Chciałem zamieścić w dziale warsztat, przez pomyłkę zamieściłem tutaj.
Można to jakoś zmienić ?
// przeniesione - na przyszłość takie posty czy wątki najlepiej zgłaszać moderacji używając funkcji raportowania
Korzystając z resztek wolnego czasu, chciałem na szybko skleić jeszcze jednego malucha.
Wypraski wyglądają przyzwoicie, sporo części, owiewka bardzo ładna i przejrzysta.
Powierzchnie dość szczegółowe jak na 1/144. Linie podziału mało delikatne.
W kokpicie dodałem trochę szczegółów. Dorobiłem pasy z taśmy, ekrany i uchwyty katapultowania,
na których próbowałem pomalować czarne paski na żółtym. Nie dałem rady.
Chociaż instrukcja nic nie mówiła, na wszelki wypadek dodałem obciążenie. Mam nadzieję, że wystarczy.
Zrobię też opuszczony hak.
Wnęki podwozia były puste, spróbowałem dodać kilka szczegółów.
Wydawało mi się, że przy tak małej skali i tak małym modelu, nie da się wzbogacić podwozia.
Zrobiłem golenie z igły do zastrzyków, ale w przednim zapomniałem zamaskować i z rozpędu zamalowałem.
W przednim podwoziu dodałem siłowniki z przewodami hydraulicznymi obracania przednich kółek, przewód hamulcowy i światła.
Oryginalne wzmocnienia zastąpiłem zrobionymi z cienkiego plastiku z powierconymi otworami, żeby były delikatniejsze.
W tylnym dodałem przewody hamulcowe i jakąś rurkę z drutu 0,1 mm, ale nie zrobiłem zdjęć.
Gotowe wrzucę w weekend.
![]()
Chciałem zamieścić w dziale warsztat, przez pomyłkę zamieściłem tutaj.
Można to jakoś zmienić ?
// przeniesione - na przyszłość takie posty czy wątki najlepiej zgłaszać moderacji używając funkcji raportowania
Ostatnio edytowane przez hawky ; 17-03-2021 o 00:15
Kurczę alibaba, obserwuję już którąś z rzędu twoich prac w tym roku i powiem ci, że... level MASTER. Serio, mega szacun. Jak sobie wspomnę jak za nastoletnich czasów robiłem modele Revella (głównie pasażerskie z 1:144), a nawet jednego A380 sobie kupiłem z 2-3 lata temu i myślałem że jestem super bo nawet fotele pomalowałem na kilka kolorów to teraz mi wstyd![]()
Kitenation dziękuje za słowa uznania, to bardzo miłe z twojej strony, ale przeceniasz moją pracę. Jak zakładam szkła do pracy przy modelach, widzę wszystkie niedociągnięcia, tu niedomalowane, tam niedoszlifowane, krzywo, trochę niechlujnie. Jednak jak założę okulary tylko do czytania, to mam pewną satysfakcję z oglądania tego, co zrobiłem. Mam zamiar spróbować jeszcze zbudować dwupłata w 1/144 (z takielunkiem).
Daleko mi do mastera. W internecie trafiłem kiedyś na model śmigłowca wielkości paznokcia, wyglądał obłędnie (chyba jako wyposażenie jakiegoś okrętu). To jest mistrzostwo.
No nie wiem, to co widziałem w wątku o fockewulfie, w tym pojedyncze gajgery w kokpicie, pasy pilota, instalacje samolotu, miazga. Zreszta tutaj to samo - pasy... kiedyś kleilem fightera w 1-144 to miałem problem żeby kół nie pogubić i nie połamać paluchami goleni wycinając je z wyprasek. Z ciekawości, po co kupujesz elementy z żywicy? Rozumiem ze są duzo dokładniej odwzorowane? Czy może lepsze w obróbce, bo na przykładzie silnika widziałem, ze w twojej ocenie ta żywica to i tak paździerz do grubego dopracowania?
Żywice ogólnie są bardziej szczegółowe, w niektórych modelach nie ma silnika, a chcesz pokazać, więc dodajesz żywicę. Fotele warto wymienić, żywiczne są o wiele dokładniejsze (zwłaszcza te wyrzutowe) a koszt nieduży. Są różni producenci, jedne żywice są lepsze inne gorsze. Problemem jest też dopasowanie ich do modelu. Często trzeba coś poprawiać.
Niektóre silniki mają komplet drucików czy blaszkę np. z instalacją inne nie.
Nie mam z nimi dużego doświadczenia, dopiero zaczynam.
Najnowsze modele są tak dopracowane, że na dobrą sprawę żywice nie są potrzebne ew. jakieś niewielkie dodatki.
Niedawno kupiłem gałki i inne drobiazgi żywiczne do kokpitów. Jak przyjdą, wrzucę kilka zdjęć.
Oj wcale nie przecenia, ja z każdym Twoim postem zbieram szczękę z podłogi i zawsze z ogromną fascynacją i nieustającym podziwem oglądam Twój warsztat. Największe chyba wrażenie na mnie robi to jak dorabiasz całkiem samodzielnie niewielkie elementy, te wszystkie druciki, nitki (silnik w C.R.42!).
Frik, dziękuję bardzo. Cieszę się, że jest kilka osób, którym się to podoba.
Czuję się zobowiązany wrzucić następne zdjęcia.
Widziałem w internecie, jak pewien zawodowiec robił bieżnik na oponach.
Chciałem spróbować. Nie byłem pewien, czy nie zepsuje kół. Są bardzo małe, zwłaszcza przednie (mają ok. 2,5 mm).
Też mi co chwila wypadały z paluchów i musiałem ich szukać z nosem przy podłodze.
Okazało się, że na wykałaczce dość łatwo jest ustawić kółko. Można też oszlifować oponę i nadać jej lepszy kształt.
Naciąłem kilka rowków. Nawet fajnie się to robi, trzeba tylko pewnie trzymać nożyk i bardzo delikatnie zbliżać.
Trudno zachować równe odstępy, bałem się głęboko nacinać i słabo widać.
Z przednimi było gorzej. Otwory nie były na środku i miały bicie. Rowki nie nacięły się na całym obwodzie.
Tak wyglądają po malowaniu i zapuszczeniu łosza. Opony malowałem kilka razy matowym lakierem, niestety nadal trochę się świecą.
Spróbuję jeszcze raz i coś zrobię z bieżnikiem, żeby był lepiej widoczny.
Samolot przygotowany do malowania i presadingu.
Spróbowałem zrobić pisakiem Tamiya z farbą. Nie nadaje się. Taki jest efekt.
Po pomalowaniu wyglądało fatalnie, niestety zapomniałem zrobić zdjęcie.
Zamalowałem cały samolot i od nowa zrobiłem aerografem.
Farba, którą malowałem, (sky grey Tamiya) słabo kryje i w połączeniu z preshadingiem z pisaka miałem problemy z uzyskaniem odpowiedniego krycia.
Efektem jest gruba warstwa farby na samolocie. Preshading mogłem zrobić jaśniejszym kolorem. Wszystko przez pośpiech.
Położyłem pierwsze kalkomanie.
Jeszce zbiorniki paliwa i rakiety, a na koniec łosz. Zamierzam zrobić olejną farbą, pierwsze próby już zrobiłem.
Zdjęcia następnym razem.
Give Me more![]()
A skąd Ty tak duże zapałki bierzesz??
A poważniej - super robota!
Pozdrawiam!
Piotr
Bedrzich, nie wiedziałem, że tutaj zaglądasz. Bardzo się cieszę i dziękuję.
Spróbuję poszukać mniejszych zapałek, może mają w Biedronce.
Od takiego małego lotnictwa zacząłem no i szukam inspiracji coby swój stosik popchnąć...
Pozdrawiam!
Piotr
Są takie duże zapałki do świeczek. Ale przypuszczam że na potrzeby zdjęć Autor wątku używa zapałek klasycznych/standardowych.
Co do roboty - też szczerze podziwiam: pewną rękę, i cierpliwość. Co może budzić obawy, to stan (po pewnym czasie) kręgosłupa i wzroku (kolejność do ustalenia)...
A swoją drogą, nawet nie wiedziałem że są modele takich "małych" samolotów (no dobra, 15 m x 11m to jednak trochę jest) w skali 1:144; że ta skala funkcjonuje dla pasażerskich to oczywiście tak. (Chociaż kiedyś sklejało się w skali 1:100...) Inna rzecz że dekady już temu przeszedł mi koło nosa model Galaxego w skali 1:72 (!!) (Revell); ale potem przyszła i refleksja: gdzie bym go umieścił po sklejeniu?... (Może można było skleić tylko z jednym skrzydłem! Tyle że to by dawało tę odpowiedź tylko w jednym wymiarze...) Oczywiście nawet bym nie próbował porównywać mojego "warsztatu" z tym co opisuje Autor wątku - jeszcze raz chapeau-bas!
PS. Modelu wahadłowca w skali 1:72 też wtedy nie kupiłem. Cóż... (Ale 1:144 tak.)
Ostatnio edytowane przez Czterosilnik ; 23-03-2021 o 20:53
Dziękuję czterosilnik, będąc po 50-ce wzroku za bardzo już nie popsuje
Co do wielkości modeli, główną zaletą 1/144 jest to, że można ich więcej na półce upchnąć i mniej czasu zajmują.
Chociaż na kupce mam też 1/48 i 1/32, na razie ćwiczę na tych za kilkadziesiąt złotych. Szkoda by było zepsuć drogi, ładny model.
Przy okazji parę zdjęć.
Malowałem dysze kilka razy różnymi metalizerami. Efekt był niezadowalający.
Krawędzie przetarłem suchym pędzlem (aluminium). Zdjęcia z telefonu i kiepskie światło zniekształcają trochę kolory.
Jeszcze popracuję nad tym. Chcę uzyskać przebarwienia.
Zbiorniki paliwa udało mi się pomalować.
Rakiet nie pomalowałem. Zepsuł mi się aerograf. Od dłuższego czasu coraz gorzej mi się malowało.
Aerograf pluł i nie mogłem dobrać gęstości farby. W końcu iglica z dyszy wylazła na jakiś centymetr.
Wlewy plastiku w rakietach zrobione są trochę w gó....nianym miejscu. Nie idzie pozbyć się resztek wlewu bez szkody dla rakiety.
Łosza położyłem, a jakże. Pierwsza próba wycierania pokazała, że za świeży.
Odłożyłem model na parapet. Było zimno na zewnątrz , włączyło się ogrzewanie w domu i wysechł dziwnie szybko.
Nie dało się ścierać na sucho.
Zapakowałem narzędzia i samolot do pracy. Wyjeżdżam na tyle daleko, że nocuję w hotelu.
Zamiast wieczorem pić i oglądać telewizję, zajmuje się samolotami.
Dzisiaj przy pomocy chemii zacząłem zmywać olejną farbę. Za bardzo uciapałem ten model, powinienem mocniej rozcieńczyć farbę.
Chyba uratowałem samolocik, ale ułamałem sondę do tankowania. I tak długo przetrwała.
Z niektórych linii całkiem wytarłem łosza. Będę musiał w domu poprawić. Chyba nie skończę w ten weekend.
Kupiłem nowy aerograf, jak wrócę, wypróbuję na rakietach. Ponieważ mają być białe, spróbuję zrobić na nich preshading.
Podobno można malować nim kreskę 0,5 mm. Może uda się dysze urozmaicić.
Mega fajnie to wygląda.
Mi się od bardzo dawna marzy 737 NG ale w skali 1:72. Nie ma ich za dużo. Widziałem że BPK coś takiego zrobił ale w b. krótkiej serii i nie idzie dostać. Poza tym z moim skillem to szkoda modelu. Nie zmienia to faktu, że marzy mi się taki pięknie zrobiony na półce![]()
Jeśli chodzi o 737-800 1/72 to jest w jednym ze sklepów, ale ponad 400 zł kosztuje.
W malowaniu Qantas. Drogi model, szkoda zepsuć. Na Twoim miejscu kupił bym jeszcze Zvezdę za 80 zl i na niej próbował.
Podpatrz wcześniej trochę w internetach jak inni to robią i do roboty. Satysfakcja po skończeniu gwarantowana.
Ważne, żebyś sklejał bez pośpiechu i wcześniej spróbował różnych „zabiegów” na mniejszym.
Nie jesteś w tym osamotniony.
Ale jednak trzeba go bardziej szanować.
No dobra, wiem, wszystko teraz drukują mniejszymi literami, a i żarówki (czy co to tam teraz) jakoś słabiej świecą...
Nieraz się zastanawiam co do skali właśnie: mniejsza skala to pewnie mniej części (ogólnie) w modelu - ale wymagają od modelarza większej precyzji.
Z kolei, względem tego co piszecie o modelach w większej skali: dlaczego łatwiej jest je zepsuć? Hmm, na pewno trudno klei się te największe części, typu: połówki kadłuba (np. w modelach pasażerskich 1:100).
Myślę o takich skalach, a tak naprawdę w ogóle o powrocie do sklejania modeli, w kontekście czasu emerytury. (Pracę mam taką, w której jest sporo "dłubaniny", więc jako hobby warto szukać czegoś o innym charakterze.)
PS. A propos małych skal: w latach 70-tych były takie fajne modele Mikro. Przyznam że nie wiem (nie pamiętam) w jakiej były skali. Wśród nich Łoś (siłą rzeczy troszkę większy w sensie metrycznym).
Ostatnio edytowane przez Czterosilnik ; 24-03-2021 o 16:53
Nie to, że łatwiej zepsuć, ale większy samolot wymaga więcej pracy i jak coś się nie uda, szkoda tego czasu. Wyprasek, jak ładne, też szkoda, no i pieniądze trochę większe. Niektóre modele mogą kilka stów kosztować.
Łatwość sklejania bardziej zależy od jakości modelu i (nie wiem jak to określić) inżynierii zestawu. Na pewno dwupłata na początek bym nie polecał, mały samolot to kłopot z małymi częściami. Na początek wziąłbym coś dobrej jakości, mało skomplikowanego.
Przed zakupem proponuję zrobić rozeznanie co do samolotu, który chcesz budować. Tu jest dobra strona, gdzie znajdziesz większość modeli. Możesz zobaczyć, kiedy był pierwszy raz wypuszczony (niektóre mają pół wieku), czy jest to przepak innej firmy, czy nowe wypraski i przeczytać recenzje na temat większości modeli.
https://www.scalemates.com/pl/
Skalę bym dostosował do tego, jakie samoloty chcesz sklejać. Mam modele w skałach od 1/32 do 1/200, od I WŚ do czasów współczesnych, od pasażerskich po małe treningowe czy dyspozycyjne.
Czasami mnie poniesie przy zakupach i mam wyrzuty sumienia, tłumaczę sobie, że to odkładanie na emeryturę. W końcu nie będę musiał wydawać pieniędzy na modele.
Zakładki