06 March 2010, 17:25
przez
w dniu 05-03-2010 o 18:25 (2700 Odsłon)
Caly biezacy (pracujacy) tydzien minal pod znakiem zajec teoretycznych (refresher'a) w "Chemtex'ie" (dziwna nazwa jak na budynek dzialu szkolenia firmy, ale u nas wcale nie jest lepiej - najwazniejsze budynki LOTu, to "Szklana Pulapka", "A300", "Watykan" i "Sepólno", nie wspominajac o nieistniejacej juz "Lunie"). Refresher zaczal sie we wtorek od "performance'ow", czyli zajec z osiagow. Te byly jeszcze do przezycia - trzeba bylo troche pogimnastykowac mozgownice, rozwiazujac rozne zadanka (ciezar do startu, drift-down, wymagane dlugosci ladowania itd itp.). Wszystko to liczone "na piechote" za pomoca wykresow, tabelek i mnozenia przez miliony roznych wspolczynnikow... W tym roku juz sie nie dalem zagiac hindusom - tym razem to oni sciagali ode mnie na tescie...Nastepne dwa dni, to "Aircraft systems", co na Polski mozna najdokladniej przetlumaczyc jako "masakra"... Lacznie 16 godzin zajec, podczas ktorych wykladowca czyta na glos FCOMa (instrukcje samolotu), ktorego sam przez ostatnie 6 lat przeczytalem ze 20 razy i 21 raz wzbudza niemalze odruchy wymiotne... Na szczescie w tym czasie udalo mi sie zajac strategiczne miejsce w samym kacie sali, gdzie ukryty za monitorem komputera moglem zabic czas przerabiajac CBT (Computer-Based Training) od Boeinga 777, lub nawet (w chwili totalnego kryzysu) zapasc w polgodzinna drzemke... Dzisiejszy dzien to dla odmiany zajecia z CRMu (Crew Resource Management), ktore, ku mojemu zaskoczeniu, przeprowadzone byly w sposob profesjonalny i interesujacy. Gdyby nie to, ze nie przepadam zbytnio za odgrywaniem scenek zespolowych i tym podobnych "jaselek" zwykle serwowanych na zajeciach z CRMu, to nawet by mi sie podobalo... Co ciekawe, zajecia te byly pierwszymi w historii firmy, przeprowadzanymi wspolnie z personelem pokladowym. Dla stewardes byla to zupelna nowosc - czyli jednak postep po malu trafia nawet pod indyjskie "strzechy"... Na tym bylby koniec moich zajec teoretycznych, gdyby nie to, ze ktos w dziale szkolenia polapal sie, ze nie mam zrobionego szkolenia "Avsec" (aviation security), wiec czekaja mnie jeszcze 2 dni w lawce - niedziela i poniedzialek. Cala nadzieja w CBT B777...
P.S. Moja zaginiona walizka jakims cudem dotarla do Bombaju (nie zeby ktos uznal za stosowne mnie o tym poinformowac - sam musialem obdzwonic wszystkie mozliwe biura w Warszawie, Londynie i Bombaju). Nie oznacza to rowniez wcale, ze juz ja mam w hotelu. Jutro wybieram sie na lotnisko odebrac ja i odprawic przez granice celna - cos czuje, ze to wcale nie bedzie latwe zadanie...











