Istny Meksyk... Prolog
przez
w dniu 13-08-2012 o 20:04 (1647 Odsłon)
Nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. Marzyliśmy dawno o podróży do Meksyku. Była tak odległa, jak odległe swego czasu były marzenia o locie. Locie samolotem. To było tak nierealne, oddalone o 11.000 metrów wzwyż. Podobnie Meksyk. Kilometry wprawdzie w poziomie, nie w pionie. Ale bardzo ich dużo. Jak również pieniędzy, by móc na taki wyjazd sobie pozwolić...
Zacząłem buszować, sondować.
http://lotnictwo.net.pl/7-inne/39-ro..._zl_tanio.html
Gabec, w tym miejscu dziękuję Ci za wszystkie wskazówki, jakie od Ciebie otrzymałem.
To była wciąż kwota ogromna. Zresztą, czas pozwolił mi zrozumieć, że nie jest aż tak ekstremalnie trudno o kwotę niższą.
Była sierpniowa niedziela, gdy odwiedziliśmy świadków. Tak dla zachowania prywatności będę ich nazywał:) Rozmawialiśmy o potencjalnym wypadzie w ich podróż przedślubną. Pojawił się temat Meksyku, ale jakże odległy...
Kręcił się jeszcze wielokrotnie. Najśmieszniejszym akcentem była 18-stka świadkowej brata, w remizie... Było na tyle ostro, że następnego dnia Ewa opowiadała mi, jak to świadkom N-razy w kółko mówiłem, że znajdę tani Meksyk, że polecimy....
Nie wierzyli. A szkoda:) Stało się. Znów niedziela, choć tym razem listopadowa. Poszedł cynk, Meksyk za 1000 zł z hakiem. W dwie strony, AMS -> MAD -> MEX -> MAD -> AMS. Szok! Telefon do szefa, telefon do Świadków. Trwało to wszystko krótko. Pamiętam, ile emocji sprawiła sama rezerwacja. Loty dobrałem tak, aby transatlantyk realizowany był przez AeroMexico. B772!!!! Niestety, zmuszeni zostaliśmy zarezerwować raptem 10 dni w Meksyku... Toż to absolutne minimum, nic więcej. Trudno, wystarczy. Musi wystarczyć. Lecimy!
Wylot w drugiej połowie lutego. Pozostała kwestia transportu do Amsterdamu. Rozważaliśmy zarówno auto, jak i lot. W przypadku lotu wchodziło w rachubę załapanie się na Szaloną Środę PLL LOTu. Chciałem bardzo, Ewa mniej:) Mania latania sprawia, że z przyjemnością podzieliłbym ten trip na 20 lotów. Już sama perspektywa pierwszej (W KOŃCU) w życiu krajówki zachęcała. Tym bardziej, że w rachubę wchodził jeszcze aspekt najważniejszy, czyli komfort dostania się do Amsterdamu. To zima, warunki na drogach różne...
Pamiętam pewną Szaloną Środę, tę z gatunku 48h. Amsterdam wskoczył na chwilę za najniższą promocyjną cenę, ale nie udało mi się dodzwonić do Świadkowej. Uciekło. Polowałem dalej... W końcu udało się - znowu wpadła pula amsterdamska. Jest zgoda ekipy - rezerwuję.
Jak na złość, komórka mi się rozładowała. A SMSem przyszło hasło na klepnięcie transakcji. Klops... Zadzwoniłem na infolinię LOTu. Konsultant skasował rezerwację, przy telefonie zaczekał na realizację kolejnej i na etapie płatności pomógł mi ominąć autoryzację, zatwierdzając płatność z poziomu własnego systemu. Dla mnie - plebsu latającego tylko FR i W6 było to coś zupełnie nowego...
Uprzedzając fakty, dołożyliśmy jeszcze dwa loty. Przewoźnikiem był VivaAerobus.
Nasz trip zyskał postać:
WRO -> WAW B735
WAW - > AMS E170
AMS -> MAD B739
MAD -> MEX B772 (wisienka na torcie) ;)
MEX - > CUN B733
CUN -> MEX B733
MEX -> MAD B763
MAD -> AMS E195
AMS -> WAW E170
WAW -> WRO AT7
Nie mogliśmy się doczekać, a to jeszcze nie był koniec pomysłów na ten ekstremalnie krótki czas! :)










