VIDEO »   Red Arrows RIAT 2024        GALERIA »   Zapraszamy do umieszczania zdjęć w naszej galerii   

Zobacz kanał RSS

Wieści z Nory - O pracy i życiu oczami czterdziestolatka

Koniec sezonu.

Oceń wpis
przez w dniu 14-10-2015 o 18:46 (1872 Odsłon)
Człowiek to cwany gość. Współczesne czasy nadają takie tempo życiu, że nie zawsze da się zrobić wszystko co się na daną chwilę zaplanowało. Trzeba było zatem nauczyć się rozpoznawać zaistnienie niektórych rzeczy po symptomach ich występowania. Co sprytniejsi (albo cwańsi) symptomy te nawet wywołują sami. Dziś jednak nie będzie o cwaniactwie a o symptomach zwiastujących koniec tzw. sezonu.

Było to jak sobie niezbyt dokładnie przypominam na początku października. Miałem dzień wolny więc w ramach zabijania czasu włączyłem sobie około 18, flightradar. Jak zwykle skorzystałem z filtru lotnisko-przylot/wylot i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to że tylko 2 Dreamlinery były w powietrzu. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy, to że znów coś sknocili i samolot wyleci, a potem przyleci później, co pracując następnego dnia na popołudnie wcale mi nie odpowiadało. Wiedziony jednak ciekawością kliknąłem dymek lotniska Chopina i pojawił się zakładka ukazująca rejsy z godzinami odlotu i potencjalnych przylotów. Przeglądając kolejno rejsy szukam tego trzeciego za wodę, a tam pustka nie ma przypuszczalnej godziny odlotu, ba nie ma nawet wpisanego rejsu, co jednoznacznie wskazuje na to że w danym dniu nawet nie został zaplanowany. Podobny w skutkach problem pojawił się w ciągu kolejnych dni. Miałem wtedy zaplanowaną NOC, więc kolejnym etapem mojej pracy było przygotowanie albo maksymalnej możliwej ilości wózków pod kontenery, albo przygotowanie co najmniej kilku kontenerów na rejs odlatujący w okolicach południa. Tak, tylko gdzie się ten rejs ukrył, przeszukuję stronę systemu komputerowego z pięć razu w górę i w dół i nie mogę go namierzyć, przecież do licha piłem niedawno kawę i śpiący nie jestem. Nie ma, nie było dnia poprzedniego i nie będzie jutro, trudno, znaczy się rewelacja, mniej pracy to mniej stresu.

Kolejny symptom dotyczy charterów. W większości Reju charterowe obsługuje Enter Air i jakież było moje zdziwienie, jak któregoś dnia jeden z rejsów, do standardowego kierunku w Grecji poleciał jako pusty (ferry) uznałem to wtedy za świetny pomysł, bo i tak krucho było z ludźmi do zbierania. Niestety sytuacja powtórzyła się kilka dni później i to w samym środku dnia. Rutynowo zawsze sprawdzam program z odlotami aby sprawdzić czy jest samolot na odlot na jakim stanowisku stoi, ew. czy ma wpisane jakieś uwagi. Nic nie zwiastowało tego co miało wydarzyć się w ciągu najbliższej godziny. Przeważnie otwieranie rejsów odbywa się na 2 godz. przed odlotem, jest to o tyle dobry przedział czasowy, że spokojnie wszystkie z przeważnie 180 szt. bagaży (jak rejs jest na tzw. komplecie) zlecą do zrzutni, spokojnie zostaną przez rampę załadowane i jest jeszcze czas zrobić korekty w przypadku jakiś błędów. Tym razem zwarty i gotowy uzbrojony w odpowiednie narzędzia do pracy i ludzi czekam na zwykle występujący po otwarciu zrzutni nawał walizek. A tu co na pierwszym rejsie 3 szt. i przerwa. Mówię sobie coś się stało pewnie zaraz ruszy dalej, ale mija 10 min., 20 , 30, godzina zaczynam się niepokoić. Wywołuję Neona i przepytuję go o wieści co do ilości paxów, w końcu to ON jest zorientowany najlepiej czego się spodziewać. I tu bomba wybucha: „spodziewamy się 5 pasażerów a więc i 5 walizek jak je masz do dawaj pod samolot”. Prawie to samo dziej się z drugim Charterem z tym, że walizek było akurat 2. I trochę powiem zbaraniałem, ale na chwilę oczywiście. Bo jak to wysyłamy 2 lub 5 ludzi wraca cały samolot, a oni?, niby jak. Zaraz uświadamiam sobie, że to Europa a nie jakaś Alaska, przecież na lotniska wakacyjne latają także linie tradycyjne więc jaka to przeszkoda aby te kilka osób dosłać do Polski taką np. Lufthansą tym bardziej, że osoby te nie muszą być z najbliższych okolic Warszawy i pasuje im inne lotnisko.

Ostatni symptom końca sezonu, sam sobie przewidziałem, tylko nie myślałem, że nadejdzie tak szybko. BUDA to w slangu sortowni najbardziej stresujący rodzaj pracy, a w dodatku jeśli się go nie spodziewasz, masz wielki problem, bo nie dostajesz porcji jedzenia. A właśnie mi w ostatnich dniach przypadło już dwa razy siedzieć całe 8 godzin przed komputerem, plus raz ekstra kiedy kolega miał tego dnia problemy z gardłem i zwolnił się do domu. Nie mówię, że dałem plamę, ale do swobodnego wypełniania obowiązku na tym stanowisku potrzebne jest pewne doświadczenie, i tzw. ogranie boiskowe, którego mi niestety jeszcze brakuje. Dziwię się więc przełożonym, że tak ryzykują. Chyba że wiedzą więcej niż ja i mając długoletnie doświadczenie w kończeniu sezonu mają świadomość, że jednak nie ryzykują, a co najwyżej będą tylko lekko zaniepokojeni, w końcu to już prawie 1,5 roku od awansu. Cóż nawet, przypominam sobie, był kiedyś taki dzień, gdy byłem najstarszym stażem brygadzistą na zmianie, dziwne to uczucie. Co by jednak nie odczuwać dobrze, że sezon kończy się właśnie teraz, a nie za np. miesiąc. Trzeba w końcu przygotować organizm do zimna i braku światła, w końcu jesień to nie powód aby przestać dojeżdżać do pracy rowerem.
tartal, Machoni, KubaB and 2 others like this.

Umieść "Koniec sezonu." do Facebook Umieść "Koniec sezonu." do Google

Kategorie
Bez kategorii

Komentarzy