7 czerwca 2010 g. 00:03
przez
w dniu 07-06-2010 o 09:09 (4012 Odsłon)
Budzik zadzwonil nim obudzily sie blizniaki. Szybko i jak najciszej szykuje sie do paru dniowego wylotu. Wlasciwie to wiekszosc rzeczy i tak juz mialem spakowane wieczorem. Prysznic, mundur na grzbiet i ostatni lyk herbaty z prawie litrowego kubka. Zamykam drzwi za soba a w domu nadal bloga cisza. W drodze na lotnisko ogladam startujace samoloty szybko ginace w niskich chmurach. Dzieki dlugiemu weekendowi na drodze pusto dzieki czemu cala zaloga pojawila sie w crew roomie wczesniej. Drukujemy "papiery" kiedy w drukarce zabraklo tonera. Dobrze ze w drugim pokoju jest drugi komputer tez z drukarka. Przegladamy plany i ustalamy paliwo. Pogoda po trasie i w Hurgadzie dobra a NOTAMach (Notice To AirMan - ostrzezenia i rozne zmiany podane jako biuletyny) nic ciekawego co by nas tym razem dotyczylo. Przemieszczamy sie az po sam koniec terminalu gdzie mamy nasz gate do samolotu. Wreszcie wchodzimy na druga strone granicy tylko za pokazaniem ID i nie musimy wyciagac pasportow. Bardzo to skraca przejscie zalogi przez odprawe. Gdyby jeszcze znalezli pomysl na szybsze przejscie przez kontrole bezpieczenstwa... Mazenia to fajna rzecz... W gate'cie schodami w dol - do autobusu. Jeszcze pare minut i wreszcie jestesmy w "biurze". Samolot gotowy i zatankowany. Bierzemy paxow i o czasie wypychamy sie w kierunku pasa 29. Po starcie szybko w lewo i w chmury. ATC pomocne i trzeba przyznac ze ze wszystkimi ostatnio burzami nie mieli latwo. Wszyscy chcieli uciekac od nawalnic ktore zajmowaly dosc spora czesc nieba co prowadzilo do "korkow" ktore trzeba bylo rozladowac. Dzis rano w powietrzu korkow tez nie ma i szybko dostajemy zgode na koniec FIRu i nie tylko polskiego ale i slowackiego. Nad poludniowa polska juz pojawialy sie pierwsze CBki. Nie wrozylo to dobrze na nasz popoludniowy powrot do Katowic. Trasa jak zawsze prowadzila przez Rumunie i ulgarie ale pozniej zamiast Turcji byla Grecja. Chmury wszedzie do okola podobne i dopiero cos bylo widac nad morzem Egejskim. Nad Egipt wlecielismy daleko na zachod od Alexandrii. Pogoda boska. Ostre slonce, bezchmurne niebo a pod nami jasny piasek i woda w wielu odcieniach niebieskiego i blekitu. Troche tak jakby sie przejsc przy stanowisku sprzedajacym plyny do mycia... Pustynia tez ma rozne odcienie piasku od bieli po czerwien. Nad Nilem pod nami powoli wszystko szarzalo od pylu w powietrzu do tgo stopnia ze zamiast morza Czerwonego byl tylko niebieski pasek unoszacy sie w powietrzu. Do ladowania dostajemy wektory do pasa 34. Jak zawsze wieje ale bez porywow. Ponizej 12000 stop niezle telepalo ale blisko ziemi juz bylo lepiej. ILS jak po masle i szybko bylismy w "blokach". Kontrolerzy poinformowali nas ze stracili lacznosc z Europa i ze jezeli mamy slot to aby im dac znac. Ta.... Ide zatankowac i sprawdzic samolot. Kolo nas staje Tatarski Tu154. W wolnym czasie idziemy go sobie obejrzec. Ten egzemplarz w porownaniu z "naszymi" Tutkami (a wlasciwie juz tylko jedna) to byl obraz nedzy i rozpaczy. Nie pisze ze niebezpieczny ale stary i mocno zjechany. Kokpit tez zupelnie z innej epoki ale jak widac nadal da sie...
Pakujemy chlebodawcow i po pushbacku (wymagany z kazdego stanowiska - bo za to jest kasa) dlugie kolowanie spowrotem do pasa 34. Dostajemy zmiane trasy. W ruch ida mapy i sprawdzamy o co chodzi. Przypominam sobie ze kiedys podobnie nas zrobili jak jeszcze latalem w Air Slovakia. Po starcie w lewo kurs 273. Tym razem Nil byl lepiej widoczny. Piekne widoki az do Grecji i znow kiepsko. Jedynie co moglem pokazac pax przez okno z prawej strony samolotu to wyspe o wdziecznej nazwie Lesvos![]()
Na polnoc od Sofi lepiej. Dunaj pieknie widoczny ale juz przed Karpatami znow chmury ktore ciagnely sie az za Tatry. Pogode w Katowicach podawali jako piekna. Mile zaskoczenie. Niestety mamy druga kolejke do ladowania i ATC kae nam sie wychamowac do 220kts. Z ta predkoscia 757 wcale nie ma ochoty na znizanie i trzeba zjezdzac na speedbrakeach. Za to mamy dluuuuuuga prosta do ILS27. Do okola cumulusiki i boczny wiatr. Co chwila slonce kryje sie za chmurami. Raz lecimy spokojnie po czym nas dusi i znow wyplowa wyzej. Ladowanie do najlepszych nie nalezalo i paxy napewno wiedza ze sa na ziemi. Teraz czekamy na nastepna zaloge. Tak z dwie godziny. Wybralismy pokazanie zalodze samolotu z drugiej strony zamiast plombowania. Teraz do hotelu gdzie czeka na mnie kolega. Zostawiamy rzeczy w pokojach i idziemy do pobliskiej restauracji na relax. Przy milej rozmowie czas szybko plynie. Poniewaz w tamtej okolicy telefony nie maja zasiegu nic nam nie przeszkadza.
Wczesne popoludnie i czas na Girone. Na lotnisku od przedstawiciela dostajemy wszystkie papiery. Przedstawiciel jest Egipcjanem zamieszkalym w polsce ale dogadujemy sie po angielsku. Mamy tez slot. GRO to duza baza FR (Ryanair) w zwiazku z tym decydujemy sie wziasc tone paliwa wiecej gdyby trzeba byli na cos w powietrzy poczekac. Start tym razem z pasa 09. Dlugo lecimy po prostej za nim dostajemy skret w prawo w kierunku na Czechy. To przez szybowce dla ktorych wreszcie zaswiecilo slonce i zrobily sie noszace chmury. Czesi trzymaja nas nisko. Austriacy tez ale za to Wieden wyglada wspaniale Potem osniezone jeszcze Alpy a my nadal nisko. W okolo sporo samolotow w tym A380 EK (Emirates). Tego przynajmniej to widac z daleka. Wreszcie niedaleko Bolzano dostajemy wyzej. Pieknych widokow ciag dalszy. Jezioro Garda niedaleko Werony a dalek jezioro Como niedaleko Mediolanu. Nad Lazurowym Wybrzezem tez ladnie i Nicea widoczna jak na dloni. Na Marsylia dostajemy zmiane trasy. Znow szykamy wszystkiego palcem po mapie a potem zmieniamy ta wiedze w stukot palcy po klawiaturze FMSa. No i znizanie. Juz? Tak. Zerkamy na paliwo i wiemy ze nie jest dobrze. Nasze minimalne paliwo do ladowania to 3.5 tony. Z tym musimy odejsc na lotnisko zapasowe. Barcelone juz widzimy na przyzadach ale sytuacja glupia. To wszystko przez to niskie latanie. Teraz trzeba zaoszczedzic kazdy litr. Cost Index dostaje 0 ale kontrolerzy nas dziwnie spuszczaja i to my musimy utrzymac sami jak najmniejsze spalanie. Schodzimy 220 kts. Na szczescie mamy pierwsza kolejke. Przed nami startuje 737 Lotu. Przechwycenie localizera pod kontem prawie 90 stopni. Pogoda piekna ale zamiast napawac sie widokami pobliskich gor czesto zerkam na paliwomierze ktore znajduja sie nad moja glowa. Mglo byc lepiej.... ladowanie tz moglo byc lepsze ale przynajmniej zbiorniki poazywaly 3.6 tony paliwaUdalo sie. W okolo co chwila uwijaja sie 737 FR. Ide obejrzec i zatankowac naszego ptaka. No i jest maly problem... drabina jest za krotka. Paliwiaz nie moze dotrzec do zaworow. Dobrze ze dostalismy nastepnego slota. Uwijalismy sie jak moglismy i w slocie sie zmiescilismy. Start jak i ladowanie z pasa 20. Trasa odobna jak wczesniej tylko ze nad Alpami mamy zachod slonca. Na ziemi zapalaja sie swiatla i dzieki pogodzie i duzej wysokosci przelotowej (FL400) troche jakbysmy patrzyli sie na bardzo duza mape ze wszystkimi miastami i miasteczkami widocznymi jak na dloni. Wieden, Bratyslawa i lecimy pomiedzy Katowicami i Krakowem. Teraz blizej Kielc i mamy zgode na WAR - VOR w okolicach Puszczy Kampinoskiej. Wiemy teraz ze do ladowania bedzie napewno pas 11. Pare wektorow i lece dokladie nad swoim domem - na idlu oczywiscie aby nie obudzic dzieci. Jeszczeraz w prawo i juz widzimy swiatla pasa. Po ladowaniu i tak musimy odczekac trzy minuty za nim wylaczymy silniki wiec spokojnie toczymy sie prawie do konca pasa. Zegnamy pasazerow i zaloge pokladowa. Odbieramy nastepne papiery i tankujem samolot. Sam musze zamknac glowne drzwi 2L. Jest 23.00 kiedy znow sie wypychamy tym razem do pasa 15. Czas na Werone. Szybki start i lekki 757 az rwie sie do latania. W 20 minut osiagamy poziom FL400. O tej godzine ATC duzo pomaga choc pod nami ruch calkiem spory. Pogoda nadal nas rozpieszcza. W Weronie nawet wiatr nie wieje. Standardowo jestesmy trzymani wysoko z uwagi na Alpy i przechwytujemy scizke ILSa od gory. Predkosc Vref to tylko 108 kts. Po ladowaniu jeszcze dlugie kolowanie do konca pasa i na stanowisku juz na nas czekaja. Dzwonie do hotelu proszac o zabranie nas z lotniska. Sorry... ale nie mamy Was w planie... to czas na plan B. Operations??? Taxi o tej godzinie? Czas na plan C jak Czekanie. Dobrze ze mechanicy szybko sie uwineli z samolotem i to oni nas zabrali nas do hotelu. I tak nagle zaczelo sie juz robic jasno... Przed chwila przyszedl sms od OPSow ze samolot jest opozniony i prawie 1,5 godziny. Zdzemne sie i na lotnisko. Znow na pusto ale do domu to jakos bardziej z gorki. Szykuje sie szybki i spokojny lot do WAW. Pewnie wyladujemy okolo 7 rano. Jeszcze zostawimy papiery i spac. A po jutrze (a wlasciwie juz jutro rano) znow Egipt i Katowice.











