Współpraca cz.2 – PSP/OSP/Policja.
przez
w dniu 15-04-2024 o 17:06 (3656 Odsłon)
Witam!
W poprzedniej części wykazałem kilka błędów, które najbardziej irytują nas we współpracy ze strażakami. Tak jak wspomniałem, wiele zależy od miejsca zdarzenia, lokalnych uwarunkowań i doświadczenia. Pomimo „standaryzacji”, zupełnie odmienne będą zasady współpracy w terenie górzystym niż w „płaskopolsce”. Dużą rolę odgrywa tzw. „czynnik ludzki”.
Niedawno polecieliśmy do wypadku motocyklisty, do jednej z mniejszych miejscowości we wschodniej części małopolski. Już na dolocie - patrząc z góry - widać było, że działaniami kierował ktoś „kumaty”: droga zabezpieczona, publika (no bo to ciepła niedziela) odgrodzona od miejsca zdarzenia, łączność prawidłowa. Prosty dolot, szybkie i bezpieczne lądowanie, „ogarnięcie” pacjenta i odlot do centrum urazowego w Krakowie. Sama przyjemność w takiej współpracy
i jeszcze świadomość, że dzięki szybkiej i skoordynowanej akcji, młody chłopak będzie żył. Właśnie o to w tym wszystkim chodzi! Szkoda, że takie „idealne” akcje to tylko wyjątki, ale nie będę już rozliczał tutaj „druhów”.
Pora odnieść się do kolejnej służby jaką jest POLICJA. I mimo najszczerszych chęci, mógłbym już zakończyć opisywanie owej współpracy bo … praktycznie nie istnieje
To co głównie przewija się w naszych kontaktach to dwa podstawowe pytania: dokąd zabieracie poszkodowanego? I czy poszkodowany może dmuchać w alkomat?
Policja jako jedna ze służb zjawia się - najczęściej – post factum, wtedy, kiedy strażacy już ogarnęli zabezpieczenie miejsca/drogi, wytyczyli objazdy, podjęli działania ratunkowe i odgrodzili publikę.
Wiele razy zdarzało się, że pojawiali się pod koniec naszej misji, tuż przed odlotem z załadowanym na pokład pacjentem. Pół biedy, jeśli otrzymali informacje od strażaków. Niestety, najczęściej wygląda to tak, że „pan policjant” pcha się pod śmigłowiec z owymi natarczywymi pytaniami, zupełnie nie zważając na prowadzone czynności ratunkowe lub wymianę informacji pomiędzy lekarzem/ratownikiem a naziemnym ZRM czy strażakami. Owe pytania – w jego mniemaniu – są najistotniejsze w TYM momencie i kropka! Tylko dzięki opanowaniu naszych lekarzy (a jeden z nich ma „policyjną” rodzinę) nie dochodzi do kłótni przy pacjencie. Nie będzie nadużyciem jeśli stwierdzę, że bardzo często nasi „przyjaciele w granatowych mundurach” nie mają świadomości sytuacyjnej ani wyczucia na miejscu zdarzenia! Ba, często zdarza się, że sprawiają dodatkowe zagrożenie czy zamieszanie.
Pierwszy „z brzegu” przykład: wypadek na dwupasmówce. Droga zablokowana przez strażaków, śmigłowiec „usiadł” z przodu zdarzenia, silniki wyłączone. Całość akcji ratunkowej toczy się za ogonem śmigłowca – wozy straży, karetki ZRM, które znają zasady bezpiecznej odległości od śmigłowca, inne służby (np. autostradowe). Z racji lądowania za zdarzeniem, mamy czystą od aut drogę z przodu. Cała komunikacja oraz wymiana/donoszenie sprzętu odbywa się od śmigłowca do tyłu.
I nagle zjawiają się ONI! Granatowa husaria, pędząca co sił w motorach, z błyskającym pióropuszem na dachu i wyjącymi syrenami, no bo jadą DO WYPADKU!!! I tak można by trwać z tym bohaterskim, ujmującym obrazem w oczach, gdyby nie fakt, że …. zapierdzielają na pełnym „szwungu” prosto na śmigłowiec od - wolnej od aut - strony!
Nieważne, że przed śmigłowcem stoi strażak i z daleka macha aby się zatrzymali – może zauważą ? Niestety, nasza – przybywająca z odsieczą - „kawaleria” zgrabnie omija strażaka i zatrzymuje się tuż przed łopatami śmigłowca, bo nagle dotarło do nich, że chyba nie da się przejechać obok!!!
Myślę, że nie muszę opisywać wyrazu mojej twarzy i kwiecistej „wiązanki” wylewającej się z moich ust, gdy – rzucając na ziemię nosze – pędzę co sił przed śmigłowiec aby zatrzymać „stalowego rumaka”.
Cóż, panowie są mocno zdziwieni, że ktoś w czerwono-granatowym kombinezonie używa wobec nich słów, jakich nie powstydziłby się fan malowania po elewacjach skrótu ____…
My też jesteśmy ludźmi i mamy swój poziom emocji. Bardzo często wstydzę się potem takich słów, ale – niestety – podczas wysoce dynamicznej akcji, to właśnie „emocje” biorą górę.
„Współpraca” z policją to takie słowo na wyrost. Są zapisy, porozumienia, etc, ale – niestety – najbardziej brakuje szkoleń. I to widać w całej Polsce, nie tylko „u nas”.
Pomimo przekazywania ogromnych funduszy na policję, zmiany mundurów, zmiany samochodów
i tej rozbuchanej, prawnej buchalterii, jeśli chodzi o współpracę na miejscu zdarzenia - nic się nie zmienia od lat. Do tego najważniejszy jest tzw. dzienniczek/notes pracy – bez tego „notesika” nie ma policjanta!
Kiedyś nie wiedziałem co to jest i dopiero kolega (ten od policyjnych koligacji) wytłumaczył mi, że każdy funkcjonariusz posiada taki notesik, w którym zapisuje wszystkie istotne dane – w naszym przypadku to: kod ratownika (R6), nazwisko lekarza, miejsce docelowe pacjenta czy wspomniany stan trzeźwości. A żeby było śmieszniej (a raczej nieśmieszniej), każdy taki notesik jest…. sprawdzany przez przełożonego i parafowany! Staje się oficjalnie „dokumentem pracy”! XXI wiek, laptopy, smartfony, tablety, szerokopasmowy internet! No comments…
Tylko żal tych ludzi, bo – w sumie - to nie ich wina, że system tak wygląda i tak muszą pracować.
Cóż, jak powiadają: ryba psuje się od głowy – a jak jest na „górze”, to wszyscy wiemy, choćby z nagłówków gazet
Oczywiście, aby oddać głos sprawiedliwości, zdarzają się też bardzo sympatyczni policjanci/policjantki, którzy są pomocni i zaangażowani. Bo – pomimo – wszechobecnych nakazów/zakazów, zdarzają się normalni, zdroworozsądkowo myślący ludzie. I z takimi – na serio – fajnie się współpracuje (np. jednostka policji autostradowej z Balic).
Generalnie, patrząc po polskich służbach mundurowych, to brakuje „zdrowego rozsądku”
a wszelkie oznaki logicznego myślenia są automatycznie tłamszone przez idiotyczne, odrealnione przepisy lub „twardogłowych” strażników wyimaginowanej „ważności”: dlaczego tak? Bo tak!
W kolejnych odsłonach mojego bloga postaram się jeszcze opisać współpracę z Górskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym – w tej chwili mocno okrojoną (bez technik linowych), ale nadal obecną w życiu baz regionu południowego.
To be continued...












