Modlin-Wrocław, czyli Rayanair’em po kraju.
przez
w dniu 26-10-2015 o 09:14 (2555 Odsłon)
W ostatnią sobotę wraz z Szanowna Małżonką i bratem odbyliśmy krótki sobotni wypad do Wrocławia. Głównym powodem naszej wyprawy było w końcu uczczenie n-tej rocznicy naszego Ślubu. W końcu, bo przy kolejnych wcześniejszych rocznicach zawsze coś przeszkadzało, bo a to awaria samochodu i kasa poszła na naprawę, a to chore dzieciaki, albo coś innego. Tym razem uparłem się i drogę do Wrocławia, bo Gdańsk już widzieliśmy, będziemy pokonywać samolotem, powrót Pendolino. Jako że ten blog jest jednak więcej o lataniu niż jeżdżeniu koleją, wrażenia z trasy Wrocław – Warszawa opiszę tylko na wyraźna prośbę.
Wracamy zatem do początków.
Pomysł ponownego (po wakacjach odbytych 5 lat temu) przelecenia się gdziekolwiek, krzątał mi się po głowie od samego początku pracy w handlingu. Nigdy jednak, ani sytuacja rodzinna, ani tym bardziej materialna nie pozwalała na spełnienie zachcianek. Ewentualne próby zorganizowania wypadu wakacyjnego, zawsze w końcu kończyły się smutną konkluzją nie stać Nas, a tym bardziej nie jesteśmy w stanie zabrać do samolotu wszystkiego potrzebnego Nam wakacyjnego wyposażenia. I zawsze jechaliśmy samochodem. Tym razem zainspirowany przez brata, który zwrócił mi uwagę, że loty krajowe Ryanaira on kupił już za 19 PLN, ziarenko zostało zasiane. Trzeba było tylko powodu. I ten też się znalazł, rocznica ślubu. Teraz pozostała już tylko jedna kwestia, polecimy jak będziemy mieli czym tanio wrócić, więc tak naprawdę priorytetem stało się kupienie biletów do Warszawy w sensownej cenie. Po wielu bezowocnych poszukiwaniach drogi lotniczej padło więc na kolej.
Bilety w superpromocji na Pendolino kosztowały jednak po 59pln, a moje skromne wynagrodzenie już nadwyrężone spłatą pożyczki zaciągniętej na wakacje, mogłoby nie znieść innej ceny jak 19 PLN. I o mało tak by się stało. Tu muszę wtrącić małą dygresję. Po pierwsze, jak to jest, że pensje w firmach własności Skarbu Państwa, nie zmieniają się już od 5 lat, przecież inflacja istnieje. Po drugie jak to możliwe, że Matka na 24 godzinną opiekę nad dzieckiem niepełnosprawnym, dostaje zasiłek w granicach 300 pln, a zupełnie nie związana emocjonalnie z dzieckiem osoba czyli rodzic zastępczy ma około 3000pln na dziecko (dla tego samego okresu czasu). I to ma być polityka prorodzinna. Koniec dygresji. Nie wiedząc o pewnym szczególe funkcjonowania kart płatniczych o mało co nie poddałem się z kupnem biletu na samolot. A o co chodzi? Pewnie Ci otrzaskani będą teraz śmiać się, ale dla mnie to nowość: każda karta płatnicza ma domyślnie ustawiony limit na opłaty internetowe na poziomie 0 (zero) i żeby móc płacić trzeba nadać sobie taki limit. W moim banku jest to minimum 500 PLN. Kilka kliknięć załatwiło sprawę a potem poszło już błyskawicznie.
Odprawa on Line trochę nieczytelna lub mało intuicyjna, ale o to pewnie chodzi, żebyś przez przypadek zamówił sobie coś czego nie chcesz, nie dałem się jednak namówić i po chwili drukuję karty pokładowe miejsca 22 abc. Niby to za skrzydłem, ale chyba coś będzie widać. Najważniejsze, że miejsca są w okolicach środka ciężkości i żonie nie będą przeszkadzać ruchy kadłuba. Po trzech ciężkich nocach w pracy nadchodzi ta, w której trzeba spać szybko. Udać się nie udało, od 2 nie śpię o 4 wstaje a o 5:30 ruszamy, aby na Stacji Warszawa Rakowiec złapać bezpośredni pociąg do Modlina. Tu mała ciekawostka Koleje Mazowieckie wprowadziły specjalny bilet na trasie Centrum – Lotnisko Modlin za 17 PLN, jest tylko dwa „ale” obowiązuje tylko godzinę, oraz to że słowo Centrum oznacza każdą stacje PKP w warszawie. Szkopuł polega na tym, że tylko z Centralnego dojedziesz przez godzinę do lotniska, więc po co robić taki bilet? Pojazd jedzie jak szalony, ale to mi odpowiada dlatego o czasie jesteśmy na miejscu, tylko w którą stronę idzie się do autobusu na lotnisko? Na prawo nic nie widać więc idziemy w lewo, bingo. Po kilku minutach zjawia się kierowca i jedziemy już bezpośrednio bez zatrzymywania się.
Na miejscu trochę dziwnie, ja jestem przyzwyczajony do Okęcia. Poczekałem, popatrzyłem i już wiem, idziemy do Pana który skanuje karty pokładowe, potem zwykła dla mnie czynność kontroli bezpieczeństwa, potem złapać braciaka, szybkie WC i ustawiamy się do kolejki do odprawy. A odprawa polega na tym, że przechodzi człowiek z pieczątką porównuje dane z biletów z danymi na dowodzie osobistym, psztyk pieczątka i po odprawie. Nikt nie bawi się w systemy rezerwacji, skoro Cie nie ma to nie chcesz lecieć proste. Stoimy tak może z 5 minut i już widzę że ląduje nasz samolot. I o dziwo na 4 miejsca postojowe 1 puste, jedno nie używane ( samolot stoi) a na pozostałych ruch jak w ulu, ledwo jeden samolot wyszedł już staje następny. Kolejne moje zdziwienie, końcówki wingletów stojących obok siebie samolotów są w odległości może ze 3 metrów, jak na moje standardy bliziutko. Szybki deboarding paxów z Wrocławia, szybki wyładunek bagaży (z 5 sztuk) jeszcze szybsze tankowanie, a wszystko to oglądamy z bliska bo stojąc pod wiatą 10 m od samolotu.
Przychodzi nasza kolej, jest 20 min do odlotu więc nie spieszymy się, robimy fotki (tak dla porządku dzisiejszy egzemplarz to EI-EVO) trochę żartów, ja pytam się chłopaków z obsługi o Batmana, ale nie ma go w pracy więc wchodzimy do środka. Zapełnienie okazuje się prawie całkowite czekamy jeszcze kilka minut na spóźnialskich i dokładnie 8:15 wypychają Nas ze stanowiska, czas najwyższy bo już ląduje kolejna maszyna. Nie wiem czy tylko pas startowy remontowali w Modlinie bo na drodze kołowania, wcale nie przy dużej szybkości, końcówki skrzydeł tak latają jak przy mocnej turbulencji. Mam jednak mało czasu na rozmyślania, siedzę przy oknie więc na mnie spadł obowiązek filmowania startu. Myślałem, że pilot zrobi to z tzw. woleja ale nie, krótkie przystopowanie lekkie rozkręcenie silników i charakterystyczny kopniak przyspieszenia, odrywamy się po przejechaniu 2/3 pasa i tak szybko poszliśmy w górę, że po przerzuceniu się z jednego okienka na drugie już mamy jakieś 200 m wysokości jeszcze kilka sekund i okrywa Nas mgiełka chmur, aby po chwili być już w, jak to brat mawia, Antarktyce ( czyli ponad białymi chmurami).
Jeszcze dobrze nie ukończyliśmy wznoszenia, a już zaczyna się obsługa. Mało mnie to interesuje wypatruje ciekawych krajobrazów. Niestety tylko jedno wybrzuszenie to mało, ale już kilka minut przed Wrocławiem chmury znikają, a my po niewielkim skręcie ustawiamy się do lądowania. Najpierw lekkie przyhamowanie hamulcami aero, potem ustawienia klap, trochę, potem sporo więcej, ziemia blisko, jeszcze więcej klap, zaraz podwozie, już widać pomoce nawigacyjne, nadlatujemy nad pas, samolot lekko wyrównuje i sru jakby ktoś przeciął linę przytrzymująca nas od góry. Nawet padło z moich ust jakieś ”kolorowe” słowo. Nie było to chyba łagodne lądowanie, ale co ja tam wiem zdążyłem zapomnieć, dlatego proszę o słówko tych co widzieli sobotnie lądowanie RYR’a w okolicach 9 rano, czy był kangur czy nie. Hamowanie jak na mój gust całkiem ostre, za to zjazd zaraz z pasa i w granicy płyty postojowej więc może inaczej nie można. Stajemy na 2 stanowisku od zjazdu i tu włącza się szkolenie, kolega obsługujący wózeczek z taśmami popełnia kardynalny błąd: biegnie. Chyba że we Wrocławiu można to przepraszam. Podstawiają autobusy, wysiadamy niespiesznie robimy jeszcze fotki 100 m do terminal i koniec lotniczej przygody, którą będę długo pamiętał właśnie przez lądowanie i użyte przeze mnie słówko.
Jeszcze na koniec dwa słowa, terminal bardzo ładny, przestronny, bagaże oddane w zasadzie od razu, przepiękny blisko położony parking z jeszcze młodymi drzewkami, tylko gdzie jest pamiętany przeze mnie stary terminal. Okazuje się że jadąc do centrum zahaczamy o niego autobusem teraz to terminal GA.











