10 March 2010, 07:05
przez
w dniu 10-03-2010 o 08:05 (2636 Odsłon)
Pierwszy z dwoch dni "Avsec'a" (czyli w skrocie nauki o terroryzmie) byl, ku mojemu zdziwieniu, wiecej niz znosny... Instruktorka prowadzaca zajecia okazala sie fantastycznym wykladowca, potrafiacym zainteresowac tematem nawet takich abnegatow jak ja... Niektore stosowane przez nia metody (jak chocby skonstruowanie na moim biurku bomby z plastiku C-4, detonatora i bateryjki), mozna wprawdzie uznac za niekonwencjonalne, niemniej jednak zamierzony efekt zostal osiagniety - miala moja 100-procentowa uwage (i to pomimo zapewnien, ze detonator jest rozbrojony...). Ogolnie rzecz biorac, chapeu-bas. Sam wielokrotnie prowadzilem wyklady i wiem jaki to ciezki kawalek chleba, zwlaszcza gdy ma sie do czynienia z lewarami myslacymi o niebieskich migdalach... Drugiego dnia niestety zmnienil sie wykladowca i wszystko wrocilo do normy - trzeba bylo przyjac forme przetrwalnikowa i jakos przezyc te kilka godzin (inna rzecz, ze po 9 latach na politechnice mam spora wprawe). Na tym, przynajmniej na jakis czas, koniec mojej "reeduakcji" po powrocie do Indii. Jeszcze tylko wczoraj, na deser, zaserwowano mi kolejna calodzienna wycieczke do FRRO (urzedu ds. cudzoziemcow), celem zalatwienia jakichs tam spraw wizowych. Tym razem towarzyszyl mi brazylijski kapitan B-737, ktory podczas wycieczki udzielil mi wyczerpujacego wykladu na temat zycia nocnego i klubow w Bombaju, oraz Rio de Janeiro. Z jego opowiesci wynika, ze co jak co, ale bawic to sie Brazylijczycy potrafia...
![]()
Tym oto sposobem zakonczylem formalnosci niezbedne do zajecia sie przyjemniejsza czescia mojego zawodu, czyli lataniem... Najblizsze 2 dni planuje spedzic na doskonaleniu sie w nicnierobieniu - chociaz w zasadzie wypadaloby troche postudiowac sobie SOP (Standard Operating Procedures), QRH (Quick Reference handbook), oraz FCTM'a (Flight Crew Training Manual'a), bo w piatek wylatuje do Bangkoku, gdzie w przerwach miedzy szwedaniem sie po barach, zakupami i tajskim jedzeniem trzeba bedzie zaliczyc 3 sesje symulatora...
Po powrocie z Bangkoku mam byc "IMMEDIATELY", jak podkreslil kierownik Rosteringu, zaplanowany na krotka praktyke na liniach (konkretnie 3 rejsy kontrolne z instruktorem) i niezwlocznie zapedzony do wytwiarzania wartosci dodanej (czyt. latania) - bo wyglada na to, ze na indyjskich ATRach znowu nie ma komu robic...











