VIDEO »   Red Arrows RIAT 2024        GALERIA »   Zapraszamy do umieszczania zdjęć w naszej galerii   

Zobacz kanał RSS

Wieści z Nory - O pracy i życiu oczami czterdziestolatka

Łeba

Oceń wpis
przez w dniu 26-07-2015 o 22:27 (2016 Odsłon)
Dzisiejszy wpis będzie dotyczył tylko pośrednio lotnictwa. Nie oznacza to jednak, że nie będzie ciekawy. Będzie zawierał kilka wartych uwagi wiadomości, które mogą być wykorzystane jeszcze w te wakacje. Historycznie czyli przez ostatnie 3 lata urlopowałem się na początku Lipca. W tym roku z racji zamieszania urlop dostałem na koniec Sierpnia. W związku z czym, Szanowna Małżonka stwierdziła, że tak dzieci jak Ona sama muszą gdzieś wypocząć po ciężkim roku szkolnym (zakończonym nieskromnie czerwonym paskiem dla starszego). Co do Kierunku nie było wątpliwości, gorzej z miejscowością. Wybrzeże bo o nie chodzi jest, dla osób z Mazowsza oczywistym wyborem od Krynicy Morskiej, aż do Ustki, dalsze Kurorty na zachód, to już i zbyt długa podróż i większe koszty, o których później wspomnę.

Moim zdaniem moglibyśmy powtórzyć Sopot z przed kilku lat, ale dzieci miały niestety większe lobby za sobą i padło na Łebę. Niby nikt z Nas tam nie był ale młodszy który ma świra na punkcie Dinozaurów, dobrze pamiętał, że jest w tamtych okolicach dedykowany tym stworzeniom park i to wystarczyło. Miejsce znamy więc zaczynam szukać miejsce. Sposób mam zawsze taki sam wpisuje w wyszukiwarkę noclegi i miejscowość, a potem tylko segregacja pod względem lokalizacji i ceny i można dzwonić. Jak już wszystko niby było zaklepane, wtrąciła się Teściowa z drobnym, aczkolwiek ważkim problemem: co 300 metrów od morza to za daleko ja nie dojdę, nie można bliżej. Na nic zdały się tłumaczenia, że im bliżej morza tym drożej, szukajcie i już. Zaprzągłem więc trochę technologii do roboty i przejrzałem za pomocą Google street view prawie całą ulicę Nadmorską w poszukiwaniu widocznych oznak lokali do wynajęcia. Traf chciał, że na początku tej ulicy czyli i przy najpopularniejszym zejściu na plażę jest wysoki dom z wieżyczkami Ala pałac. Okazało się także, że posiada w podanym przeze mnie terminie wystarczający pokój aby na stałe zamieszkało w nim 4 osoby a interwencyjnie nawet 5. Szło dobrze, ale gdy świadom alokacji dowiedziałem się o cenie z wrażenia opadła mi szczęka. Właściciel żądał za pokój tyle samo ile w dalszych rejonach Łeby, gdzie dojście do plaży zajęłoby ze trzy razy więcej czasu. Także kwestia parkowania została ustalona od razu i za 10 pln dziennie na parkingu za domem to nawet nie okazja, taniocha po prostu (przynajmniej dla mnie przechodzącego codziennie obok cennika parkingu godzinowego na Okęciu). Pewnie u czytających pojawią się pytania po co ta cała zabawa, w osoby parkingi zachwyty nad kosztami i bliskością morza, wyjaśniam. Urlop w Sierpniu powoduje, że jedyne co mógłbym sobie załatwić to wolny weekend aby zawieźć rodzinę a potem za więcej jak tydzień ją odebrać ( bo przecież załatwić sobie 2 weekendy pod rząd nie sposób).

I ty zaczyna się prawdziwa przygoda, bo o ile noclegi musiałem załatwiać z pewnymi ograniczeniami, głównie logistycznymi pozostało wynaleźć sobie ciekawe sposoby powrotu do domu i ponownego przemieszczenia się do Łeby lub w jej okolice. Wielkim zawodem będzie dla każdego fana latania, że samolot przegrał w tej kalkulacji na całym froncie. Oto powody: skomplikowanie i cena. Będąc na swoim podwórku czyli w Warszawie i okolicach znam prawie wszystkie sposoby przemieszczania się na tym terenie włącznie z drogami budowami, koleją tramwajami autobusami itd. Trójmiasto to jednak inna tzw. parafia, a ja nie chciałem sobie komplikować podróży, co odwdzięczyło się natychmiast bo dni w które jechałem do Łeby i wracałem były najgorętszymi dniami jak dotąd, dotychczasowego lata.

Ale wróćmy do chronologii zdarzeń. Wyjeżdżamy w sobotę i po krótkiej rozgrzewce przez pusty Raszyn kierujemy się na obwodnicę, a potem na autostradę w stronę Łodzi. Dlaczego tak, a dlaczego nie, a poważnie po głębokiej analizie jak dotrzeć do Łeby dochodzę do wniosku, że o ile autostrada będzie bezpłatna to nie ma oczy mówić, a jeśli będzie trzeba płacić, to zrobię to tak aby zapłacić jak najmniej. Przejazd trasą nr 7 odpada bo jeszcze nie skończona w całości jako dwupasmówka, a do tego remont trasy toruńskiej. Jedziemy więc dalej, a nie będąc pewnym, czy odcinek na północ jest bezpłatny, chcę ominąć skrzyżowanie autostrad i odbijam wcześniej na Łowicz, mijam go i kawałkiem starej poznańskiej dojeżdżam do niedawno otwartego węzła Kutno wschód i już prujemy we właściwym kierunku. Jazda jazdą ale odpocząć trzeba a i skonsumować także jakiś obiadek a potem kawę należy bezzwłocznie. I znowu miało być przed Toruniem a wyszło jakieś 50 km za, bo jak dzieciaki zobaczyły bilboardy z Makkwakiem to już nic się innego nie liczyło. Dotychczasowa jazda była wspaniała, świetna pogoda otwarte bramki autostradowe akceptowalny ruch, korki usłyszane w radiu widocznie spędzały weekend gdzie indziej, aż nagle wypadek i to na wysokości docelowego parkingu, dobrze że pobocze szerokie to i kierunek w prawo, parkujemy i jedzonko.

Ogólnie mówiąc przejazd autostradą rewelacyjny, aż do 2 km za ostatnimi bramkami, kończą się 2 pasy a zaczyna się obwodnica trójmiasta, która wg mnie powinna mieć na całej długości 3 pasy, bo zasilają ją przecież oprócz autostrady wszystkie wjazdy, korek gwarantowany. Ja mam do przejechania tylko kilka kilometrów i uciekam na 7 do Żukowa ale i tak się umordowałem. Za Żukowem drogą 211 na Kartuzy i Sierakowice, potem już na 214 która kieruje Nas do samej Łeby. Proponowana przeze mnie oprócz zalety w postaci braku korków i przejazdu przez malowniczą krainę, ma jednak wady, oprócz dużej ilości miejscowości ma prawie na całej drodze od Kartuz kiepską nawierzchnię. Z innych zalet miałem nadzieję, że na pobliskim lotnisku w Siemirowicach będzie odbywał się jakiś ruch lotniczy i cos Nam wyskoczy z ponad lasu, ale widocznie nie byliśmy w dobrej porze.

Sama Łeba na podstawie mojego w niej 16 godzinnego pobytu sprawia fantastyczne wrażenie, wszędzie blisko, ciekawa plaża, blisko port, działająca stacja kolejowa. Ciągarki elektryczne (a przepraszam, przyzwyczajenie) pojazdy tzw. melexy do transportu w okolicach Parku Narodowego i w samym mieście dowożąc do dalej położonych atrakcji. Dużo się tego nie naoglądałem bo i byłem zmęczony po 485 kilometrowej podróży a i upał straszny. Z atrakcji które zaliczyłem w Łebie było oglądanie i wygłupianie się z młodszym na balkonie z 3 piętra, finał Copa America, nocne bezpieczne zakupy w oddalonym (SIC!) o 15 całodobowym i poranne ostatnie rozmowy dogorywających balowników.

Niestety to co dobre zostało do odkrycia przez rodzinę, a ja musiałem wracać. Rozkład kolejowy był nieubłagany moim deadlinem była godzina 16 miejsce: Gdynia Główna. Na tą godzinę kupiłem bowiem bilet na Pendolino. Żeby jednak mieć pewność, że zdążę musiałem odpowiednio wcześniej dotrzeć do Gdyni, jedyny połączenie jest z Lęborkiem i to o godzinie 13, ale żeby nie spóźnić się do Lęborka trzeba uwzględnić dojazd z Łeby. Pociągiem wolę nie ryzykować bo to jeden tor i 14 min. na przesiadkę, pozostaje bus z pod dworca Łebskiego i tam ciekawostka jeden jedyny pociąg jaki przyjeżdża do tego Kurortu to jakiś TLK ze Śląska. Jaka miałem minę jak dojeżdżając busem do Lęborka zobaczyłem znajome wagony na bocznicy nikt tego nie opisze. To po co ja wydawałem kasę (niby to tylko 8 PLN) na busa, jak mogłem na gapę przejechać się składem ciągniętym na bocznice. Co się stało to się nie odstanie, może inni skorzystają, z kronikarskiego obowiązku dodam, że wyjeżdżający o 12 szynobus planowo dojechał do Lęborka o 12:44 a ja będę miał niedosyt podróżowania koleją na nietypowych szlakach.

Bo typowym jest oczywiście trasa z Gdyni do Warszawy. Typowa o tyle, że, często podróżowałem do Gdańska mając bezpłatny bilet jako syn kolejarza, ale nie jechałem nią co najmniej 5-6 lat więc tegoroczna podróż miała być nie tylko sprawdzianem Pendolino, ale i przebudowy szlaku do szumnie ogłaszanych wielkich prędkości (160 km/h). Co do Pendolino oczekiwania sprawdziły się w 100%, wygodny (siedziałem od samej Gdyni do Centralnego bez potrzeby wstawania), komfortowy bo cichy za wyjątkiem jednego przypadku ale to za chwilę, i szybki pomimo niestety odgraniczeń prędkości które nie pozwalały z racji braku wychylnego pudła na przejechanie szlaku ze stałą wysoką prędkością. A propo’s po co nazywamy ten pociąg Pendolino, przecież ani Niemiecki ICE, ani TGV , nie mają systemu wychylnego pudła a maja swoje nazwy, a Pendolino jest prekursorem tych wspomnianych wcześniej rozwiązań, więc kastrowanie pociągu z rozwiązania z którego słynie powinno także odbić się na jego nazwie. Ja już taką używam ale nie nadaje się do publikacji bo chociaż zaczyna się na P i kończy na INO, to w środku ma coś na kształt ERDO, tyle w temacie.

Powrót po rodzinkę przebiegał w iście ekspresowym tempie ale w bardzo sennej atmosferze. Zakupiłem bilety na pociąg dojeżdżający bezpośrednio do Lęborka z Warszawy, niestety odjeżdżał przed 7 rano, a kończąc pracę o 23 nie za wiele pozostało mi czasu na sen. Rozwiązanie było jedno: samochód. Samochodem do pracy, tak poszukiwanie chętnego na zastąpienie mnie na przylotach, dozwolone przez kierownika wyjście o 21 szybka podróż do domu jeszcze szybsze spanie do 4:40, śniadanie, kawa, SKM z WAW Rakowiec a potem zajęcie miejsca w piętrowym składzie Kolei Mazowieckich kursującym na co dzień do Radomia. Dzisiejszy skład nazywa się SŁONECZNY i zapierdziela jak pendolino tylko zatrzymuje się w każdej większej miejscowości, ale to i dobrze zaspanemu człowiekowi potrzebne są od czasu do czasu bodźce do obudzenia, akurat temu kończyły się klocki hamulcowe i strasznie piszczały, przez co o te kilka chwil wcześniej wiedziałem że się zatrzymujemy. Ostatecznie podróż moja skończyła się jak najbardziej o czasie ale z dwoma uwagami. Okazało się że szlak kolejowy pomiędzy Wejherowem a co najmniej Lęborkiem ma jeden tor, a droga z Łeby na dworzec w Lęborku nie kieruje się na Gdańsk. Doświadczyła to Moja Szanowna Małżonka. Miała po pierwszym rondzie w Lęborku dojechać do drugiego a potem skręcić w pierwszą drogę w prawo, tylko, że nie napotkała na swej drodze juz żadnego ronda, za to utknęła na jakimś przejeździe kolejowym. Akurat wtedy zdzwanialiśmy się ze sobą i na moje pytanie gdzie już jest, odpowiedziała że na przejeździe kolejowym i właśnie mija nas jakiś wielki biało zielony pociąg, na co ja po chwili konsternacji skojarzyłem, że przecież właśnie nim jadę, nie ma to jak przemierzyć pół Polski i minąć się na przejeździe. Trochę potrwało zanim się znaleźliśmy ale reszta drogi przebiegła już stanowczo spokojniej.
Analizując przebytą dotychczas drogę i uwzględniając porady miejscowego kierowcy (busa do Lęborka, pozdrowienia), tym razem całkowicie kierujemy się jak długo możemy drogami lokalnymi aby w którymś momencie dojechać znów do autostrady. W praktyce oznacza, to trzymanie się pomimo niejasnych oznaczeń drogi o numerze 214. Jej nawierzchnia geometria i ruch nie pozwalają na szaleństwa ale jadąc samochodem z silnikiem turbo- benzynowym oznacza to znaczące oszczędności w spalaniu bo w konsekwencji pokonania 1/3 trasy nie autostradą a po autostradzie z prędkościami 120/130 km/h spalanie z 8.9, zeszło na 7.2. wartym odnotowania lotniczym akcentem jest to, że w okolicy zjazdu na autostradę zmienimy drogę 214 na 238, aby już po kilku kilometrach znaleźć się na przepięknie położonym DOL-u OSIE. Szerokość i brak zakrętów upoważnia to do sprawdzenia możliwości dowolnego samochodu.

Żałuję trochę, że nie mogłem uczestniczyć we wszystkich sygnalizowanych przez Szanowną Małżonkę atrakcjach Łeby ale kto wie jak mi będą zabierać bezpodstawnie premię nie pozostanie nic innego tylko urlop popełnić w Polsce, a Łeba wydaje się ku temu dobrym Miejscem.
Marcos, kudak and vivere like this.

Umieść "Łeba" do Facebook Umieść "Łeba" do Google

Kategorie
Bez kategorii

Komentarzy

  1. Awatar lelek7
    • |
    • permalink
    Jeszcze małe uzupełnienie co do Pendolino, nie wstawałem nie tylko z wygody nie chciałem przegapić przedstawienia dwóch podrózników, wygłupiających się cały czas. Kapitana i jego wiernego sługę Bosmana, kto jechał w tym wagonie ten wie