Jeju lub jak kto woli Dżedżu z WAGC
przez
w dniu 25-08-2025 o 00:28 (1738 Odsłon)
https://www.flightradar24.com/airport/cju
Jeju lub jak kto woli Dżedżu z WAGC
Czy uda mi się reprezentować Polskę na światowych finałach golfa w Korei? Ta historia to prawdziwy rollercoaster, który rozpoczął się długo przed sierpniowymi finałami krajowymi (21-23 sierpnia 2025), a jego finał zaskoczył nawet mnie samego.
Wyspa Jeju – miejsce, gdzie od 31 października do 8 listopada 2025 odbędą się światowe finały WAGC (World Amateur Golfers Championship). To tam zmierzają najlepsi amatorzy z całego świata. Ale czy będzie mi dane tam polecieć jako reprezentant Polski?
Droga do eliminacji
Już jakiś czas temu pisałem na blogu o zamianie aparatu na kij golfowy 🙂https://lotnictwo.net.pl/blogs/mesch..._na_kijek.html .
Wspominałem też moje pierwsze przygody z WAGC sprzed 2 lat, gdzie po dwóch dniach byłem 4., a po trzech rundach ostatecznie 8.
W ubiegłym roku niestety nie udało się zagrać dobrze i nie przeszedłem CUT-a (kwalifikacji do finałowej rundy - górne 40% najlepszych wyników). Odpadłem po drugiej rundzie i nie było mi dane zagrać trzeciego dnia.
Lekcja przepracowania
Problemem byłem oczywiście ja i moja nadgorliwość treningowa. Najnormalniej przegiąłem pałę – 168 osiemnastek (pełnych rund 18-dołkowych) w ciągu jednego roku. Jak to możliwe? To przecież co drugi dzień!
Skąd tyle czasu? Proste – czasami grałem codziennie, ale wieczorami po 17, a nawet po 18. Standardowa runda golfa to ok. 4-4,5h. Jak gram sam przed zamknięciem pola, to bez problemu robię rundę poniżej 1h 30m, a mój rekord (z buggy, czyli meleksem golfowym) wynosi 1h 9m na pełne 18 dołków w Black Water Links.
Zdarzały się też dni, że grałem po dwie rundy. To, co miało być moją przewagą, stało się moją zmorą.
Nowa strategia
W tym roku postanowiłem inaczej trenować. 9 osiemnastek miesięcznie i tym trafem do dziś zagrałem 65 pełnych rund. Cel – jak co roku – jeden: wygrać finały WAGC i polecieć jako reprezentant Polski na finały światowe.
Aby się tam dostać, trzeba zająć minimum 3. miejsce w eliminacji. Strategicznie wybrałem pierwszą z czternastu, rozgrywaną w Binowo Park.
5 kwietnia 2025 stanąłem do rywalizacji z 64 innymi zawodnikami. Powiem szczerze – nie szło mi za dobrze. Ugrałem 102 brutto: 37 puttów (uderzeń na greenie), 3 PAR-y (wyniki równe standardowi dołka), 6 bogeyów (wyniki o jedno uderzenie gorsze od PAR-a). Najdłuższy drive – 220 m na 14. dołku – bez szału. Nie czułem gry na wynik, bo było sporo popsutych uderzeń.
I tu na ratunek przyszli… inni gracze. Oni też nie byli w formie, a ci grający za mną dodatkowo się pokłócili i rozpoczęli batalię o ilość punktów karnych. Atmosfera siadła kompletnie od 9. dołka, kiedy jeden z nich zagrał moją piłką i dostał 2 punkty karne.
Ostatecznie 102 brutto i… 3. miejsce 🙂 Fart, ale wystarczył, by awansować do sierpniowych finałów.
Finały krajowe – rollercoaster emocji
Startowałem w grupie HCP 21-25 z handicapem 25,3, który jest wyliczony wyłącznie z turniejów i rodzinnej rundy urodzinowej. Treningowe gry – z gimme (darowanymi krótkimi puttami), muliganami czy powtórkami – nie mogą być uznane za handicapowe i zanotowane w PZG. Na turniejach często się „palę" i potrafię zagrać nawet 115 brutto. Tak trzymam już okolicę 25 od trzech lat.
Dzień 1: Katastrofa w Modrym Lesie (21.08.2025)
Wstaję o 5 rano i chwilę później ruszam do Choszczna. Gram o 9:40, a trasa może zająć ok. 2h 30m. W planie mam jeszcze śniadanie i rozgrzewkę na driving range (strefie treningowej).
Do wyboru mam parę tras. Zwyczajowo jadę A2, S3 aż do Renic, a później przez Barlinek do celu. Tego dnia wybrałem po raz pierwszy inną – znacznie krótszą, ale gorszą jakościowo – trasę przez Pniewy, Międzyrzecz i Drezdenko. W sumie 80 km mniej, a ostatecznie czasowo krócej i z atrakcjami po drodze – spotkałem żubra, który spokojnie przeszedł przez drogę! 🙂
![]()
Na miejsce dotarłem przed 8 rano i spokojnie ogarnąłem zaplanowane tematy. Niestety przed samym startem zabrakło w maszynie piłek i nie można było się dogrzać.
Mój trzyosobowy flight (grupa graczy) – w bardzo fajnym towarzystwie – zaczynam bogeyem na pierwszym dołku, a później coraz gorzej. Na dołku nr 8 utopiłem 3 piłki z tee boxu i zagrałem PAR+5. Generalnie pierwsze 9 dołków zagrałem z wynikiem 57 brutto, co było najgorszym wynikiem w tym roku. Druga dziewiątka poszła już lepiej i zagrałem 47 brutto, co jest na poziomie mojej średniej.
Ostatecznie po ponad 6h ugrałem 104 brutto, bez dołków z PAR i tylko z 8 bogeyami. Co mogę powiedzieć – słabo. Okazało się jednak, że każdy miał trudności z grą i najlepszym podsumowaniem tego dnia było stwierdzenie, że „pole dziś nie współpracowało".
Zjadłem szybki obiad i ruszyłem do Binowa, gdzie miałem nocleg. Tam od 17 rozpoczynała się impreza sponsorska z wieloma konkursami, dobrym jedzeniem i fenomenalną atmosferą. Przed zmierzchem wyskoczyłem jeszcze na strefę treningową i wykonałem ok. 150 chipów, czyli krótkich zagrań pod flagę.
Dzień 2: Nadzieje i rozczarowania (22.08.2025)
Noc była przeciętna, chociaż jak na spanie hotelowe to i tak było ok. O 8 rano skoczyłem na śniadanie. Następnie sprawdziłem na driving range, czy moje „set-upy" działają i o 10:10 ruszam z TEE 1. Tym razem mój flight jest 4-osobowy. Wydaje się, że ekipa jest ok, bez spiny i da się fajnie zagrać.
Pierwszy strzał – moja piłka tnie powietrze po prostej ze słyszalnym zachwytem współgraczy, po czym uderza w linię wysokiego napięcia i ginie gdzieś w chazczach. Zgodnie z regułami lokalnymi muszę zagrać ponownie nową piłkę. Tak też robię i lot piłki jeszcze lepszy 🙂 – 234 m po prostej. Na pierwszym dołku robię PAR (par 5). To dodaje wiary.
Kolejne trzy dołki – bogey, później 3x totalny kataklizm (+7), następnie znów PAR i na 9 dołku +3. Czyli front 9 kończę 49 brutto.
Drugą dziewiątkę zaczynam PAR-em. Później 4x double bogey (dwa uderzenia ponad PAR) i 4x bogey. Wynik back 9 jest taki sam jak front, czyli 49 brutto, co daje 98 brutto w całości. Słabo...
Incydent na polu
Niestety atmosfera siadła od 13. dołka, kiedy jeden z graczy (ten, którego kartę punktową prowadziłem) próbował podmienić piłkę na nową w miejsce zgubionej. Liczył, że nikt się nie zorientuje, bo akurat szukaliśmy swoich uderzeń w innych miejscach.
Pech chciał, że współzawodnik natknął się na jego pierwotną piłkę – z inicjałami DK. Nasz „as" wszystkiego się wypierał, zmieniał wersje (Srixon cudownie zamienił się w Taylor Made, a niebieskie inicjały nagle zniknęły…). Ostatecznie uniknął dyskwalifikacji, ale klimat w flighcie siadł kompletnie. Golf to gra dżentelmenów – szkoda, że nie wszyscy o tym pamiętają.
Niepewne oczekiwanie
Po ponad 6h rundzie zdaliśmy karty i czekamy na podsumowanie wyników. Wiem, że nie zagrałem rundy „wow", a suma obu nie daje pewności na przejście CUT-a. Z grupy HCP 21-25 przechodzi 17 zawodników + remisy. W całym turnieju gra ponad 300 osób, w mojej grupie prawie 50.
Na ekranie zaczyna pojawiać się część wyników i licząc szybko – jestem na 100% w 17, czyli przechodzę CUT. Po wpisaniu wszystkich kart jestem 5. w grupie, co powoduje całkowite niedowierzanie i rozmyślanie o szansie na wygraną w finale 🙂
Udałem się pod prysznic i przed godziną 19 wraz z jednym ze współgraczy udaliśmy się do Szczecina na bankiet sponsorski, podczas którego rozdawane były również nagrody za udział w konkursach oraz rozdano nagrody za wyniki w grupie celebrytów, w której grali m.in. Jurek Dudek, Mariusz Czerkawski czy Mikołaj Grabowski. Ostatecznie w kategorii celebrytów pierwsze miejsce zajął zawodnik z Poznania – Piotr Kruszczyński – i to właśnie on poleci do Korei.
Z gali wróciłem po 22 i starałem się jak najszybciej zasnąć. Niestety moje problemy ze spaniem dały mi noc z Netflixem i newsami. W sumie to chyba dobrze, bo jak jestem zmęczony, to gram lepiej 🙂
Dzień 3: Finałowa dramaturgia (23.08.2025)
Spoglądam na pogodę – max 12 stopni, do tego deszcz, silny wiatr i możliwa burza. No ok, pogoda jest równa dla wszystkich, chociaż ci startujący od rana będą mieć więcej dołków w suchym.
O 8 rano idę na śniadanie, następnie odwiedzam strefę treningową, wybijam koszyk na driving range + robię trening krótkiej gry. Start mam z dołka nr 10 o 10:30. Dlaczego z 10? Aby gra szła szybciej, część zawodników gra 1-9 i 10-18, a część 10-18 i 1-9. Dzięki temu cały turniej trwa krócej.
We flighcie przed nami idzie gość od podrzucania piłek. Okazuje się, że z nim idzie jeszcze lepszy „as", który właśnie wrócił do rozgrywek po 3-letniej dyskwalifikacji – właśnie za podrzucanie piłek. Ale się złożyło…
Mój flight trzyosobowy ma bardzo sympatyczny skład. Gram z Czarkiem i Martinem, który jest obywatelem Słowacji.
Walka z żywiołami
Zaczynam od bogeya na dołku nr 10. Już na początku lekko nas niebo zmoczyło. Na tee dołka 11 spotykamy 3 flighty, co daje nam 30 minut opóźnienia. Jak startowaliśmy z tego tee, za nami stały już 4 flighty, co było całkowicie rozpraszające.
Chwila skupienia i strzał. Piłka poleciała na 262 metry i zatrzymała się tuż przed hazardem wodnym. Na tym dołku robię PAR. Kolejne 3 dołki – PAR+1, czyli bogey. Jest super. Na 15. dołku znów PAR, a potem bogey.
Na dołku 17 znów zakorkowanie i rozpoczyna się pogodowy armagedon. Temperatura spada do 8 stopni, pojawia się kompletna ulewa, gdzie deszcz pada w poziomie. 15 minut czekania spowodowało, że całkowicie zrobiłem się sztywny i tak posłałem piłkę do wody. Udaję się na strefę dropowania i gram piłkę uderzoną stopą kija, która trafia w wodę, robi jedną „kaczkę" i wylatuje na trawę. Ufff. Podchodzę i zagrywam na green, ale w zamian robię „szanka" (całkowicie pudłuję) i piłka leci w przeciwnym kierunku. Na tym dołku robię PAR+4.
Otrząsam się z negatywnych emocji i 18. dołek gram na bogey, pomimo jednej kary za utopienie piłki przed greenem.
Druga dziewiątka – walka do końca
Kolejne 9 dołków rozpoczyna się słabym drivem, następnie zagraniem w wysoką trawę i ostatecznie notuję PAR+2. Przestaje padać, ale przemarznięte ciało nie pomaga w grze.
Na kolejnym dołku z tee gram fairway woodem i po pięknym strzale niemal gwarantującym bycie przy samym greenie nieszczęśliwie biję w słupek oznaczający 100 m do greenu. Piłka odbija się pod lasek, powodując konieczność zagrania dodatkowego lay-upa (bezpiecznego uderzenia). Dołek kończę PAR+1.
Kolejny dołek – PAR+1 (bogey), pomimo gry poza fairway. Na czwórce robię PAR-a 🙂
Piąty dołek rozpoczynam od nieudanego drive'a, który ląduje w krzakach. Ostatecznie znajduję piłkę i chiperem (kijem do krótkich uderzeń) wybijam ją z drzew, kończąc z double bogey. Na kolejnym dołku zagrywam driverem slice na inny fairway, z którego obronnie wychodzę wedgem 52' na green.
Dołek nr 7 gram znów nieszczęśliwie po ziemi bardzo mocną piłką w pobliski lasek. Drugi raz biorę chipera i z tych drzew lecę przez kolejne 94 m. Niestety tracę tu 3 uderzenia.
Ostatnie dwa dołki – wszystko albo nic
Wracając do mojej gry. Zostały 2 dołki. Wiem, że muszę je zagrać jak najlepiej.
Na dołku nr 8 gram bezpośrednio na green. Następnie długi putt i jestem blisko dołka. Jest szansa na PAR, ale piłka jest za mocna i odbija się od flagi, lądując obok. Ostatecznie PAR+1.
Gramy ostatni dołek. Podejmuję decyzję o użyciu 6 iron do gry z tee. To miało być strategiczne zagranie, ponieważ plan zakładał, że piłka się potoczy do ok. 185 m. Niestety wiatr ją spowalnia i ląduje po 170 m.
Teraz mam do wyboru grę przez wodę (165 m do końca wody) lub grę na fairway i później na green. Wybieram opcję 2, ponieważ przy tej wilgotności gra 6i może skończyć się w wodzie, a to da punkt karny.
Gram PW (pitching wedge) 124 m, a następnie SW (sand wedge) 79 m na green. Piłkę mam nie dalej niż 0,5 m od flagi, do której prowadzi idealna prosta ścieżka. Jestem pewien uderzenia na PAR.
Zaczynam się nad nim skupiać i odczuwam, że wiszący nade mną filmujący nas dron całkowicie mnie rozprasza. Jako rasowy dyslektyk słyszę wszystko wokół i tym razem dron wygrywa. Partaczę prostego putta na PAR, mijając dołek na jego krawędzi.
Ostatecznie kończę bogeyem (PAR+1) z wynikiem 94 brutto.
Nieoczekiwany zwrot akcji
Dziękujemy sobie za bardzo miłą towarzyską rundę, zdajemy karty i lecimy na obiad. Zupełnie nie zakładam, że mogę być na pudle. Po konsumpcji zostaję jeszcze chwilę w celu złożenia gratulacji zwycięzcom grup handicapowych, co jakiś czas spoglądając na ekran z wynikami.
Po chwili wszystkie wyniki zostają wprowadzone i – ku mojemu zdziwieniu – okazuje się, że jestem drugi! Co więcej, przegrywam tylko o 1 punkt! Już wiem, że ten 1 punkt to ten putt z ostatniego dołka 🙂 Zrobienie tam PAR-a dałoby mi w ostatecznym rozrachunku pierwsze miejsce!
Przyjmuję drugie miejsce z pokorą – i tak przekroczyło to moje najśmielsze oczekiwania. Widocznie nie tylko ja miałem „pod górkę". Gratuluję Martinowi – koledze z flightu – wygranej w naszej grupie i wyjazdu do Korei.
Moment, który zmienił wszystko
W oczekiwaniu na dekorację delektuję się podwójnym espresso, jednocześnie spoglądając na podwójną dogrywkę w najwyższej grupie HCP. Po kwadransie Sławek Piński – dyrektor turnieju WAGC – zaprasza wszystkich obecnych na dekorację.
Wtedy następuje moment, który na zawsze zostanie w mojej pamięci. Martin podchodzi do mnie z uśmiechem, przybija piątkę i mówi: "Ty jedziesz do Korei! Gratuluję!"
Mrugam zaskoczony. "O co chodzi?" – pytam, bo kompletnie nie mogę zrozumieć, co się właśnie wydarzyło. Czuję, jak serce zaczyna mi bić szybciej.
Martin spokojnie wyjaśnia: regulamin turnieju wyraźnie stanowi, iż Polskę w finałach światowych może reprezentować wyłącznie obywatel Polski – co jest logiczną regulacją – a w takim przypadku nagroda przechodzi na kolejnego gracza.
Jestem w totalnym szoku! Nie mogę uwierzyć w to, co słyszę. Ręce mi się trzęsą, gdy wyciągam telefon, żeby napisać do żony sprostowanie mojej pozycji: "Kochanie, lecimy do Korei! Reprezentuję Polskę na finałach światowych WAGC!"
Martin przyjmuje całą sytuację ze zrozumieniem i klasą. Bez cienia urazy gratuluje mi sukcesu. Grał do końca o jak najlepszy wynik. Dla mnie jest to prawdziwy sportowiec i dżentelmen. Jest mi niezmiernie miło, że mogłem go poznać i z nim wspólnie zagrać ostatniego gra. To była przyjemność.
To się nazywa szczęście – być drugim, przegrać jednym puttem na ostatnim dołku i polecieć na finały światowe, bo pierwszy jest obywatelem Słowacji. Ale czy to tylko szczęście? Czy to nie brzmi jak jakiś sen? Może to nagroda za trzy lata ciężkiej pracy, setki godzin treningów i niezłomną wiarę w cel? A może karma wróciła za bycie fair? A może wszystko na raz![]()
Oficjalne ogłoszenie
W mojej głowie burza emocji. Wszystko dociera do mnie ostatecznie, gdy zostaję zaproszony na scenę. Sławek Piński wręcza mi do ręki bilet oraz przypisaną do niego torbę turniejową z logo WAGC.
Staję przed mikrofonem – każdy finalista ma chwilę dla „mediów". Ze wzruszeniem w głosie dziękuję współgraczom za wspaniałą rywalizację, organizatorom za perfekcyjny turniej i Martinowi, który pokazał prawdziwą klasę w tej nietypowej sytuacji.
![]()
![]()
![]()
Załatwiam formalności w recepcji i ruszam w podróż do domu. Cały czas się uśmiecham i odbieram dziesiątki wiadomości z gratulacjami. Rozmawiam również z paroma osobami, które kibicowały mi przez cały czas.
Chwilę po zmierzchu docieram do domu i wraz z rodziną świętujemy przy lampce prosecco. Ale to były emocje…
Co dalej?
Teraz muszę popracować nad paroma poprawkami technicznymi i koniecznie nad stawami, które ostatnio były kontuzjowane. Kolejny element to poprawa kondycji, więc może wrócę do squasha?
Jedno jest pewne. Jechałem z afirmacją na każdy dzień, odsłuchiwałem moją mantrę po każdym dołku, wybierałem kije golfowe do gry i sposób rozgrzewki, używając niestandardowych metod podejmowania decyzji. Wynik ostateczny gorszy od średniej moich możliwości, ale jadę walczyć o wygraną jako reprezentant Polski w Światowych Finałach World Amateur Golfers Championship, które od 31 października do 8 listopada 2025 odbędą się w Korei na wyspie Jeju.
Podsumowanie – "Możesz jeśli chcesz"
Dla mnie ten sukces to osiągnięcie celu i marzeń, które od 3 lat sobie stawiam. To potwierdzenie tego, w co głęboko wierzę i co jest tytułem pisanej przeze mnie od lat książki: "Możesz jeśli chcesz".
Kiedy ciężko pracujesz, kiedy coś naprawdę bardzo chcesz i nie poddajesz się mimo przeciwności – możesz to osiągnąć. Czasem droga jest kręta, czasem szczęście przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, ale najważniejsze to być gotowym, gdy nadejdzie Twoja szansa.
Teraz mam kolejne cele: wygrać finały światowe w Korei i ponownie wygrać finały krajowe w Polsce za rok. Bo przecież... możesz, jeśli chcesz!
Ojeju… a raczej O, Jeju! 🙂
Słowniczek terminów golfowych:
- PAR - wynik równy standardowi dołka
- Bogey - o jedno uderzenie więcej niż PAR
- Double bogey - o dwa uderzenia więcej niż PAR
- CUT - kwalifikacja do finałowej rundy (zwykle 40% najlepszych)
- Flight - grupa 3-4 graczy grających razem
- Driving range - strefa treningowa do ćwiczenia długich uderzeń
- Chip - krótkie uderzenie spod greenu
- Putt - uderzenie na greenie do dołka
- HCP (Handicap) - wskaźnik umiejętności gracza




















