10 May 2009, 21:05
przez
w dniu 29-10-2009 o 20:06 (1725 Odsłon)
2 tygodnie w domu, to jednak cholernie krotko... Ledwie starczylo czasu, zeby spotkac najblizszymi... Inna rzecz, ze rodzina nie ulatwila mi zadania. Tata na Zarze, dziewczyna w Krakowie, mama z siostra i dziadkami w Gdansku, kumple w Warszawie, a tu trzeba jeszcze polatac szybowcem i na Cirrusie (z Wroclawia). W efekcie moj pobyt w Polsce przypominal trase koncertowa - codziennie wystepy w innym miescie... Ani sie nie obejrzalem, a juz trzeba bylo sie pakowac... W dodatku dostalem napadu "home sickness" - BARDZO mi bylo smutno, ze musze wyjezdzac. Przeszlo mi troche dopiero na pokladzie samoltu do Bombaju (po zjedzeniu krewetek po Goansku i zapuszeczniu "Jay Ho" - hitu ze "Slumdog'a"). Powrot oczywiscie z przygodami - ja to sie zawsze w cos wpakuje. Duty managerka firmy w Londynie na moj widok chyba bedzie uciekac z lotniska - zawsze jak sie pojawiam to sa jakies klopoty... Tym razem bylem na to przygotowany, kupilem specjalnie dla niej czekoladki jeszcze w Krakowie - tak zebym sie jej do konca zle nie kojarzyl :-) Do Hyderabadu koniec koncow dotarlem wczoraj poznym wieczorem - po 2 dniach "samowolki". Dzis mialem w planie Goa, ale zamienili mi to na wieczorne Chennai - dzieki temu moglem sobie radosnie pospac do 15tej... Po pojawieniu sie w "dispatch'u" dyspozytor poinformowal nas o nietypowym "company mail". Mielismy zawiezc 2 porcje slynnego Hyderabadzkiego Biryani (w duzym uproszczeniu ryz z kurczakiem) dla dyspozytorow w Chennai. Zamawialiscie kiedys jedzenie z restauracji oddalonej o 500 km? :-) Mialem ochote zglosic sie przez radio jako "Biryani Express". Sam lot bez wiekszych przygod, poza tym ze po 2 tygodniach nielatania czlowiek nie do konca ogarnia co sie wokol niego dzieje - ale to juz tak jest. Na uwage zasluguje tez piekny wschod ksiezyca, ktory wyskoczyl spod horyzontu przypominajac troche grzyb po wybuchu bomby atomowej, po czym radosnie zawedrowal na wlasciwe sobie miejsce na niebie. Nie wiedzialem, ze ksiezyc moze tak szybko zasuwac... Jutro w planie Goa, po czym czeka mnie kolejna atrakcja - lece do Delhi na egzaminy z prawa i przepisow lotniczych, ktore musze zdac zeby dostac walidacje licencji na 3 lata. Troche mam stracha...











