1 czerwca 2010 g. 16:00
przez
w dniu 01-06-2010 o 18:20 (3917 Odsłon)
Juz poznym wieczorem przesunieto start o nastepna godzine. Umowilem sie z zaloga aby spala spokojnie a jak sie dowiem o ktorej napewno lecimy to ich obudze. Wszyscy sie zadeklarowali ze od telefonu do wyjscia potrzebuja 30 minut. Jescze bylo ciemno kiedy przyszedl sms z Opsow ze start bedzie o 7. Potem byly juz tylko telefony. Wreszcie moglem oficjalnie dac znac szefowi pokladu ze lecimy. Zadzwonil pare minut pozniej ze nie moze dodzwonic sie do jednej z dziewczyn. Powiedzialem ze moze tak mocno spi ze nie slyszy telefonu. Po chwili slyszalem dobijanie sie do pokoju obok i nastepny telefon ze jednak Basi nie ma. Hmmm... Czas poprosic o pomoc hotel. Znow telefon od Romka ze Basia czeka na dole juz od 5 rano - oczywiscie gotowa do lotu. Dojazd do lotniska to 3 minuty. Wizzy juz polecialy i terminal byl pusty. Wysiadamy z busa i widze ze Kirek stojac na dachu duzego samochodu dokreca ostatnie srubki przy panelu steru wysokosci. Reszta mechanikow wypisuje kwity i wszystko sprawdza. Samolot jest juz dotankowany na nastepny lot z Warszawy do Turcji. Leci tam cala zaloga poza mna. OFF to OFF - no prawie. Podpisuje kwity paliwowe i ogladam samolot. Widac ze hydraulika jest odlaczona bo wisza wszystkie "drzwi" przy podwoziu. Zadka szansa aby zobaczyc bebechy Benka. Rozmawiam z mechanikami. Poprzedniego wieczoru przylecieli Cessna - aby bylo szybciej. Zawsze mowilem ze GA (General Aviation) jest uzywane do celow o ktorych wiele osob nawet nie ma pojecia i ze wszystkie lotniska sa naprawde potrzebne. Nawet te najmniejsze.
Samolot zostal zamkniety juz wczesniej a obsluga naziemna poszla do swojej kanciapy. Papiery ktore trzeba zostawic na ziemi przed lotem wysylam "Air Mail". Po otworzeniu okna kulka poleciala w okolice osoby ktora przeprowadzala pushbackana. Czytamy check listy i wypychamy sie (pushback) pare minut przed czasem. Szynkie kolowanie do pasa 27. Po starie na 400 stopach skrecamy w prawo na pierwszy punkt trasy. Szybko wchodzimy na FL200 a ATC (Air Traffic Control) daje po prostej na Linin (LIN) radiopomoc ktora jest na przedluzeniu pasa 33 w WAW. To dobrze bo nowy RNAVoski dolot na Okecie jest bardzo dlugi i moze nastapic przeklamanie kiedy trzeba rozpoczac znizanie a w tym przypadku wszystko wiadomo juz wczesniej. Na wysokosci przelotowej jestesmy tylko pare minut i juz wysokosciomierz rozpoczyna odliczanie do wysokosci lotniska. Pod nami wiele warst cienkich chmur. Lewym kciukiem naciskam czerwony guzik na wolancie i charakterystyczny dziek oraz czerwona wiadomosc na EICASie potwierdzaja wylaczenie autpilota. Najblizszy samolot przed nami jest w odleglosci prawie 40 mil. Przed piewsza warstwa chmur zmniejszam opadanie brzuchem szorujemy po mleku. Pare chmur jest lekko wystajacych akurat na tyle aby mozna bylo zrobic sobie maly slalom pomiedzy nimi. Zahaczenie o jedna z nich odczuwa sie jak przejechanie samochodem przez mala nierownosc. Wszystko co dobre niestety szybko sie konczy bo musimy sie dalej znizac. Peryskopowa! Wchodzimy tym razem w szarosc. Niewiele pozniej znow szorujemy po chmurach ale tym razem ogonem od dolu. Jeszcze pare warstw i widac zamglona ziemie. F/D (Flight Directory) mam wylaczone i mamy zgode na podejcie. Najpierw przechwytuje localizer a potem glide slope. Z tym pierwszym idzie dobrze ale juz glidepath szkoda gadac. Przynajmniej moge zademonstrowac na duzej wysokosci jak odchylka dwoch kropek na przyzadzie uruchamia przypomnienie "GLIDESLOPE, GLIDESLOPE". Potem juz pelna stabilizacja i mniej wiecej spokojnie do ziemi. Kiedy czlowiek jest zmeczony lepiej zostac na autopilocie. Musze sobie to czesciej powtarzac. Tego ladowani nie nagywalem ale to jest podejscie z poprzedniego lotu kiedy straszyli CAT II (Kategoria II ladowania w ILS).
http://www.youtube.com/watch?v=jKEwr0xgfK0
Samo ladowanie wyszlo chyba ok bo nie bardzo je pamietam. Pewnie Kirek bedzie je lepiej pamietal tym bardziej ze po ladowaniu zauwazylem ze nagrywal wszystko telefonem z jumpseatu. Szybkie pozegnanie i do domu. Sprawdzam nowy grafik. W tym miesiacu bylo bardzo wiele zmian. Zamiast 50 godzin bylo troche ponad 20. Loty byly odwolywane i zmieniane. Przez to nie moglem dojechac na slub kolezanki i pierwsza komunie dziecka znajomych. Zreszta inny kolega tez do mnie z kolei nie dojechal bo musial leciec... Szkolenia tez byly zmieniane. Zamiast byc szkolonym to szkolilem innych. Firma sie rozwija i mamy duzo nowych twarzy. Zobaczymy ile osob wszystko wytrwa i wejdzie "na linie". To nie jest latwy ani pro rodzinny kawalek chleba. W czerwcu latania jest duzo wiecej. Bede skakal po fotelach bo jest kapitan do wyszkolenia. Zawsze cos innego. Nawet mam lot na lotnisko na ktorym wczesniej nie bylem (Girona). Teraz znow jestem w KTW w drodze do Egiptu. Czas na relax przed lotem.
Wczoraj dowiedzialem sie o katastrofie Cirrusa. Jak zawsze niedowierzanie i wielki smutek. To najgorszy rok w lotnictwie jaki pamietam. Mam nadzieje ze to juz ostatni wypadek na bardzo dlugi czas...











