Łódzkie lotnisko traci połączenia i pasażerów
Agnieszka Jasińska
2009-10-20 04:07:23
Biura podróży już drukują katalogi na przyszłoroczne wakacje.
Większość we wrześniu zakończyła negocjacje z hotelarzami, przewoźnikami i portami lotniczymi. Jakie czartery wylecą latem z łódzkiego portu lotniczego? Tego nikt nie wie. Władze lotniska przyznają, że dopiero prowadzą rozmowy w tej sprawie. Przez ich opieszałość możemy zapomnieć o wylotach z Łodzi do popularnych miejsc na świecie. Turyści mogą być zmuszeni do bezsensownych podróży na warszawskie Okęcie czy do katowickich Pyrzowic.
- Czarterami pochwalimy się, jak zakończymy negocjacje - mówi Katarzyna Dobrowolska, rzeczniczka Portu Lotniczego Łódź im. Władysława Reymonta. - Szef naszego biura podróży jest teraz w Izraelu. Do sprawy czarterów wrócimy po jego powrocie.
O tym, że nie jest to właściwa pora na negocjacje, bo trzeba to było zrobić wcześniej, przekonuje Kinga Fromlewicz biura podróży Rainbow Tours. - Za dwa tygodnie pojawią się katalogi z ofertą wakacyjną. Wszystko jest u nas dopięte na ostatni guzik - mówi Fromlewicz.
Nikogo nie powinny więc dziwić statystyki Urzędu Lotnictwa Cywilnego za II kwartał 2009 r. Łódzkie lotnisko obsłużyło w tym czasie 58 tys. pasażerów. To aż o 30 proc mniej niż w analogicznym kwartale 2008 roku. - Winy należy upatrywać w likwidacji połączeń do Rzymu i Paryża oraz czasowego zawieszenia lotów do Edynburga i Shannon - mówi Leszek Krawczyk, prezes naszego portu lotniczego. - Poza tym za mało łodzian lata samolotami.
Podczas gdy na łódzkim lotnisku ubywa pasażerów, w Rzeszowie, Bydgoszczy i Poznaniu jest ich coraz więcej. Skąd ten paradoks? - To małe lotniska. Jak się nie ma nic, to łatwo uzyskać duży przyrost procentowy - tłumaczy Krawczyk.
Wyniki łódzkiego lotniska mogą być jeszcze gorsze. Wszystko wskazuje, że stracimy kolejne połączenia. Prezes lotniska nie kryje, że na pokładzie samolotów do Kopenhagi czy Wiednia lata często po 3-4 pasażerów. - Lotnisko musi dokładać do takich połączeń ok. 200 tys. zł miesięcznie. Ze względów ekonomicznych rozważamy likwidację tych połączeń - mówi Leszek Krawczyk.
A miało być tak pięknie. Kiedy startowały połączenia do stolicy Austrii, Wiedeń miał być dla pasażerów z Łodzi przystankiem na świat. Dlaczego tak się nie stało? - Wiedeń rzeczywiście jest punktem przesiadkowym. Niestety, bardzo drogim - mówi jeden z pracowników łódzkiego lotniska. - Gdybyśmy mieli połączenie z Monachium albo Frankfurtem, sytuacja wyglądałaby lepiej.
O tym, że łodzianie chętnie latają do Frankfurtu czy Monachium i tam przesiadają się na dalsze połączenia, przekonuje Andrzej Szulc, dyrektor Bis Lufthansa City Center w Łodzi.
- 80 proc. biletów lotniczych, jakie sprzedajemy w Łodzi, to bilety właśnie w te miejsca. Oczywiście z Warszawy, bo z Łodzi nie latają tam samoloty - podkreśla.
Spadek liczby pasażerów i połączeń pociąga za sobą straty finansowe, jakie co roku przynosi łódzkie lotnisko. Planowane przychody na ten rok wynoszą 11,5 mln zł. Tymczasem zaplanowane wydatki sięgają 30,6 mln zł. Podobnie było w zeszłym roku. W 2008 r. lotnisko miało 8 mln zł przychodów, natomiast koszty przekroczyły 26 mln zł. Czemu jest tak źle?
- Problem leży przede wszystkim w złym zarządzaniu. Łódzkie lotnisko ma ogromne możliwości. Potrzeba jednak wybitnych specjalistów, którzy będą nim zarządzać. A takich niestety brakuje - mówi prof. Stefan Krajewski, szef Instytutu Ekonomii Uniwersytetu Łódzkiego.
- Władze lotniska powinny zadbać o nowych przewoźników i rozwój rynku czarterowego. Inaczej nie możemy liczyć na poprawę sytuacji finansowej - dodaje były pracownik lotniska.
A może lotnisko w Łodzi w ogóle jest niepotrzebne, skoro pasażerowie zmuszeni są jeździć na Okęcie, tracąc nawet trzy godziny na dojazd?
Zakładki