Chartery Dremliner'owe
przez
w dniu 18-11-2014 o 02:40 (3057 Odsłon)
Minęło już kilka tygodni od rozpoczęcia lotów jak to mi się kiedyś „wymokło” dalekomorskich i czas nadszedł na jakieś przemyślenia ewentualnie porównania do sezony poprzedniego.
Od razu zaznaczę, że są to tylko i wyłącznie moje przemyślenia na bazie doświadczeń a ewentualne dane na których się opieram, abym nie miał nieprzyjemności, będę uogólniał. Kwestie ilości paxów zostawię statystyce, a niech się LOT tym chwali po sezonie, jak oczywiście będzie miał czym.
Otóż w porównaniu do poprzedniego sezonu czarterów niewakacyjnych mamy kilka zmian. Dotyczą one w pierwszej kolejności destynacji (nie pomylić z destylacją),potem częstotliwości latania, a na końcu ciekawostka, tego co przywozi ze sobą dany samolot.
Jak prawie wszyscy pamiętamy w zeszłym sezonie Dreamlinery latały dla 2 biur podróży, do następujących miast: Cancun, La Romana, Varadero, Porlamar, Mombasa, Colombo, Bangkok.
W tym roku wydaje się, że B787 lataja także dla 2 biur ale destynacje zmieniły się, zapewne pod naciskiem nieuchronnego wyniku ekonomicznego tych wycieczek. Zostały z zeszłego roku Cancun, La Romana, Varadero, Colombo, Bangkok, a doszły Santa Clara, Zanzibar, Krabi, i Sajgon (oryginalnej pisowni nie będę używał bo znowu ktoś stwierdzi, że jest nieprawidłowo, a drugi będzie mu udowadniał przez 200 postów, że nie ma racji).
Jednak to co w danych kierunkach jest najciekawsze, to to, że LOT jako dostawca usługi w końcu poszedł po rozum do głowy (z jednym wyjątkiem o którym później) i połączył latanie dla jednego biura z lataniem dla drugiego w taki sposób, że załogi już nie muszą „kwitnąć” na miejscu przez dwa tygodnie aby powrócić do kraju. Ja wiem, że zapewne załogi nie miały nic przeciwko temu, aby kwitnąć na miejscu w końcu zapewne hotel był opłacony przez tour operatora czyli pobyt jak na wakacjach no i z racji tego że czekamy na swój powrót ta tak jakbyśmy byli w pracy, czyli dietka się należy, czyli przyjemne z pożytecznym. A w tym roku nie wszędzie tak jest. Cancun, Bangkok, i Kuba robią loty co tydzień. Jak wspomniałem z ekonomicznego i operacyjnego punktu widzenia tygodniowa przerwa w lataniu jest lepsza niż dwu tygodniowa, czyli niby wszystko cacy, ale nie, o jednym LOT w tym wszystkim zapomniał, o handlingu, a konkretnie o handlingu na Kubie i w rodzimej Warszawie. Na Kubie ponieważ operowanie z 2 lotnisk to dwie (teoretycznie) firmy do obsługi, chociaż w tym ustroju to kto wie, ale zawsze to więcej ustalania, dociekania np. z zagubionym bagażem itp. Kwestia handlingu z Warszawy ma inny wymiar, a mianowicie dla 2 portów potrzebujemy dwa razy większej ilości kontenerów zostawionych na Kubie aby mieli w co zapakować bagaże na powrót niż jakby cały ruch odbywał się tylko z jednego z nich.
Powiecie zapewne, że co to jest za problem przecież to zaledwie o circa 8 kontenerów więcej niż normalnie, ale jak się zdarzy jakiś niefortunny zbieg okoliczności, kontenerów nie ma poprostu skąd wziąć, i dlatego kilka dni temu jak leciał Dreamek do Wiednia, a potem do AUH ( tak właśnie napiszę z powodów o których pisałem powyżej) wysłaliśmy 4 kosmitów( jakby ktoś był za młody to wyjaśniam, ALF był kosmitą z planety MELMAC i miał 7 żołądków, a w terminologii lotniskowej ALF to podwójny AKE).
Ostatnią zmiana jaką zaobserwowałem dotyczy wypełnienia samolotów. Pierwszy raz kiedy dotarło to do mnie nie mogłem uwierzyć tym bardziej, że samolot leciał z Colombo, i miał od groma Cargo. Oczywiście jak wieść się rozniosła zaraz pojawiły się spekulacje cóż on takiego przywiózł. Najbardziej w obiegu, nie chwaląc się, była chyba moja wersja że przywiózł HERBATĘ, a dlaczego? Colombo to stolica Sri Lanki, a jak wcześniej nazywał się ten kraj, tak proszę państwa CEJLON, tak jak marka znanej herbaty. Jak już było wiadomo, że lata cargo to zacząłem przyglądać się kierunkom z których lata i wyszło na to że oprócz wymienionego powyżej cargo lata z Bangkoku, Sajgonu i Krabi z tym, że ostatni miał tego mało, a przedostatni niesamowicie dużo. Wielkości te skłoniły mnie do pewnych wyliczeń, a z racji tego, że pracowałem w agencji celnej na Cargo w Warszawie i wiem po ile płaciło się za kg. wysłany samolotem i powiem szczerze nawet jeśli czysty zysk to 1 dolar ( a tak naprawdę przy opłaconych przez Biura Podróży przelotach cała obecna stawka to = zysk) kwoty robią wrażenie.
Ktoś miał świetny, a może i genialny pomysł z tym wożeniem towaru, do pełni szczęścia wystarczy jeszcze wysłać Cargo w drugą stronę i mam nadzieję nie będziemy musieli z tym czekać do następnego sezonu.
Mam także nadzieję, że przewóz Cargo jest działalnością uzgodnioną w umowach, bo jak nie to zdaje się że niedługo pożegnam się z pracą.











