisiejszy rejs obsłuży weteran wśród wszystkich dotychczasodwiedzonych w tej podróży maszyn, a konkretniej 14-letni Embraer190 o znakach PH-EZL. Widać jednak, że przeszedł retrofit, mafajne, nowiutkie fotele, więc wcale nie wygląda na najstarszego.Ba, wygląda młodziej niż 7-letni PH-EXH ze starymi fotelami,którym lecieliśmy na odcinku WRO-AMS.


Boarding przebiega sprawnie, jakrównież wszystkie kolejne procedury. Kołujemy kilka minut na pas18L i startujemy o godzinie 12:17. Po oderwaniu od ziemi dość mocnosię wznosimy, dzięki czemu w zasadzie w minutę przebijamy sięprzez pierwszą warstwę chmur.

Przyznam szczerze, że jestemmega zaskoczony ilością miejsca na nogi. Jest go najwięcej zewszystkich dotychczasowych lotów. Cienkie fotele robią jednak swoje
.

Około 25 minut po starcie,niedługo po osiągnięciu wysokości przelotowej, rozpoczyna sięserwis. Każdy dostaje znów pyszną kanapkę z dobrym białymserkiem i coś do picia. Ech, to winko mnie bardzo posmakowało
.

No i pogoda na zewnątrz całkiemładna. Idealnie do winka
.

Obłożenie na dzisiejszym rejsiejest całkiem dobre. Na oko 70-80% miejsc zajętych. Gorzej z przodu– tam może z 50-60%.

Lot AMS-WRO jest bardzo krótki,w związku z czym chwilę po zjedzeniu zaczynamy zniżanie, tylkorobimy to dość powoli.

Dolatujemy nad okolice Kobierzycpod Wrocławiem, robimy jeszcze kółko, jako że będziemy lądowaćod wschodu i powoli ukazują się za oknem znajome widoczki, jakrównież moje osiedle
.



W końcu o godzinie 13:27 siadamydość spokojnie na pasie 29, tym samym meldując się we Wrocławiu23 minuty przed planem.
kołujemy jeszcze szybciutko doterminala i czekamy do wyjścia.

widać, że sporo miejsca międzyfotelami
.

Po kilku minutach opuszczamypokład i udajemy się po odbiór bagażu.

Przy odbiorze okazuje się, że oile przed wylotem z CUN rączka od walizki była polowicznieprzyczepiona (drugi uchwyt się urwał), o tyle do Wrocławia bagażdoleciał już w ogóle bez rączki. Ech…
W każdym razie bagaże dostajemycałkiem szybko i łapiemy się jeszcze na kurs wyjeżdżający o14:01 linii autobusowej 106 do centrum
.

po niespełna 40-minutowejpodróży odprowadzam babcię na dworzec i sam udaję się do domu,żeby się rozpakować, zrobić zakupy i inne kwestie. Terazpozostaje odpowiednio rozplanować spanie, bo już kolejnego dniaplanuję na 7 rano iść do biura. Zastanawiam się tylko, czy niewstanę o 6, ale czasu meksykańskiego, czyli o 13:00
.Jetlag udaje się jednak niemal w pełni opanować, chociaż ciutkęsię zaspało i pracę zacząłem 40 minut później niż chciałem
.
Podsumowując, KLM wydaje siębyć naprawdę fajną opcją na dłuższe podróże. Ceny biletówpodobne do LH (choć my zapłaciliśmy kilkaset na osobę mniej odsiostry i szwagra), a serwis – przynajmniej według relacji rodziny– znacznie lepszy. Jedzenie na każdym odcinku bardzo dobre,wszystko punktualnie, darmowe Wi-Fi w Dreamlinerze przez cały lot dopisania na Massengerze/Whatsapp (pełny internet na cały lot za 18ojro, czyli też przystępna kwota), napoje (w tym równieżalkohole) bez limitu.
Od siostry słyszałem za to omałej ilości miejsca na nogi w Discover, okropnym jedzeniu ipłatnych alkoholach. Wiem jednak, że ona jest bardziej wybredna odemnie, dlatego nie zamierzam tutaj mówić, jakoby według mnie KLMmiał być lepszy od Lufthansy, nie mając porównania „na własnejskórze”. Mogę jedynie powiedzieć, że oferta przez AMSprezentuje się naprawdę dobrze i mogę polecić
.
Niestety zdjęcia wrzucałem bez obrabiania, bo nie za bardzo jest kiedy to zrobić, już relację pisałem przy wolnych okazjach
.
Jeśli chodzi o Meksyk, to pod wieloma względami wrażenia zbieżne z tym, co o tym krajuwielokrotnie słyszałem. Nie zmienia to jednak faktu, że urlop wtym miejscu będę bardzo fajnie wspominał i myślę, że bardzochętnie jeszcze tam wrócę
.
Na koniec mały bonus w postaciwiersza (a w zasadzie jego przeróbki), jaki mi mój team w pracy napowitanie podarował. Powroty są zawsze smutne, ale myśl ozobaczeniu z powrotem takich ludzi zawsze jakoś ten smutekneutralizuje
.

Dziękuję za uwagę każdemu,kto przetrwał do końca tych moich wypocin
.
-
Gratuluję fajnej podróży i życzę dalszych.
Nie dałem rady całej przeczytać, bo połykasz spacje.
To nie jest krytyka tylko zachęta - sam często połykam ale chyba pierwszy raz
dotarło do mnie, jak trudno się czyta taki tekst.
Życzę nam obu więcej precyzji w używaniu spacji i serdecznie pozdrawiam.
pozdrawiam
jtf2

-
Uprawnienia umieszczania postów
- Nie możesz zakładać nowych tematów
- Nie możesz pisać wiadomości
- Nie możesz dodawać załączników
- Nie możesz edytować swoich postów
-
Zasady na forum
Zakładki