Wpisy bez kategorii
Poniedzialek Rejs do Jodhpuru (ktory, jak sie okazuje, lezy w Rajastanie) byl nawet fajny, ale na route check'u sie tym razem nie popisalem... To chyba nie byl moj dzien. Ale po kolei... W dispatch'u pojawilem sie troche wczesniej niz zwykle, zeby zobaczyc na mapie (szczesliwie wisi na scianie) dokad mam wogole leciec i sprobowac zapanowac nad papierami. Oprocz mnie zaloga skladala sie jeszcze z instruktora - Algierczyka, a na jumpseacie zasiadlo hinduskie dziewcze, ktore co prawda ...
No to jestesmy spowrotem w Bombaju. Ja i moja walizka na kolkach, ktora w Indiach stala sie moim najwierniejszym towarzyszem. Niedlugo chyba zaczne z nia rozmawiac - to znak, ze na prawde czas wracac... :-) Podroz nie obyla sie bez przygod, bo oczywiscie samolot byl pelny i znowu musialem leciec w kokpicie. Z powodow ktore nie do konca zrozumialem nie moglem leciec w kokpicie jako pasazer, wiec zostalem oficjalnie dopisany do zalogi jako... dodatkowy kapitan. Tym sposobem zostalem na jedna noc kapitanem ...
Londyn Heathrow, Pub "Three Magpies" Trochę się opuscilem w pisaniu. Początkowo powodem był brak ciekawych zdarzeń (przełom sierpnia i września był zwyczajnie nudny!), a pózniej mi się po prostu nie chciało - sorry :-) To tyle w ramach wstępu. Najważniejszym wydarzeniem tego okresu niepisania jest fakt, ze postanowiłem definitywnie wrócić do Polski - przynajmniej na jakiś czas. Przygody i pieniądze są super, ale jeszcze fajniejszy jest moj synek Kazik. A ponieważ ...
Cos sie nie moglem zebrac do pisania przez ostatnie 2 tygodnie - inna rzecz, ze bylem ciagle w rozjazdach, wiec czuje sie czesciowo usprawiedliwiony... Pierwszy tydzien uplynal pod znakiem wczesnoporannych rejsow i byl, krotko mowiac, przewalony. Ciagle jeszcze nieprzestawiony na czas indyjski zasypialem kolo 2-3 w nocy, a pobodki byly przed piata. Do tego zalapalem jeszcze jakas infekcje gardla. Pod koniec tygodnia powiedzalem "basta" i zglosilem "sick'a" przed kolejnym porannym ...
Tirupathi i Pune bez wiekszych przygod. Poza tym moze, ze w TIR znowu mnie pas znienacka zaatakowal... To juz taka tradycja - zawsze przywale, gdy laduje na kierunku 26. Glownym podejrzanym jest PAPI, ktore chyba pokazuje bardziej stroma sciezke schodzenia niz ustawa przewiduje. Albo po prostu nie umiem ladowac ATRem - to tez jest mozliwe... :-) Dalsze rejsy to juz czysta formalnosc - wszystko sie robilo samo, a moim zadaniem bylo karmic malpe i bron Boze niczego nie dotykac... Plany na pobyt w ...