przez
w dniu 29-10-2010 o 22:58 (5075 Odsłon)
Odlot z Katowic o czasie. Pogoda ladna i nie rzuca. Niskie zmetnienie powietrza tylko pomaga w pokazaniu prawdziwej rzezby terenu. Gdyby powietrze bylo bardziej przejzyste zielen by sie zlewala i wszystko bylo by "wyplaszczone" a tak to widac kazda gorke. Na tle tego widac tez bardzo dobrze kazdy samolot ktory oczywiscie jest nad zmetnieniem. Z daleka obserwujemy ciemnego An-2 ktory powoli nabiera wysokosci ze skoczkami i tylko slonce odbija mu sie skrzydel.
Przelatujemy obok Wiednia, Zurychu i dalej w zdluz Alp. Co chwila mijamy samoloty lecace w poprzek gor. Niektore z nich ciagna smugi kondensacyjne a inne nie.

Jest tez Genewa na koncu jeziora i widoczna z powietrza olbrzymia fontanna tryskajaca z jeziora. Mt. Blanc mieni sie w jasnym swietle a my z daleka juz widzimy Pireneje. ATC kieruje nas prosto na Girone i odrazu na przedluzenie pasa. Jedyny feler to ze trzymaja nas wysoko i jeszcze kaza trzymac duza predkosc. Dzieki temu mozemy miec pierwsza kolejke do ladowania o ile sie wyrobimy z tej pozycji. "Can you make it from this position?" Szybka kalkulacja... jestesmy ponad 3000 stop ponad sciezka schodzenia i lotnisko widzimy coraz bardziej pod soba... "Affirm, We can make it from here" odpowiadamy. ATC daje nam zgode na podejscie z prostej. Hamulce aerodynamiczne, podwozie, klapy 1, klapy 5, klapy 15, klapy 20. Juz idziemy w lokalizerze i tylko glide slope przechwytujemy od gory. Chowamy hamulce, klapy 25 i klapy 30. Jest pelna stabilizacja.
Ladowanie dobre czyli samolot jest ok do ponownego uzytku. Toczymy sie do konca pasa i za follow me na stanowisko. Stoimy kolo Lotowskiego 737. Do okola pelno FRow.
Paxy out, tankowanie, paxy in. Jestesmy gotowi i... slot. Nic nam innego nie pozostaje jak czekac. Normalnie start wedlug slotu moze sie odbyc 5 minut wczesniej lub do 10 minut pozniej. Dodatkowo w zaleznosci od lotniska mozna odkolowac 10-20 minut wczesniej aby wyrobic sie o czasie do konca pasa. Okazuje sie ze wszedzie poza Girona. Tamtejsze ATC tego nie stosuje i musimy czekac na kolowanie na pare minut przed poczatkiem slotu a start nie wczesniej niz o slocie. Na pytanie dlaczego slyszymy "bo tak". Wreszcie mamy kolowanie. Najpierw pod gore.
Potem stajemy na malym szczycie z pieknym widokiem do okola jako ze jestesmy nad koronami drzew.
Wreszcie przyszedl i nasz czas na start. Po starcie wektory z powodu innych samolotow w okolicy. Troche krecimy sie nad woda i dostajemy po prostej na St. Tropez. Trzymaja nas nisko bo nad nami wysyp samolotow. Lecimy wzdluz Lazurowego Wybrzeza. Pod nami juz ciemno ale my jeszcze jestesmy skapani w zlocie zachodzacego za Alpami slonca. Jeszcze troche a ciemnosci dosiegaja i nas. Dzieki pelni ksiezyca noc jest jasna i nadal przejzysta. Znow Wieden tym razem w nocy. Zaraz za nim Bratyslawa. Po lewej Brno a po prawej troche dalej Budapeszt. Nad Polska lecimy pomiedzy Katowicami a Krakowem.
Przed nami juz widac swiatla Warszawy a blizej nas Kielc i Radomia. W oddali widac Wroclaw, Lodz a nawet Poznan. Prawie cala Polska w zasiegu wzroku.
Szykujemy sie do ILS33. To jest godzina wieczornej fali przylotow na Okeciu. Ze wszystkich stron zlatuja sie samoloty i kazdy chce byc na ziemi jak najszybciej. ATC dwoi sie i troi i naprawde sliczie wszystkich ustawia w kolejce. Az milo popatrzec na sznur migajacych swiatelek zmierzajacych w kierunku lotniska. Predkosci 220kts, 160kts i na cztery mile od pasa mozemy sie wyhamowac do predkosci podejscia. Kola muskaja o beton i kiedy raczka hamulcow aerodynamicznych/spoilerow sama idzie do gory wiemy ze jestesmy na ziemi. W okolo pojawiaja sie pierwsze klaki mgly ale nas juz to nie interesuje. Jeszcze tylko poczekac az wychlodza sie silniki...
i mozemy wszystko wylaczyc... Jeszcze tylko trzeba oddac dokumenty do biura i po dwoch dniach latania czas do domu.