VIDEO »   Red Arrows RIAT 2024        GALERIA »   Zapraszamy do umieszczania zdjęć w naszej galerii   

Zobacz kanał RSS

Co piszczy u meschiasha ?

WAGC 2025 - Mistrzostwa Świata na Jeju (Korea Południowa)

Oceń wpis
przez w dniu 09-11-2025 o 22:26 (823 Odsłon)
Skoro powiedziało się A (eliminacje), B (finały krajowe), to teraz pozostało powiedzieć C Wszystko wydaje się mega proste - pojechać, wygrać i wrócić, ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach i o tym właśnie będzie ten odcinek bloga.
Dla przypomnienia, jak wyglądała moja droga do światowych finałów, możecie się dowiedzieć z poprzedniego wpisu, do którego link załączam tutaj Jeju lub jak kto woli Dżedżu z WAGC

blogs/meschiash/attachments/5911-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-wagc25.jpg


Wróćmy jednak do dnia po finałach krajowych. Emocje opadały przez jeszcze parę dni, a uśmiech na twarzy pozostawał jakby ktoś mi go przypiął na stałe. Na początku września udałem się z zespołem firmowym na coroczny wyjazd integracyjny nad jezioro Drawskie. Jak zwykle schemat integracji ten sam. Pływamy na żaglach, wieczorem ognisko na okolicznej wyspie, rano śniadanie w Podzamczu i znów pływamy. Z soboty na niedzielę zachciało mi się wyskoczyć do „toalety". Spałem na dziobie, więc najlepszą opcją do wyjścia z łódki po cichu bez budzenia paru osób o 4 nad ranem jest wyjście przez forluk (okienko na przodzie jachtu). Robiłem to setki razy, więc i tym razem plan był prosty. Dźwignąć moje 90 kg na rękach i wyjść. Ułożyłem dłonie i …. coś mnie zabolało w lewym nadgarstku Pomyślałem, że to przejściowe, ale od rana było coraz gorzej. Popływaliśmy jeszcze chwilę i ze względu na niepewną pogodę spłynęliśmy na keję i dalej do domu. W poniedziałek rano ból był jeszcze większy, więc z ręką w ortezie wylądowałem u dr Spławskiego, który po wykonaniu paru zdjęć RTG wydał werdykt: „złamanie kości łódeczkowatej"! WTF ??? Ale jak? Przecież ani się nie wywaliłem, nic nie uderzyłem, a tylko podniosłem swoje ciało. Do tego otrzymuję informację, że jest to jedna z najgorszych pod względem długiego zrastania się kości i należy się nastawić na około 2 miesiące. Oponuję i mówię, że jest to niemożliwe, bo za niecałe półtorej miesiąca gram finały światowe WAGC w Korei i nie ma lewara na taką przerwę w treningach albo rezygnację z turnieju. Mówiąc wprost - chcę to skleić, pospawać, poskręcać lub wymyślić coś, co da mi możliwość treningu i gry. Doktor wysyła mnie na TK ręki i kolejnego dnia wracam do niego z wynikiem TK. Okazuje się, że nie jest tak źle, jak się można było spodziewać. Złamanie jest, ale dotyczy ono koniuszka kości. OK, jedno uff mam za sobą. Umawiamy się na ponowne RTG za tydzień, a do tego czasu orteza i być grzecznym. Mamy wtorek, a na sobotę i niedzielę zaplanowaliśmy ze znajomymi 2 rundy golfa. No cóż, jakoś odpuszczę grę lub może jednak nie i zagram np. jedną ręką Moja kochana żona od razu dała mi odznakę kretyna roku, ale tak jak chciałem, tak zrobiłem W sumie to był całkiem ciekawy challenge, bo nigdy nie grałem przy użyciu tylko jednej ręki, a tym bardziej tylko prawej, gdzie dla mnie prowadzącą ręką jest właśnie ta moja uszkodzona lewa Co mogę powiedzieć po tych dwóch dniach? Było wesoło i mało to przypominało moją codzienną grę, ale i tak udało się zagrać parę fajnych piłek.


Wrócę do samej ręki. W kolejny wtorek melduję się u doktora z nowym RTG i potwierdza się diagnoza złamania końcówki kości łódeczkowatej. Oficjalnie mam odpoczywać bez ortezy, ale nieoficjalnie mogę grać, spodziewając się bólu lub przynajmniej dyskomfortu. Biorę diagnozę i zalecenia za szansę na parę treningów do wyjazdu. Niestety moje sfixowane ciało płata mi kolejnego psikusa. Pojawia się ucisk dysku w odcinku szyjnym kręgosłupa i kolejny tydzień mam w plecy. Jak to mija i chcę wreszcie zagrać rundę treningową, to wypada mi dysk w odcinku piersiowym. Ból jeszcze większy i w sumie to nie mogę się ruszać, nie mówiąc o jakiejkolwiek rotacji na poziomie obręczy biodrowej czy barkowej. Kolejne prawie dwa tygodnie idą bez treningu. Na szczęście tydzień przed wylotem wracam do mobilności i gram pierwsze 9 dołków na Black Water Links. Parę dni później drugi trening i to już pełna runda 18 dołków na Gradi. Jak poszło? Słabo. Wynik 108, czyli 10-15 powyżej tego, co chciałbym zagrać. No cóż - tyle musi mi na teraz wystarczyć. Analizuję grę podczas nieprzespanej nocy i stwierdzam jednak, że nie akceptuję tego i nie starcza mi taki wynik. Następnego dnia jadę do trenera i na symulatorze dokonuję korekt, które teraz mi starczają Do wyjazdu pozostają 3 dni. Ogarniam tematy w pracy i z czystą głową pakuję się na wyjazd.

Czwartek 30.10: budzimy się o 4 rano. Parę tematów organizacyjnych i ruszamy do Warszawy. Droga mija całkiem szybko bez większych spowolnień na trasie. Mamy zapas czasu i udaje nam się spotkać z bardzo dobrym znajomym na porannej kawie. Chwilę później udajemy się na lotnisko Chopina, gdzie większość polskiego teamu już jest na miejscu. Odbieram oficjalne stroje z orzełkiem na klacie i przebieram się w toalecie jeszcze przed nadaniem bagaży.


blogs/meschiash/attachments/5854-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-plteam_waw.jpg blogs/meschiash/attachments/5855-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-waw_mt_tt.jpg blogs/meschiash/attachments/5856-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-b789_splsf.jpg


Wylot mamy o 11:50. Lot WAW->ICN na pokładzie LOTowskiego Dreamlinera miał być komfortowy, ponieważ zgłosiłem upgrade do klasy biznes w ramach programu Miles and More. Niestety pierwszeństwo mają ci pasażerowie, którzy taką klasę podróży opłacą i ci, którzy w ramach programu M&M mają wyższy status. Pozostało nam economy class i to, czego najbardziej nie lubię w Dreamkach LO - mało miejsca pomiędzy fotelami. Jestem dość niski, a kolana mam na poprzedzającym fotelu, jestem średnio szeroki, ale moje ramię zawadzało o sąsiedniego Koreańczyka. To nie jest fajne, jeśli podróż zaplanowana jest na blisko 12 godzin, a ty stykasz się cały czas z kimś obcym. Nie mając na to wpływu „odbębniłem" ten lot, który sam w sobie był spokojny i bez większej turbulencji. Pomimo iż większość lotu była po ciemku, to spania nie było. Wymiętolony i sztywny od nieergonomicznego fotela, cieszę się, że lądowanie w Seulu odbędzie się na 30 minut przed rozkładowym czasem.


Piątek 31.10: Po lądowaniu szybko opuszczamy samolot i udajemy się na odprawę paszportową. Następnie odbiór bagaży i ruszamy do autobusu, którym będziemy zwiedzać Seul podczas 12h layovera, czyli przerwie w podróży. Towarzystwo doborowe i z ciągłymi uśmiechami pojawiamy się tu i tam. Po obiedzie czas pojechać na lotnisko, skąd mamy ostatni lot na Jeju.

blogs/meschiash/attachments/5857-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-icn_mt_tt.jpg blogs/meschiash/attachments/5858-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-seul_tt_mt.jpg blogs/meschiash/attachments/5859-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-zwiedzanie_seul.jpg blogs/meschiash/attachments/5860-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-palac_seul.jpg blogs/meschiash/attachments/5861-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-fanki_jurka_palac.jpg blogs/meschiash/attachments/5862-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-luch_seul.jpg



Na GMP panuje totalny chaos. Samych lotów na Jeju jest tego dnia ponad 30. Pierwotnie zaplanowany był dla nas A320, ale okazało się, że polecimy A330-300, który był wypełniony w 99%. Co jeszcze bardziej ciekawe, pomiędzy 17:20 a 19:05 było 21 lotów na Jeju. Nasz samolot ma delay 25 minut. W tym całym chaosie zmieniają nam 2x GATE w ciągu 5 minut. Wpierw z 8 na 17, a po chwili z 17 ponownie na 8. Należy wziąć pod uwagę, że jesteśmy w podróży bez snu od blisko 30h. Postanawiamy, że nie ma sensu spać w samolocie, gdyż po przylocie nie będziemy mogli zasnąć. No i teraz mały przytyk do LOTu na temat miejsc w samolocie, ten A333 (Asiana Airlines) ma zajefajne fotele dające wystarczająco miejsca zarówno wzdłuż, jak i wszerz. Można? Można!

blogs/meschiash/attachments/5863-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-jeju_airport_team.jpg


No i znów lecimy. Tuż po V2 (czyli starcie) już spaliśmy. Niby 30 minut snu, ale poczucie wyspania nie było dobrym zwiastunem. Szybko odbieramy bagaże i pakujemy się do autobusu, który po 40 minutach wysadza nas w oficjalnym hotelu turniejowym, jakim jest Jeju Shinhwa World - Landing Resort. Równo o 22:30 pojawiamy się w pokoju, co daje rezultat 34h w podróży. Jak się spodziewałem, 30 minut drzemki dało mi powera i nie mam ochoty na sen. Postanawiam, że pójdę poszukać piwa na zmęczenie, ale nie wiedząc, jak ogromny jest to kompleks hotelowy, kończę poszukiwania po ponad godzinie. Wracam do pokoju z zupą i piwem. Po konsumpcji i godzinnej walce z myślami zasypiam po 1:30 w nocy.


Sobota 01.11: O 5:00 dzwoni budzik. Czas wstawać na śniadanie i rundę treningową. O 5:50 wyruszam z dywizją 5 (kolor zielony) na pobliskie pole, gdzie o 8:30 gram oficjalny trening przed turniejem. Jest dość chłodno (12°C) i bardzo wietrznie. Czuję chłód. We flighcie mam Słoweńca, Czecha i Hiszpana. Bardzo fajna ekipa. Jest wesoło. Gramy z luzem i poznajemy pole. Towarzyszy nam caddy, która ma nam doradzać na polu, obsługiwać sprzęt (np. podawać czy czyścić kije, czyścić piłki itp.). Runda trwa ok. 5,5h. Jestem zaskoczony kilkoma lokalnymi regułami, które ewidentnie pomagają graczom. Np. drop zone, która potrafi przybliżyć gracza do dołka po złym zagraniu. Słabe to i mało logiczne, dlatego włodarze WAGC ustalili korektę tej zasady na dni turniejowe. Po skończonej grze szybki lunch i wracamy do hotelu. Tylko aby wrócić, to przydałby się autobus, który jakoś nie chce się pojawić. Zamawiam Ubera i wraz z Piotrem i Łukaszem (gracze z Poznania) udajemy się do hotelu. Szybki prysznic i na 17 w określonych strojach pojawiamy się na sesji zdjęciowej. Tam schodzi 1h, po czym szybko lecę do pokoju w celu zmiany t-shirta na koszulę, która przewidziana była w naszym dresscode na ceremonię otwarcia zawodów i ceremonię wniesienia flag narodowych przez kapitanów drużyn.

blogs/meschiash/attachments/5864-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-open_tt1.jpg blogs/meschiash/attachments/5865-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-open_tt_mt_jd.jpg blogs/meschiash/attachments/5866-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-open_tt_mt_2.jpg blogs/meschiash/attachments/5867-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-open_table.jpg


Ogromna sala wypełnia się zawodnikami i osobami towarzyszącymi. Jest nas blisko 500 osób. Na scenie co chwilę pojawiają się artyści na zmianę z VIP-ami, którzy otwierają zawody. Następnie przychodzi nasza kolej – uroczyste wniesienie flag na scenę.

blogs/meschiash/attachments/5868-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-jurek_ambasador.jpg

Naszym kapitanem (i jednocześnie Ambasadorem WAGC) jest Jerzy Dudek, za którym w kierunku sceny podąża ponad 20 zawodników (nasza piątka w grupie WAGC - World Amateur Golfers Championship oraz pozostali zawodnicy w ramach WAGI - World Amateur Golfers Invitational). Idziemy w strojach z orzełkiem na klacie. Osobiście i wewnętrznie odczuwam w tamtej chwili pewien rodzaj odpowiedzialności i wzruszenia jednocześnie. Mając na sobie godło Polski czuję się mega wielki, dumny i... jak olimpijczyk wchodzący na stadion. Nigdy nie sądziłem, że noszenie orzełka wywoła we mnie takie emocje. To było przeżycie trudne do opisania – taki zastrzyk polskiej dumy i adrenaliny w jednym. Bardzo wyniosła i emocjonalna chwila.

blogs/meschiash/attachments/5869-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-flag.jpg blogs/meschiash/attachments/5870-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-open_flag_1.jpg


Po ceremonii rozpoczynamy wyśmienitą kolację. Jest mega wesoło, a ekipa jest naprawdę wyjątkowa. Z częścią z nich znamy się od paru godzin, a odnosi się wrażenie, że to dobrzy znajomi od lat. Lądujemy w pokoju po 23. Pojawia się plan - trzeba odespać podróż i intensywny 18-godzinny dzień na nogach.




Niedziela 02.11: budzimy się o 9:40. Część z ekipy pojechała o 5 rano na trening. Wytrwali zawodnicy. Ja odpuściłem. W zamian delektuję się towarzystwem żony podczas smacznego śniadania. Po nim udajemy się na zwiedzanie hotelu i mały szoping. Przy okazji doradzam Łukaszowi, jaki driver ma nabyć i po parudziesięciu uderzeniach na symulatorze staje się szczęśliwym nabywcą Callaway Elite Driver. Miałem odpoczywać, ale kusi mnie oferta wyskoczenia na pobliską strzelnicę golfową. Po szybkiej kawie lekko po 13 jedziemy Uberem na pole i tam przez 30 minut ładujemy w piłki. Wracamy przed 15, aby dostarczyć torby golfowe, które będą przewożone przez organizatorów pomiędzy polami, na których przez cztery dni mamy grać. Kupuję dwie paczki nowych piłek, które nie zmieściły mi się wagowo do bagażu i jestem gotów na rywalizację.

blogs/meschiash/attachments/5906-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-dr.jpg


Spotykamy się z ekipą w SkyBar koło basenu. Jest wesoło z opowieściami wielu fajnych przygód - zarówno tych golfowych, jak i życiowych. Przychodzi pora obiadu. Tego dnia organizujemy go we własnym zakresie. Mira ma ochotę na zupę azjatycką. Ja również Idziemy do restauracji, ale tam nie znajdujemy tego, co mamy w planie. Nie chce się nam szukać w kolejnych restauracjach więc kupujemy w sklepiku zupę instant Tak wiem, Mira, Naturopata i zupa z proszku Ostatni raz taki pomysł mieliśmy 12 lat temu w Vegas Po zupce spotykamy się na kawie z Łukaszem, z którym na 19 ciśniemy na odprawę przed turniejem. Omawiane są tam zasady turniejowe i przypominany jest dresscode. Po odprawie pojawiają się tee time na pierwszy dzień turniejowy. Jutro czeka nas wczesna pobudka. Całe szczęście, że gram ok. 8:30, co oznacza, że mój autobus jedzie na pole o 7:20. Niektórzy gracze mają wyjazd o 5:20, czyli o 4:50 śniadanie. Uff, dobrze, że ja mogę wstać o 6:20.


Wracamy do pokoju, a ja siadam do pisania bloga. Dobrze jest oczyścić głowę przed oficjalnym turniejem.


Włodarze zadbali również o osoby towarzyszące, które nie grają w WAGI. Mirka, pomimo iż gra w golfa, to tutaj wybrała opcję zwiedzania. Każdego dnia wraz z innymi członkami rodzin graczy ma zorganizowane zwiedzanie wyspy Jeju. Super, że pojawiła się taka opcja, dzięki temu my nie mamy poczucia, że osoby nam towarzyszące w nudzie czekają na powrót walecznych zawodników.


OK. Jest 23:43. Ustawiam budzik i kończę pisać na dziś. Resztę bloga będzie pisała historia kolejnych dni.

blogs/meschiash/attachments/5872-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-r1_team.png


Poniedziałek 03.11: Pierwszy oficjalny dzień turnieju. Pobudka 6 rano i trzeba zjeść jakieś śniadanie. Autobus na pole rusza o 7:20 i po 20 minutach jesteśmy na miejscu. Do naszego tee time mamy jeszcze godzinę. Pogoda nie rozpieszcza. Jest zimno i wietrznie, a odczuwalna temperatura oscyluje w okolicy 6°C. Przychodzi nasz czas, a tu nie ruszyła ekipa z 7:50. Jest opóźnienie. Zupełnie nie rozumiem dlaczego, bo przecież każda ekipa ma caddy, który ma dbać o tempo gry. Gram z reprezentantami UAE, Francji i reprezentantką Suriname mieszkającą na stałe w Holandii. Całkowicie przemarźnięci i sztywni, bez rozgrzewki na driving range, którego na tym polu nie ma, ruszamy z godzinnym opóźnieniem do pierwszego dołka. Jakby to opisać bez wulgaryzmów? Idzie jak k…. w deszcz.


Gramy wg zasady maksymalny wynik PAR+4, co zaliczam na pierwszym dołku. Kolejne 3 dołki ok, a później już coraz więcej punktów w plecy. Jest zimno, gra idzie wolno, co chwilę czekamy, aż ci przed nami się zepną w pośladach i tak do 9 dołka, gdzie następuje totalny fuckup w postaci wpuszczenia pomiędzy graczy turniejowych łącznie 5 wózków z lokalnymi graczami (20 osób). To powoduje ponowne czekanie sięgające prawie 50 minut. Zmarznięci z wystygniętymi ciałami tylko prosimy się o kontuzję. U mnie od 5 dołka powraca ból w plecach, co jest mega złym znakiem. Odzwierciedla to właśnie karta wyników, która się sypie jak domek z kart. Ruszamy na drugą dziewiątkę mega wkuci, co również nie pomaga w grze. W sumie to powinniśmy już kończyć grę, a my jesteśmy w połowie. Co dołek mamy postój. Tak się nie da utrzymać koncentracji i gotowości do dobrej gry. Ciągle spowalniani popełniamy masę błędów. Gramy ponad 7 godzin, a jak kończymy, to już nikogo z naszych nie ma na polu. W ostatniej chwili łapię gościa, który zbierał scorecards. Zdajemy je i bez lunchu i bez transportu zamawiam Ubera. Jedziemy do hotelu. Mam pełnego wku….wa, ale wygaszam go troszkę rozmową i popijanym winem


Niestety taka sytuacja, jaka nas dotknęła, czyli opóźnienie 1h + opóźnienie 50 minut + wolna gra flightów przed nami, a potem spowolnienie lokalsami, nie powinna mieć miejsca. Zgłaszamy to do organizatora, który podejmuje kroki w celu naprawy sytuacji, której również sam nie potrafi zrozumieć.

blogs/meschiash/attachments/5873-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-r1_arden_hill.png


W hotelu szybki prysznic i czas na kolację. Nasza grupa jest dość liczna i dobrze zintegrowana. Łączymy stoliki i biesiadujemy do zamknięcia restauracji. Około 23 wracam do pokoju, ale jakoś nie mogę zasnąć.

blogs/meschiash/attachments/5874-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-r2_team.png blogs/meschiash/attachments/5907-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-tt_r1.jpg


Wtorek 04.11: Dziś pobudka o 4:50, bo gramy na polu oddalonym o ponad godzinę od hotelu. Spałem 3h, body battery leży i kwiczy w okolicy 15%. Jest „moc". Udaję się na śniadanie, gdzie zjadam wieprzowinę na takim poziomie pikantności, jakiego sam nie jestem w stanie z przyjemnością zjeść (a mogę jeść bardzo ostre potrawy). W autobusie skręcają mnie jelita i mam wybuchy gorąca i ewidentnie spocone czoło. Efekt ostrego śniadania przeczołgał mnie dość mocno po drodze. Na to wszystko biorę silny lek przeciwbólowy, bo plecy napierdzielają mnie masakrycznie i nie da się tak grać. Inaczej mówiąc, mam „idealny" poranek. Do Shineville Park docieramy o 7:15 a do mojej gry mam jeszcze godzinę. Widać, że po wczorajszych ekscesach z opóźnieniami dziś starają się sprawiać pozory wskazujące na kontrolę czasu. Załadowali teamy do meleksów i nie bardzo chcą, aby ktokolwiek się oddalał. W naszej ekipie brakuje Ivana z UAE i jego torby golfowej. Zaczynamy się zastanawiać, czy zaspał i czy dojedzie. Na 15 minut przed naszym flightem podjeżdża taxi z czwartym z naszych zawodników. OK, ruszamy na tee box, a tam korek. 5 ekip czeka przed nami i tak dorobiliśmy się 45-minutowego opóźnienia na starcie. W sumie to nadal nie rozumiem, dlaczego tak się dzieje, a tym bardziej nie rozumiem, dlaczego nie ma możliwości rozgrzania się przed rundą. Przypuszczam, że moje odnowienie kontuzji to efekt ciepło/zimno/wietrznie/sztywno/bez właściwego rozruchu.


Wracając do gry. Pole urokliwe i bardziej mi się podoba niż Arden Hill. Przypomina bardziej pola hiszpańskie czy tureckie. Greeny wymagające i bardzo szybkie. Nasza caddy bardzo przydatna i widać, że zna się na robocie. Gram z różnymi wynikami, ale wraz z ustępującym bólem zaczynam lepiej się odkręcać. Wyniki dość stabilne, ale dla mnie ważne jest to, że żelaza i fairway wood wracają do właściwej gry. Pole podzielone jest na 2x9 dołków i każde z nich gra się tak jakby osobno. Pierwsza część (River) została zagrana na 50 (+14), a druga (Lake) na 53. Szału nie ma, ale co ciekawe, gram całkiem stabilnie. Nie mam żadnego PARa, ale wydaje mi się, że dobrze mi idzie długa gra. Na samym polu jest cieplej niż w poprzednich dniach. Po 9 dołkach wsadzili się przed nas lokalni gracze. Nie chciałem powtórki ze wczoraj, więc nadusiłem naszą caddy, aby zatrzymała poprzedzający flight w celu „skipnięcia" ich. Udało się. W międzyczasie często doganiamy poprzedzającą nas grupę. O grze i polu mógłbym się rozpisywać, ale najważniejsze jest to, że dziś jest dużo lepiej niż wczoraj, a od 11 dołka widzę, jak driver się ze mną przeprasza i gra staje się bardziej kontrolowana. Kończę rundę z wynikiem 103, co oznacza „szału nie ma", ale po pierwszym dniu, kiedy zagrałem 117, to mamy znaczną poprawę. Zjadamy lunch i wracamy autobusem do hotelu. Na miejscu prysznic i czas na kolację. Dziś nie biesiadujemy z grupą i po pojawieniu się tee time znikam do pokoju. Koniecznie muszę się wreszcie wyspać.

blogs/meschiash/attachments/5875-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-r2_shineville_ruver_palm.png

blogs/meschiash/attachments/5876-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-r3_team.png blogs/meschiash/attachments/5908-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-tt_r3_2.jpg blogs/meschiash/attachments/5909-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-tt_cady.jpg


Środa 05.11: Pobudka o 6:10. Jest pierwszy sukces - udało się wyspać. Lecę na śniadanie, gdzie spotykam Alesia ze Słowenii. Zjadamy razem śniadanie. Wiedząc, że bez tabletki przeciwbólowej nie dam rady dobrze zagrać, biorę ją w trakcie śniadania. O 6:50 meldujemy się w autobusie. Dziś gram o 8:00, choć i tak jestem niemal pewien, że będzie opóźnienie. Od samego wejścia do domku klubowego widać, że poziom tego obiektu może być wyższy niż tych wcześniejszych. Odbieram kartę wyników, kupuję pamiątkowe piłki z logo pola, wypijam herbatę i idę poznać moich współgraczy. Dziś gram na Lotte Sky course/Ocean course z Japończykiem, Koreańczykiem i kobietą z Kazachstanu. Wychodzi słońce, które powoduje nie tylko uśmiech, ale daje też szansę na zdjęcie jednej warstwy odzieży. Jak się spodziewałem, startujemy z 30-minutowym opóźnieniem. Pierwsze uderzenie driverem i lecę po prostej. Idealnie wpasowuję drugie uderzenie i ląduję na greenie na 2 uderzenia przed PAR dołka, czyli robię GIR - green in regulation. Jest dobrze. Staram się poznać greeny i wiedzę caddiego, który nam asystuje na polu. Początek rundy ok: +1, +1, +2, +2, +1 i nagle +4. Coś poszło nie tak na 6 dołku i zaliczam drzewa, później robię krótkiego chipa i nieudany strzał fairway woodem. Dalej, grając z drop zone, kończę słabym wynikiem 9 uderzeń. Nie jestem jakoś zły na to. Taki jest po prostu golf. Pojawiamy się na dołku nr 7 i gram 190m driverem, później 117m pod wiatr 8i (żelazo). Zgodnie ze wskazówkami caddiego robię długiego putta i jestem w dołku z wynikiem -1, czyli tzw. BIRDIE. Wow, jest moc, radość i dodatkowe emocje. Jedziemy na 8 dołek. Tym razem PAR3. Ładuję 9i 120m i jednym długim puttem ląduję w dołku robiąc znów -1. Wow, mam drugie BIRDIE i to z rzędu. Jedziemy na dołek 9. Gram dość słabego drive'a 178m na krawędź sąsiedniego fairway. Wychodzę z „rafu" 7i, a następnie przy użyciu 6i lecę 168m na green. Tam znów jeden putt i mam trzecie BIRDIE. 3x pod rząd walnąć -1 to jest mega sprzyjająca sytuacja.

blogs/meschiash/attachments/5877-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-cycling_berdie.jpg blogs/meschiash/attachments/5878-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-b1.jpg blogs/meschiash/attachments/5879-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-b2.jpg blogs/meschiash/attachments/5880-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-b3.jpg


Pierwsze 9 dołków kończę z wynikiem 44. Moim scorerem jest Tadao Tasaki (przy okazji fajne, bo mamy te same inicjały TT). Sprawdzamy wyniki i poprawiam źle wpisany przez niego wynik na 6 dołku. Zamiast 9 wpisał mi 7, co obniżyłoby mi pierwszą dziewiątkę o 2 punkty. Cenię sobie grę fair i proszę go o zmianę wyniku. Wierzę, że takie zachowanie nie tylko jest sportowe i w duchu FairPlay, ale dobre czyny szybko wracają jako dobra energia. 10 dołek +2, dalej +1, +1 i…. co może być lepsze od 3x BIRDIE? 4x BIRDIE Znów gram na -1, ale w jakim stylu. Pierwszy strzał driverem do bunkra (zaledwie 175m), wychodzę z niego 7i, lecąc 116m. Pozostaje mi 180m do flagi. Biorę fairway wooda, którym dziś grałem raz i totalnie zwaliłem strzał. Tym razem piłka leci prosto na flagę i ląduje 3 cm od dołka. 3 cm od innego ptaszka, jakim jest EAGLE (czyli -2). Robię putta i mam swoje dzisiejsze czwarte BIRDIE.

blogs/meschiash/attachments/5881-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-b4.jpg blogs/meschiash/attachments/5882-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-b5.jpg



Dołek 14 i 15 gram na PAR, czyli +/-0 jak gracze PRO. Dołek 16 to 189m drive, następnie 45m podprowadzenie piłki w okolice flagi i 4m jeden putt, co oznacza -1 i kolejne dziś 5. BIRDIE! Moja ekipa z flightu jest tak samo wbita w ziemię jak i ja. Kamerzysta japońskiej telewizji, który towarzyszy nam od 10 dołka, również nie może uwierzyć w to, co widzi. Ja sam nie wiem, co mam o tym sądzić. Jest super. Gram turniejową rundę życia i jak się okazuje, będę nawet w japońskiej TV Dołek 17 zagrałem z karą na +2, a ostatni 18 na 8 uderzeń, czyli +3. Ostatecznie drugie 9 dołków zagrane na 43, co w sumie dało mi 87 (o jeden więcej niż najlepszy życiowy wynik). Wieści o pięciu ptaszkach szybko się roznoszą i dosłownie zewsząd pojawiają się pozytywne, miłe gratulacje. Przy moim handicapie zagrałem rundę sztos.

blogs/meschiash/attachments/5883-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-r3_lotte_sky_ocean_couser.png

Wracam do hotelu i okazuje się, że podskoczyłem w rankingu generalnym na 4. miejsce. Jest gites. Idziemy z Mirką na spacer, kawkę i lody jogurtowe. Spacerujemy się po hotelu, doczekując kolacji. Tam każdy z naszego teamu przelewa pozytywne słowa na temat mojego dzisiejszego wyczynu. To samo robią znajomi z Czech, Hiszpanii, Francji, Japonii i Ales ze Słowenii, który dodaje, że gość z Rumunii się wściekł i będzie kwestionował mój wynik Może sobie kwestionować. Mam realny handicap i 4 graczy, którzy potwierdzą dzisiejszą grę.



Po kolacji wywieszone są korekty HCP dla tych graczy, którzy nie zgłosili do turnieju HCP. W rankingu spadam z 4 na 8. miejsce ze stratą 22 uderzeń do 3. Będzie ciężko wejść do trójki, ale mój plan na kolejny dzień jest taki sam jak na dziś, czyli zagrać jak najlepiej potrafię z zasadą, że najważniejsze jest następne uderzenie, a nie to, co dotychczas było. Dokładam zawsze do tego, że chcę np. zagrać na PAR, zrobić tylko jeden putt czy np. ograć któregoś z graczy z flightu Takie afirmowanie zdecydowanie przybliża do celu.


Warto też wziąć pod uwagę, że łatwiej będzie mi gonić graczy niż im uciekać Okazuje się jednak, że przez moją super 3 rundę mnie również dotyka korekta HCP i to bardzo znaczna, bo z 24 korują mi go o -11 do 13. Nie rozumiem tego i dopytuję w biurze zawodów, ale wg nich jest to zrobione zgodnie z wcześniej przedstawionymi regułami. OK, ale pojawia się uczucie niesprawiedliwości, ponieważ jedna super runda przy jednej katastrofalnej powinna się naturalnie zrównoważyć, a nie tylko działać w jedną stronę. Ta zmiana, mająca na celu ukrócenie kręcenia wynikami z lat poprzednich, wg większości graczy spowodowała jedynie jeszcze większą dysproporcję pomiędzy tymi fair i nie fair. Moja korekta w sumie oddala mnie od możliwości zdobycia podium. Nie mam nikomu za złe, że próbuje znaleźć rozwiązanie i rozumiem cel. Wewnętrzny zawód rekompensuje towarzystwo i okoliczności związane z samą grą. Tablica wyników po 3 dniach wygląda jak niżej.


blogs/meschiash/attachments/5884-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-tt_afret_r3.jpg


Rozwijając temat amatorskiej gry z systemem handicap, warto nadmienić, że niestety pojawiają się w ramach (w sumie każdego) turnieju różne sytuacje, które w grze dżentelmeńskiej nie powinny mieć miejsca. Mowa tu o osobach naciągających swoje handicapy czy wręcz oszukujących w sprawie wyników. Wiele teamów - pomimo ustaleń z organizatorem - nie zgłosiło historii HCP i przez pierwsze dni grali z HCP = 0. Później - zgodnie z zasadami tegorocznej rozgrywki - zostały im wyliczone HCP i jak się zapewne spodziewacie, były one bardziej korzystne niż te, które grający zawodnicy reprezentowali swoją grą. Szkoda, bo to powoduje, że rywalizacja przestaje być równa dla wszystkich. Organizatorzy jak widać od lat próbują przeciwdziałać takim praktykom, ale tegoroczne zasady wg nas raczej poszkodowały tych fair, a dodały szans np. hakującym system Chińczykom, którzy spojlerując zgarnęli większość pierwszych miejsc. Dla przykładu pierwsza w rankingu mojej dywizji Chinka OUYANG LUFEI otrzymała HCP 25, a 3. dnia zagrała +10 brutto, co dało jej 54 netto. Tu z daleka jedzie kombinacją przy hodowaniu handicapu. Średnia z 3 rund wyszła jej 92,3, czyli na moje oko realne HCP to max 20, a po trzeciej rundzie nawet 15. Taki numer wg mnie zrobił również drugi na liście Hiszpan Juan Tomas Galmes, grając 271 uderzeń w 3 dni, średnio 90,3 - czyli HCP ok. 18 (a startował z HCP = 28). U mnie średnia z 3 rund wyniosła 102,3, gram z HCP 23,3, a z wyniku wychodzi o około 10 więcej (znacznie to upraszczając oczywiście). Widzę tu jakiś brak konsekwencji, a według wielu znajomych, cytuję, „dużą niesprawiedliwość" czy „ukaranie za rundę życia". No nic, the show must go on.


Sprawdzam tee time na ostatni dzień turnieju i idę do pokoju. Cel: wypocząć, napisać troszkę bloga i ustawić budzik na 6:20. Autobus na pole rusza o 7:20, a start z 10 tee mam o 8:21. Czas spać.

blogs/meschiash/attachments/5885-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-r4_team.png blogs/meschiash/attachments/5910-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-tt_r4_2.jpg


Czwartek 06.11: To już ostatni z czterech dni turniejowych. Budzę się o 5:40. Tym razem znów słabo spałem. Budziłem się w nocy i rozmyślałem o tej „matematyce" tutejszego systemu HCP. Lecę na śniadanie, biorę tabletki na ból i o 7:20 jestem już w autobusie. Dziś gram z Tomem Badolato z USA, Morganem Svenssonem ze Szwecji i Emilią Zenuchovą, która nie pojawia się dziś na polu. Toma poznałem już wcześniej podczas pierwszej rundy, kiedy grał we flighcie przede mną. Morgana widziałem w środę i zwróciłem uwagę na jego dziwną formę zagadywania uczestników i fakt wycofywania 15. kija z torby (gracz może mieć 14 kijów łącznie z putterem). Jeszcze przed rozpoczęciem gry witam się z Tomem, a od Morgana zamiast „Hi, Hello" słyszę „będę reklamować Twój handicap, bo Ty wczoraj zagrałeś 5x birdie, a ja mam ich zero w tym turnieju, a gramy w tej samej grupie HCP". Myślę sobie - dziwny gość, więc odpowiadam: OK, możesz reklamować, nie mam nic do ukrycia, bo wiem, że zagrałem 117 i 103 w pierwszych dwóch rundach, a trzecia to był ewidentny „dzień konia". Niestety Morgan tego nie rozumie, cały czas chodzi za mną i gada o jakichś zasadach, a jak się oddalam, to idzie do Toma i jemu gada. Tom nie owija w bawełnę i mówi wprost, że gość ma coś z głową Ja - jeszcze - patrzę na niego inaczej. To totalnie smutny życiowo i sfrustrowany Szwed, który wszystko reklamuje, wszystko wg niego jest złe, a jego torba, cytuję, „jest brzydka i tania". Tak naprawdę to bardziej mi go szkoda niż mi wadzi, ale do czasu. W okolicy 3. dołka Morgan zostaje wreszcie „spławiony" i dopiero wtedy zaczynam się koncentrować na grze, bo jej początek ewidentnie zepsuł mi swoim gadaniem. Tom gra „swoje", czyli raz w krzaki, a raz pełna luta. Mi idzie średnio, 2x PAR, a całą dziewiątkę kończę z wynikiem 49, czyli poniżej oczekiwań. Niestety dałem się wyprowadzić Szwedowi z koncentracji, a moje afirmowanie było zaburzone jego bełkotem. Pogoda nam dopisuje, jest słonecznie, ciepło, gramy w krótkim rękawku. Jest super, tylko…. ten zasrany Szwed. Zaczynamy dołek nr 10, a on znów wraca do mojego handicapu. Wypowiada się z ewidentną złością, takim jednoczesnym wołaniem o pomoc w połączeniu z atakiem. Nie wytrzymuję i odpalam racę, cisnąc mu, jakim to jest smutnym, niemiłym i żałosnym „fiutem". Wewnętrzne emocje psują mi wynik kolejnych trzech dołków. Dopiero chwilę później się odcinam i afirmuję o birdie, aby pokazać Szwedowi, że mam „jaja" na miejscu. Moje myśli dają mi ptaszka na 15. dołku Ostatecznie kończę rundę z wynikiem bliskim mojemu HCP, co jedynie potwierdza, że system korekt wymaga jeszcze poprawy. Udajemy się na lunch i omawiamy z Tomem naszą rundę. Nieustannie wracamy do naszego przykrego współgracza, co powoduje, że faktycznie dał nam do wiwatu.

blogs/meschiash/attachments/5886-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-r4_hill_course_forest_course.png

Po obiedzie biorę torbę z kijami i idę do autobusu. Jedyne wolne w nim miejsce jest koło? Koło Szweda. Zajmuję je bez innego wyboru i zaczynam rozmowę od pytania: „dlaczego jesteś tak smutnym i nieszczęśliwym człowiekiem, dlaczego przelewasz swoją złość, smutek i żal na innych, obciążając ich Twoimi problemami?". Morgan jest ewidentnie zaskoczony i w kompletnym zdziwieniu obronnie odpowiada, że on tylko żartował i to była forma nawiązania dialogu. Tłumaczę mu, że zepsuł mi i Tomowi rundę swoim gadaniem, a złość w jego głosie nie świadczyła o żarcie, tylko była wołaniem o zauważenie jego osoby. Dodaję, że moglibyśmy spowodować jego dyskwalifikację za utrudnianie gry, ale to nic nie zmieni. Morgan, jak serialowy Dexter Morgan, skrywa wewnątrz jakiś uraz, którego 20-minutowa rozmowa w autobusie zapewne nie zmieni. Później okazuje się, że jeden z naszych zawodników rozmawiał z nim i ewidentnie nie trafiła do niego ani nasza argumentacja, ani autobusowy dialog.



Wieczorem spotykamy się na codziennej kolacji. W jej trakcie dzwoni do mnie Sławek Piński (główny szef i dyrektor polskiego teamu) i zaprasza mnie do gry w rundzie Champion of Champions. Wybrał mnie, ponieważ uzyskałem najlepszy wynik netto wśród wszystkich zawodników w naszej drużynie. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, gdyż zupełnie się nie spodziewałem takiej nominacji i wyróżnienia. Ze względu na brak zawodniczki w naszej drużynie Sławek stworzył drużynę polsko-amerykańską i zagram w piątek z Susan w tzw. MIX, czyli team damsko-męski, gdzie w formule gry liczy się najlepszy wynik zgranego dołka przez członka drużyny. Naprawdę czuję się bardzo wyróżniony.


Po kolacji Sławek zaprasza nas na lampkę wina i siadamy całą drużyną w pobliskiej sali konferencyjnej. Atmosfera jest fenomenalna i widać, jak zgranym staliśmy się teamem w zaledwie kilka dni. Wraca wątek mojej super rundy z pięcioma ptaszkami, wymieniamy się spostrzeżeniami na temat reguł gry w golfa i organizacji tego turnieju. Pojawiają się również wesołe i ciekawe historie, ale ja już myślę o kolejnej piątkowej rundzie Czas iść spać, bo jutro mam ważne zadanie.



Piątek 07.11: wstaję o 4:50, ponieważ autobus na pole mam o 5:40. Zjadam śniadanie wraz z tabletkami na ból złamanego nadgarstka i wywalonego dysku pomiędzy lędźwiami a odcinkiem piersiowym. O 6:10 jestem w recepcji pola. Dziś ponownie gram to, co wczoraj, tylko w odwrotnej kolejności. Rozmawiamy chwilę z Jerzym Dudkiem, który również gra w Champion of Champions, ale w ramach indywidualnej rundy. Robimy pamiątkowe fotki i lecę do restauracji, gdzie spotykam Susan. Szybko wymieniamy się pozytywnymi afirmacjami dobrej i przyjemnej rundy. Ewidentnie widać, że Champion of Champions traktowany jest bardziej lajtowo i bez niepotrzebnej spiny. To się przydaje po 4 dniach gry „pod napięciem". Startujemy chwilę po 7 rano, ale okazuje się, że team z Rumunii nie pojawia się na starcie. Przed drugim uderzeniem podjeżdża buggy z naszymi zgubami. Przepraszają za zamieszanie, tłumacząc to błędną informacją od ich managera drużyny. Pierwszy dołek muszą zaliczyć jako PAR+4, ale na drugim dołku robią birdie. Super comeback. Gra jest bardzo przyjemna, wesoła i towarzyska. Dobrze się gra w takiej atmosferze i pogodzie na krótki rękawek. Idzie nam różnie. Czasami PAR, czasami +2 lub +3. Trzy ostatnie dołki kończymy PARami. Na greenie ostatniego 18. dołka pojawia się liczna grupa naszych i nie tylko naszych kibiców oraz turniejowe media. To bardzo miłe, czuję wdzięczność i wyróżnienie. To bardzo przyjemna chwila. Po zakończeniu rundy przybijamy piątki i robimy pamiątkowe zdjęcia. Zdajemy karty wyników i udajemy się na lunch.

blogs/meschiash/attachments/5887-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-cc_score.png blogs/meschiash/attachments/5888-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-tt_cc1.jpg blogs/meschiash/attachments/5889-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-tt_cc2.jpg blogs/meschiash/attachments/5890-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-tt_cc3.jpg



Po 40 minutach idziemy na dołek 17 kibicować ostatniemu grającemu polakowi. Jurek to ewidentnie najlepszy gracz naszego teamu. Idziemy równolegle dołek 18 i podobnie jak w moim przypadku kończymy wspólnymi gratulacjami i fotkami. Wielu znajomych - widząc nasze wspólne zdjęcia w mediach społecznościowych - pytało mnie przez różne komunikatory, jaki jest Jurek. Powiem tak. To bardzo prawy, miły, pomocny, wesoły i normalny kolega z drużyny. Inaczej mówiąc, gdyby nie liczni fani, którzy czekają na niego, rozchwytują go na lotniskach czy zaczepiają podczas wizyty w jednym z Seulskich pałaców, to nikt by nie wiedział, że Jurek jest tak znaną osobą na świecie. Myślę, że ten opis wyczerpuje Wasze pytania na temat jego osoby, a my z Mirką jesteśmy bardzo zadowoleni, że mogliśmy poznać Jerzego właśnie od tej strony.

blogs/meschiash/attachments/5891-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-tt_cc4.jpg blogs/meschiash/attachments/5892-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-tt_cc5.jpg blogs/meschiash/attachments/5893-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-tt_cc_6.jpg



Wracamy do restauracji i po szybkiej przekąsce ładujemy się do autobusu w kierunku naszego hotelu. W pokoju biorę prysznic i powoli zaczynamy pakowanie.


Po 2h idziemy na galę zakończenia turnieju World Amateur Golfers Championship. Gala zakończenia bardzo przypomina galę otwarcia, tylko dodatkowym elementem jest wręczenie nagród.

blogs/meschiash/attachments/5894-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-end_tt_mt.jpg blogs/meschiash/attachments/5895-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-close1.jpg



Turniej kończę na 8. miejscu w swojej grupie (dywizja 5 WAGC). W oczach znajomych jest to bardzo dobry wynik i duże osiągnięcie. Ja również czuję się z nim dobrze. Oczywiście chciałbym być na pudle, ale to najwyraźniej musi poczekać na kolejny raz. Galę zdominowali Chińczycy, co jest na ustach wszystkich drużyn. Każdy mówi o hakowaniu systemu punktowego. Ja też mam takie odczucia. Poza tym uważam, że lokalne koreańskie reguły, które były nam narzucone podczas turnieju, spowodowały, że hodowcy handicapu mieli dodatkowe pole do popisu. Jedną z zasad była bardzo odległa drop zona, gdzie po np. 20m strzale w hazard (woda, krzaki, out of bounds itd.) zawodnik z jednym punktem kary mógł dropować piłkę nawet 250m dalej. To było bardzo wypaczające wyniki i osobiście uważam, że jeśli mamy taką drop zonę, to należało skorygować system kar za utratę piłki w taki sposób, że na dołku PAR 3 byłby 1 punkt karny, na PAR 4 byłyby 2 punkty karne, a na PAR 5 gracz otrzymywałby 3 punkty karne. Wtedy „nasz" Szwed nie pytałby, stojąc na tee box, czy po zagraniu teraz do wody będzie mógł się drapować tylko z 1 punktem karnym 200m dalej. Tak samo zasady dotyczące zgłaszania handicapu powinny być bardziej restrykcyjne. Jeśli drużyna nie zgłosiła HCP, to grasz z HCP = 0 i tyle. Wtedy nie trzeba robić bezpieczników korygujących i bijących w zawodników za jedną dobrą rundę. Handicap powinien się zmieniać zarówno w górę, jak i w dół w zależności od wyniku vs zgłoszony HCP. Tu nic nie trzeba zmieniać. Wracając do gali zakończenia, to Chiny zdobyły:

blogs/meschiash/attachments/5896-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-wagc_results_net_overall.jpg
blogs/meschiash/attachments/5897-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-wagc_d2.jpg
blogs/meschiash/attachments/5898-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-wagc_d3.jpg
blogs/meschiash/attachments/5899-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-wagc_d4.jpg
blogs/meschiash/attachments/5900-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-wagc_d5_tt_8_world.jpg

blogs/meschiash/attachments/5901-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-wagi_d1.jpg
blogs/meschiash/attachments/5902-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-wagi_d3.jpg
blogs/meschiash/attachments/5903-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-wagi_d5.jpg



Przy okazji uważam jeszcze, że przy tylu wręczonych nagrodach i statuetkach organizatorzy mogliby pokusić się o kategorię dla najlepszych zawodników z wynikiem brutto, czyli bez użycia systemu HCP. W tej kategorii 1. miejsce miałby nasz Jurek Dudek, który w klasyfikacji gross jest pierwszy.

blogs/meschiash/attachments/5904-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-result_jurek_gross.jpg


Niestety zmęczenie i opuszczające moje ciało emocje zmusiły nas do opuszczenia gali pod koniec rozdawania nagród 2. dywizji WAGC. W pokoju dokończyliśmy jeszcze pakowanie i koło 23:30 załadowaliśmy nasze 4 litery pod kołdrę.


Zasnąłem dość szybko, a sobotnia pobudka o 3:10 okazała się kolejnym wyzwaniem. Chwilę po 4 rano trzeba było jeszcze troszkę powalczyć z organizatorami o miejsce w autobusie na lotnisko. Zbyt wiele osób musiało jechać o jednej porze w tym samym kierunku, a niestety luki bagażowe były za małe na pomieszczenie takiej ilości bagaży golfowych i ciuchów na 8-dniowy event. W sumie autobusy jeździły wypełnione osobowo w 1/3 ich możliwości. Nam jakoś udało się wbić do jednego z nich i po niecałej godzinie dotarliśmy na lotnisko w Jeju. Podczas nadawania bagażu zauważyłem, że nasza walizka jest pęknięta i wymaga szybkiego sklejenia. Udało się to zrobić na stanowisku check-in przy użyciu taśmy klejącej Korean Air

blogs/meschiash/attachments/5912-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-korean.jpg

Lot do Seulu miał być pierwotnie realizowany Airbusem A220, ale przez ogromną ilość pasażerów podmieniono maszynę na Boeinga 737-900. Lot o czasie i dość spokojny pomimo zapowiadanych turbulencji. Lądujemy na lotnisku Gimpo i stamtąd autobusem jedziemy na drugie, dużo większe seulskie lotnisko ICN. Tuż przed samym lotniskiem pojawia się tor wyścigowy dedykowany programowi BMW M Intensive Training, w którym mam przyjemność co roku brać udział. Z torem graniczy pole golfowe, czyli mamy sytuację jak u nas - Silesia Ring i pole golfowe Karolinka



Na lotnisku wskazuję naszej grupie sekcję K w terminalu odlotów jako tę, gdzie check-in ma LOT. Robię to po przeczytaniu wskazówek na ekranach. Pytam jeszcze pracownika w informacji, który tę informację stanowczo potwierdza. Jakie ogarnia mnie zdziwienie, jak jeden z naszych uczestników informuje, że odprawa jest w sekcji D a nie K oddalonej od nas o blisko 10 minut drogi. W sumie niby nic te 10 minut, ale z bagażem golfowym to już jest coś. Odprawiamy się i idziemy przez security oraz sklepy na strefie bezcłowej do naszego GATE nr 35. Dziś wracamy Frankiem, czyli Boeingiem 787-8 Dreamliner z rejestracją SP-LRF. Leciałem nim już wiele razy. Ostatnio z Cancun pod dowództwem kapitana Maćka Smólskiego. Boarding prawie o czasie, start z 10-minutowym delem. Lot dość spokojny, ale samolot regularnie zygzakował tak, jakby robił „szalone Ivany" z Czerwonego Października Usiadłem do dokończenia tego odcinka bloga i zaraz po tym chwyciłem małą drzemkę. Te fotele ewidentnie nie nadają się na loty longhaul. Dupa boli, jest wąsko i znów macam się ręką z szerszym Koreańczykiem. Smuci mnie jeszcze jeden temat. Zawsze uważałem, że załogi LOTu są najlepsze, najbardziej uprzejme i radosne. Niestety na obu lotach mieliśmy bandę sztywnych smutasów (z małymi wyjątkami), którzy wyglądali jakby pracowali pod jakimś przymusem. Co więcej. Tuż przed lądowaniem w WAW zaczęli biegać po kabinie i nakazywali fizyczne wyłączenie telefonów. Tryb lotniczy nie był akceptowany. Hmmm. Dziwne.


Lot trwał 12h 45m, a doliczając do tego 6 rund golfa, zmiany strefy czasowej, nasze wczesne wstanie i lot z Jeju, to można być naprawdę zmęczonym. Lądowanie w WAW mocno przywalone w pas. Coś mi się wydaje, że F/O powoził bo jak wychodziliśmy z samolotu widać było zagorzałą dyskusję pomiędzy nim a kapitanem. Odbieramy bagaże, żegnamy się całą ekipą i autem zaparkowanym na P4 udajemy się do Poznania. W domu lądujemy ok. 22. Jest zmęczenie, jest radość. Niedzielę trzeba odpocząć, bo od poniedziałku czeka mnie kupa pracy.


Tak kończy się nasza przygoda i misja na JEJU. Wypada to oczywiście podsumować. Czy jestem zadowolony? Tak i to bardzo. Poza kontuzjami, obecnym bólem, wynikami i sposobem ich liczenia najważniejsza była wspaniała atmosfera, fenomenalni ludzie z całego świata, jedyny i niepowtarzalny team oraz możliwość udziału w takim unikalnym wydarzeniu, jakim jest World Amateur Golfers Championship - czyli prawdopodobnie największy na świecie amatorski turniej golfowy. Dziś ja sam mogę powiedzieć, że jestem w TOP 10 światowych amatorów golfa dywizji 5, czyli z HCP 20-25, 33 światowym amatorem generalnie i najlepszym polskim tegorocznym zawodnikiem w kategorii netto.

blogs/meschiash/attachments/5905-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-result_tt_net_overall.jpg

Kliknij obrazek, aby uzyskać większą wersję

Nazwa:	WAGC D5 TT 8 WORLD.jpg
Wyświetleń:	5
Rozmiar:	208.7 KB
ID:	5900


Osobiście uważam, że ogromne słowa uznania należą się Sławkowi Pińskiemu - dyrektorowi zarządzającemu, naszemu szefowi, osobie, która od 25 lat łączy polskich golfistów, organizując cykl turniejów eliminacyjnych i krajowych finałów odbywających się w Binowo Park i w PGA Modry Las w ramach serii WAGC. To dzięki Sławkowi mogłem przeżyć tak niewyobrażalną przygodę, jaką były Światowe Finały World Amateur Golfers Championship 2025 na wyspie Jeju w Korei Południowej. Dziękuję, Sławku, za Twoją pracę, determinację i wsparcie, jakim nas obdarzyłeś. Wiem, że dla Ciebie ten finał organizacyjnie był inny od pozostałych. Ja nie mam porównania i dlatego cieszę się, że mogę być jednym z ambasadorów marki WAGC.

blogs/meschiash/attachments/5871-wagc_2025_mistrzostwa_swiata_na_jeju_korea_poludniowa-open_slawek_mirka.jpg


Jakieś słowo na niedzielę? Nigdy nie sądziłem, że będę taki dumny z noszenia naszego godła na klatce piersiowej i przynależności do Polskiego Teamu WAGC/WAGI. Bardzo często powtarzałem, że zazdroszczę Amerykanom czy Turkom ich szacunku do flagi, którego nie nauczono nas w ramach życiowej edukacji. Mając koszulkę z orzełkiem i napisem TEAM POLAND czułem się wielki i dumny z bycia obywatelem naszego kraju. Czułem odpowiedzialność za moje poczynania. To naprawdę dużo dla mnie znaczy.


Jakie plany na 2026? Zapewne zagram w eliminacjach, później w finałach i spróbuję ponownie dołączyć do polskiej drużyny na światowe finały w Malezji.


Krótki film poniżej https://www.facebook.com/share/v/1VzNZ4u7CE/
Adik_s, Marcin747, frik and 1 others like this.

Umieść "WAGC 2025 - Mistrzostwa Świata na Jeju (Korea Południowa)" do Facebook Umieść "WAGC 2025 - Mistrzostwa Świata na Jeju (Korea Południowa)" do Google

Updated 09-11-2025 at 22:31 by meschiash

Kategorie
Podróże

Komentarzy