VIDEO »   Red Arrows RIAT 2024        GALERIA »   Zapraszamy do umieszczania zdjęć w naszej galerii   

Zobacz kanał RSS

suter odleciał :-)

FIREBIRDS!!!

Oceń wpis
przez w dniu 22-06-2022 o 11:43 (2446 Odsłon)
Jak człowiek przekracza 40sty rok życia to w niektórych przypadkach ciekawe pomysły przychodzą do głowy. Niektórzy decydują się na skok spadochronowy, ale wychodzę z założenia, że pilot nie wysiada ze sprawnej maszyny w locie 😉, inni na jazdę sportowym autem, ale toto porusza się tylko w dwóch wymiarach, to w zasadzie nic ciekawego 😉, niektórzy decydują się na kochankę, ale drogie to ponoć diabelstwo, religia zabrania, żona się nie zgadza i w ogóle śliski temat 😜. No to co mógłby sobie zażyczyć taki nieopierzony pisklak lotniczy z nierównym sufitem jak ja? Samolotem to mogę się przecież zawsze przelecieć, licencję mam, więc to jakby to powiedzieć standard. Ale zaraz, każdym? Hmmmm…. Skoro we łbie namieszane lotniczo, skoro duch niespokojny, to może lot akrobacyjny byłby doskonałym zwieńczeniem pierwszych 40stu lat wqr… ludzkości swoim jestestwem? Opcji jest kilka i jestem pewien, że wszystkie równie fenomenalne, a ja zdecydowałem się na wizytę w Katowicach w Firebirds Flight Academy 💪🔥🛩.

Jak to w moim przypadku przeważnie wygląda, trochę czasu musiało minąć od pomysłu do realizacji, ale dzięki mojemu uporowi, którzy czasem złośliwi nazywają oślim 😉, ale za to skutecznym, w końcu plan się zmaterializował.

Skontaktowałem się z Ognistymi Ptakami via Messenger, kontakt super, rzeczowo, z humorem, żadnych kłopotów. Jeszcze przed jazdą na miejsce wiedziałem, że to będzie udana wyprawa, czasem tak jest, że czujesz od razu te same fale, dwa, trzy zdania, a masz wrażenie, że znacie się już długi czas – polecam 😊.

I tak 26.05.2022 rano wpakowałem swoje szanowne cztery litery do auta dużo wcześniej niż proponowała by nawigacja. Do Wrocławia dojazd bajka, ale potem trzeba zaliczyć A4 i tu czasem dzieją się rzeczy, o których nie śniło się filozofom, a drogowcom to już na pewno. I dobrze, że wyjechałem wcześniej, przynajmniej bez stresu dokulałem swój rydwan na parking przy lotnisku Katowice-Muchowiec, bo na produkcie autostradopodobnym zwanym urzędowo A4 swoje musiałem odstać. Tam w ogóle kiedyś był dzień bez korka? Jedyne co mnie zastanawiało, to w jakim stanie po kilku godzinach za kółkiem będzie worek na kości i tkanki miękkie jakim jestem. Na szczęście okazało się, że starzeje się jak wino – im starszy tym lepszy, gdybym poszedł śladem mleka mogło by nie być tak wesoło. Suma sumarum czułem się bardzo dobrze, a ekscytacja czekającej mnie przygody dodawała jeszcze większego kopa i wprawiała w nastrój, który nazwałbym stresem, ale tym motywującym, cały się trzęsiesz, ale wiesz, że pragniesz tego każdą komórką swojej ziemskiej obecności.

Na nieco miękkich nogach polazłem do gniazda Firebirdsów. Schodząc po schodkach od razu w oczy rzucił się bajeczny widok, samoloty wyjęte ze schronienia mieniły się na biało-czerwono na płycie przed hangarem, wokół nich uwijali się piloci, szykujący siebie i maszyny do podniebnych szaleństw. Pogoda nie była może idealna, brakowało refleksów słońca na skrzydłach, ale i tak żałuję, że nie zrobiłem wtedy fotki, taki zaaferowany byłem. Ale widok jaki mam w pamięci jest wart tego żeby pieśni pochwalne o nim pisać. Jak ktoś kiedyś będzie na miejscu i trafi się opisana sytuacja, to niech zrobi fotkę panoramy z takim widokiem – bajka!! 😍

Naładowany adrenaliną schodzę na dół do gniazda i od razu od samego „dzień dobry” mam wrażenie, że przyjechałem do starych kumpli, a nie do osób których w zasadzie nie znam, którzy nie znają mnie. Atmosfera tego miejsca kreowana przez ludzi z Firebirds od razu przełamuje lody, bariery pękają, a Ty wiesz, że trafiłeś pod zdecydowanie właściwy adres. Dla mnie dodatkowym bonusem i to potężnym było poznanie i samojebka z Arturem Kielakiem. Podziwiam gościa, fenomenalny pilot, fantastyczna lotnicza postać. Pokażcie mi innego pilota, który w tak doskonały sposób promował by awiację, jego FULL FORCE przeszło już do legendy i chyba każdy miłośnik podniebnych szaleństw, który usłyszy ten zwrot doskonale będzie wiedział o kogo chodzi i czego dotyczy. Niestety nie leciałem z nim. Szykował się do lotu i szkolenia na akrobację innego pilota, toteż nie chciałem zawracać gitary, zamieniliśmy kilka słów i ruszyliśmy do swoich tematów, ale cieszę się niesamowicie, że miałem okazję poznać, super gość. Artur jeśli to czytasz – pozdrawiam serdecznie – FULL FORCE, ołłł yeahhhh, myyyyyyyk… 🔥💪🛩

blogs/suter/attachments/5605-firebirds-20220526_135546_male.jpg

No ale nie przyjechałem przecież do Katowic trzaskać samojebki i truć tyłek Arturowi Kielakowi. Cel był inny i zbliżał się wielkimi krokami. Po ustaleniu com za jeden i co mnie przytargało sytuacja nabrała rozpędu niczym Extra 330 na rozbiegu do startu. Lecieć miałem z Adamem, szybkie przedstawienie kto jest kim, Adam poszedł wbić się w kombinezon lotniczy, ja w tym czasie napomknąłem, że chciałbym kamerkę gdzieś na samolocie ustawić, aby uwiecznić świętowanie przekroczenia 40stki, no chyba, że Adam tam mi nawkręca w powietrzu, że nagram dziwny odcień zieleni mojej twarzy zwieńczony efektownym kolorowym ptakiem z ogromnym ogonem, według biologów nazwanym pawiem. Podeszliśmy do maszyny, początkowo chciałem zamontować kamerkę na skrzydle i skierować na samolot, ale siebie nagrywać lepiej od środka toteż zaczęliśmy się przymierzać do zainstalowania kamerki na owiewce. Niestety mój komplet nie miał odpowiedniej przyssawki. I co teraz? Taki problem to nie problem, poratował mnie odpowiednim elementem nie kto inny jak Artur – dzięki wielkie 😊. Kamerka zamontowana, pozostała jeszcze jedna rzecz – spadochron. Z pomocą Adama szybko i bez kłopotów miałem na plecach kilka kilogramów bezpieczeństwa więcej, z nadzieją oddania ich w dokładnie takim samym stanie.

Nie ma co przedłużać, przestrzeń czeka. Zapakowaliśmy swoje szanowne cztery litery do maszyny, siedzi się bardzo wygodnie. Cessna którą przeważnie latam z Żernik też jest ciasna, ale w Extrze miałem wrażenie, że samolot niemal z czułością otulił mnie swoją konstrukcją, jakby chciał na początku wykazać się delikatnością i opieką, a to, że potem daje potężnego kopa i miesza jelita razem z innymi wnętrznościami to już inna sprawa, początek jest delikatny. OD ŚMIGŁA!! Silnik zaczął pracować, śmigło się kręcić, nie czekając na nie wiadomo co zaczęliśmy kołowanie. Widok… no w zasadzie niebo widać dobrze, ale jazda po ziemi to chyba na czuja. Konstrukcja samolotu powoduje, że „siedzi” na ogonie z uniesionym nosem i maska zasłania to co jest przed nami. Możliwości są dwie, a właściwie trzy, jedna to zygzakowanie, druga to trzymać odpowiednią perspektywę do krawędzi drogi kołowania, albo jak w naszym przypadku zdać się na wyczucie maszyny i drogi kołowania przez pilota. Jeszcze tylko przedstartowa próba silnika i….

FULL FORCE!!! Ależ to się zbiera, w porównaniu do samolotów, którymi do tej pory latałem to prawdziwy dzikus, przyspieszenie już od samego początku powoduje odczucie jakby fotel chciał was katapultować, a to dopiero początek, jak się za chwile okazało to było tylko głaskanie. Początkowo wznoszenie, szybkie i bezkompromisowe, rekreacyjna Cessna wznosi się też rekreacyjnie, z gracją, dystyngowanie, tu mamy do czynienia z potworem, który nie uznaje półśrodków, nie bawi się w konwenanse, mówisz leć i on leci, nie pyta . Błyskawicznie byliśmy na dwóch tysiącach stóp w strefie akrobacji. Teraz zaczyna się najlepsze. Początek spokojny, Adam nie miał zamiaru wykończyć zawodnika przed czasem, umiejętnie stopniował doznania. Poza tym musiał mnie poznać, zorientować się, co to za oszołom siedzi na przednim fotelu i na co sobie może pozwolić żeby wypełnić jego żyły czystą adrenaliną, a jednocześnie nie przywołać kolorowego ptaka z wielkim ogonem wspomnianego powyżej. Zaczęliśmy więc od wolnych beczek, to w jedną to w drugą stronę, półpętla z półbeczką do pozycji normalnej, z tylko chwilowym zawisem do góry nogami. Po każdej figurze Adam pytał jak się czuję, czy wszystko ok. Przed lotem zresztą otrzymałem charakterystyczną papierową torebkę, na co odpowiedziałem, że oczywiście wezmę, ale oddam nietkniętą po locie. Tak, tak, oni już nie jednego takiego „bohatera” widzieli, na ziemi każdy jest cwaniak, a potem okazuje się, że dobrze było mieć torebkę, bo sprzątania było by na cały dzień, a wietrzenia kokpitu na tydzień. Uprzedzę fakty – torebka zgodnie z zapowiedziami została oddana w stanie nienaruszonym

Byłem w niebo wzięty i nie tylko dosłownie, ale przede wszystkim w przenośni. Po każdej figurze, którą zaliczyliśmy, kolejne były coraz bardziej emocjonujące, a przeciążenia bardziej wymagające. Choć nie były to wartości pilotów myśliwców, raptem +5g / -2g i czułem, że mam jeszcze sporą moim zdaniem rezerwę zanim by mi światło zgasło, ale wrażenie i tak robiło potężne i musiałem zaciskać mięśnie nóg i brzucha przy dodatnich wartościach, pamiętając jednocześnie o oddechu. Gdyby nie to lot zapewne skończył by się szybciej, a duma roztrzaskała by się jak jajko rzucone w polityka

Wróćmy do lotu. Wiązanka była rewelacyjna. Tak jak wspomniałem początek delikatny, wolne beczki i półbeczki, lot na plecach wisząc głową w dół z pasami bezpieczeństwa wpijającymi się w ramiona, bez których niechybnie wybiłbym łbem dziurę w owiewce. Szybkie beczki, beczki na wznoszeniu, w opadaniu, beczki akcentowane, w głowie powinno się zakręcić jak po nocy w betoniarce, ale chyba mam już tak namieszane, że błędnik uznał, że w zasadzie nic się nie dzieje, ot kolejny dzień w biurze. Pętle, półpętle, ćwierćpętle, normalne, odwrócone, zresztą na jednym z ujęć na filmiku poniżej widać taki manewr, dziób wygląda jak balon na odpuście, no zabawa nieprawdopodobna, coś fantastycznego, rollercoastery w Energylandii po czymś takim będą nudne jak orędzie noworoczne prezydenta. Rewelacyjnym manewrem jest ranwers, leci się pionowo w górę, samolot zwalnia i w odpowiedni momencie kopiąc orczyk maszyna zakręca, w sumie wolno i spokojnie, ale w efekcie tego zaczyna się pikowanie pionowo w dół, prędkość błyskawicznie rośnie, zaczyna się wyrównanie do lotu poziomego, przeciążenie próbuje cofnąć oczy o okolice potylicy, a Ty zdajesz sobie dobitnie sprawę, że za dużo ważysz i w tych ułamkach sekund na szybko obmyślasz dietę i plan treningowy . Więcej? Proszszszsz. Zażyczyłem sobie ślizgu na ogon, Adam wspomniał, że to dosyć brutalny manewr, ale skoro tak bardzo chcę wpie…ol to dlaczego nie. Extra zaczyna ponownie pionowo lecieć do góry, prędkość maleje, tym razem jednak nie ma kopnięcia w orczyk, cierpliwie czekamy aż najpotężniejsza siła na naszym świecie zrobi swoje. W pewnym momencie Ognisty Ptak zwalnia do prędkości zerowej, a grawitacja zaczyna bezlitośnie ściągać maszynę w dół, jeszcze tylko Adam oddał drążek, w wyniku czego ogon nieco cofnął się w kierunku horyzontu, a największy ciężar samolotu – silnik przeleciał w ułamku sekundy znad sklepienia niebieskiego w dół w gwałtownym obrocie samolotu wokół osi poprzecznej, nami szarpnęło, zamiast nieba widok szybko zbliżającej się ziemi, ponowne wyrównanie z przeciążeniem. Ja to jednak mam ciężką dupę, trzeba coś z tym zrobić .

Ale zdecydowanie najlepszy z całego lotu był moment, w którym Adam pozwolił mi się samemu troszkę pobawić Extrą . OOOŁŁŁŁŁŁ YYEEEEAAAAHHH!!!!! Coś cudownego latać tą maszyną, beczka w jedną, w drugą, szybka, wolna. Powiem Wam, że jeszcze bardziej podziwiam pilotów akrobacyjnych za ich kunszt, opanowanie, precyzję. Wcale nie jest łatwo wykonać prawidłowy manewr samolotem akrobacyjnym, jest niesamowicie czuły na ruchy drążka, przynajmniej w porównaniu do Cessny . O zazdrości do akrobatów lotniczych nawet nie będę się rozpisywał, poleciały by potężne słowa, które nawet szewca wprawiły by osłupienie.

Niestety jak to w życiu bywa, wszystko co dobre szybko się kończy. Także i nasz lot ku mojej głębokiej rozpaczy musiał się zakończyć, łzom nie było końca, prośby, błagania i groźby nic nie dały, Adam skierował Extrę na prostą do lądowania. Przygoda doleciała do końca, świętowanie 40stki zdecydowanie godne tego szlachetnego wieku. Po dokołowaniu na stojankę silnik zgasł, śmigło przestało się kręcić, a ja się zastanawiałem skąd oni tyle wojska wezmą, żeby mnie z tego samolotu wyciągnąć. Żarty, żartami, ale wychodzenie szło ciężko i tylko dlatego, że było mi zdecydowanie za mało, zwłaszcza, że czułem jeszcze spory zapas dla przeciążeń i wariactw.

Jeszcze tylko Marcel dopadł z telefonem, żeby zrobić relacje na FB, że mają kolejnego po przelocie i żyje i ma się dobrze i to na tyle, koniec.

Wylazłem z maszyny bardzo niechętnie, pokręciłem się jeszcze pomiędzy samolotami, żeby porobić kilka zdjęć, zamieniłem kilka słów z Firebirdsami i powolutku szykowałem się do drogi powrotnej.

BARDZO, BARDZO, BARDZO dziękuję Firebirds Flight Academy za rewelacyjne przyjęcie, niepowtarzalną atmosferę, fantastyczną przygodę, nieprawdopodobny lot – za to zwłaszcza podziękowania dla Adama. Jak mawiają niektórzy FULL FORCE 🔥💪🛩!!!

Zresztą podobno życie zaczyna się po 40stce, choć chodzą słuchy, że po setce, a najlepiej dwóch

Wszystkiego dobrego i do następnego.



blogs/suter/attachments/5606-firebirds-1655885546173_male.jpg
Pzlm28, nice flight, vader and 5 others like this.

Umieść "FIREBIRDS!!!" do Facebook Umieść "FIREBIRDS!!!" do Google

Kategorie
Bez kategorii

Komentarzy